Czas na przegląd tygodnia, ubiegłego rzecz jasna. Tym razem w środę z dwóch powodów. Po pierwsze na poniedziałek zaplanowałem rozgrzebany tekst o AleBrowarze, a drugi powód zostawiam dla siebie. Tym razem różnorodność jest nieco większa i będę starał się zmieniać parytet, by mniej było tych najmodniejszych stylów, a więcej piw mniej popularnych. No ale dopóki lodówka nie opróżni się ze wszystkich DDH IPA, będą one wracać. Są więc dwa piwa Minibrowaru Reden z Chorzowa, dwa piwa Browaru Stary Rynek z Białegostoku (debiut na blogu!), piwo Browaru Łańcut, dwa Szpunty, piwo Browaru Tankbusters, Browar Monkey (też debiut), piwo Browaru Hajer, kooperacja Funky Fluid i Piwoteki, kooperacja Maltgardena i Piwnego Podziemia oraz dwie pierwsze puszki Brokreacji. Nawet jeśli zbyt jednorodnie, to na pewno ciekawie!
7 maja 2020 roku pub Piwoteka Narodowa obchodził 9 lat istnienia. To jedna z tych inicjatyw w polskim krafcie, która jest starsza niż Piwne Podróże (już nawet abstrahując od znajdującego się na przeciwko pubu sklepu, który działa od 2008 roku). Przez ten czas w sercu Łodzi biło jedno z serc piwnego rzemiosła pompując chmielową juchę w żyły miłośników piwa. Dziewiąta rocznica była dniem premiery nowego piwa - Grande Valse Brillante, która odbyła się... online. I ja tam (tu) byłem, więc możecie obejrzeć. Z tej okazji zapraszam na przegląd siedmiu bardzo ciekawych i większości bardzo nietypowych piw Piwoteki. Są tu dwie (a może i trzy?) kooperacje. Sprawdźcie to, bo Piwoteka jest powszechnie znana z tworzenia piw nietypowych.
"Kiedy piwo szumi w głowie,
a cały świat nabiera treści,
wtedy chętniej słucha człowiek
morskich opowieści"
Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie fantastyczne - dosłownie i w przenośni - etykiety piw Browaru Probus z Oławy. Musicie tu wiedzieć, że od dziecka jestem fanem literatury science-fiction rozumianej dość szeroko. Kiedy kupowałem piwo w browarze, a potem jeszcze otrzymałem przesyłkę z kolejnymi, byłem w szoku, jak pięknie zaprojektowane są etykiety. Świetna kreska, koncepcja, kolory, fonty. Przede wszystkim jednak zauroczyły mnie tzw. "morskie opowieści". W tym przypadku nutka fantastyki naukowej. "Morskimi opowieściami" są w środowisku beer geeków nazywane historyjki umieszczane na kontretykietach. Czasem traktują o piwie, czasem są historią stylu, odnoszą się do jakiegoś miejsca lub wydarzenia. Sporadycznie są zwyczajnie głupie, najczęściej dość neutralne, ale rzadko są osobną wartością. Te z Browaru Probus są przednie, ale nie są jedynym przypadkiem w naszym krafcie, gdzie browar wznosi się na wyżyny copywritingu. Dziś o najciekawszych "morskich opowieściach" w polskim piwowarstwie rzemieślniczym.
Bardzo ubolewałem nad tym, że nie udało mi się pojawić na kranoprzejęciu Browaru Piwoteka, które miało miejsce niedawno w katowickiej Białej Małpie. Byłem w górach - to powinno wystarczyć za wyjaśnienie, szczególnie że były one zaplanowane znacznie wcześniej, niż pojawiła się informacja o wizycie Marka Puty w stolicy Górnego Śląska. Zmotywowało mnie to jednak do ogarnięcia wypitych w ostatnim czasie piw z Łodzi i opisania wrażeń z degustacji.
Już same nazwy stylów sprawiają, że należy czytać dalej. Są tu braggot, imperialny stout ze śledziem, amerykański barley wine, belgian strong ale, gin & tonic pale ale oraz milk porter.
Nieczęsto zdarza kooperacja polskiego browaru rzemieślniczego z tak uznanym w świecie piwowarstwa rzemieślniczego browarem, jakim jest De Molen. Ten mieszczący się w starym młynie holenderski browar przez dwanaście lat działalności wyrobił sobie markę przede wszystkim warząc potężne i degustacyjne piwa. Tamtejsze imperialne stouty można brać w ciemno, szczególnie że ceny zwykle zachęcają. Podejmujący współpracę z Holendrami Browar Piwoteka, trzecia odnoga działalności Marka Puty, także ma niemałe zasługi, tym razem w polskim krafcie. Wspólnie z AleBrowarem i Pintą uwarzyła pierwsze polskie kooperacyjne piwo - B-Day i co rusz zaskakuje piwoszy nietypowymi, by nie powiedzieć harcore'owymi, dodatkami do piwa (m.in. sól, glony, śledzie, chrzan, boczek). Co mogło powstać z takiego zamieszania?
Jestem w ciągu. Absolutnie nie alkoholowym. Jeśli na dwie osoby wypijemy wieczorem dwa piwa, to i tak jest dużo. Po knajpach chwilowo nie mam jak się szlajać i tylko w czasie jakiegoś festynu czy wydarzenia mogę spróbować większej liczby piw. Jestem w ciągu pisania. Gdy za oknami mroczna, wietrzna i deszczowa kwintesencja piździernika, pisanie przychodzi naturalnie samo. Przy pisaniu nie usypiam ze zmęczenia jak przy czytaniu. Tematów też jest dużo. Myślałem, że porzuciłem już piwne eksploracje godne Indy'ego, ale znów znalazłem starożytne zdjęcia - tym razem z Mazur. Będę do nich wracał. Dziś 32. Wielopak, jeszcze świeższy niż ostatnie. Te piwa pewnie jeszcze są na półkach.
Są dwa piwa Browaru Piwoteka, jedno Browaru na Jurze, jedno Baby Jagi, jedno Faktorii i jedno Brokreacji. Mamy klasycznego FESa, klasycznego hefeweizena, "klasycznego" saisona oraz nieklasyczne: kwasa, polskie pale ale i imperialne red ale.
W ciszy gdzieś dogorywa (skądinąd udany) Silesia Beer Fest, którego druga edycja miała miejsce w maju (klik!), a tu niespodziewanie wyrósł nam kolejny festiwal w Katowicach. Jarmarki Śląskie postanowiły zorganizować święto piwa pod chmurką w samiutkim centrum miasta - na Rynku. Dosyć odważny krok jak na ostatni weekend września i pierwszy października. Samo miejsce także nie wzbudziło mojego entuzjazmu. Generalnie przez dłuższy czas mało było wiadomo o festiwalu łącznie z najważniejszym - wystawcami. Kiedy już jednak lista pojawiła się w internetach, moje obawy zmalały - zapowiadało się sporo ciekawych piw. A o tym jak się udało poczytacie dalej.
W ramach systematycznego odwlekania powrotu do Anglii, zdjęć, wspomnień i tamtejszych piw, zapraszam na kolejny Wielopak. Korzystam z czasu na pisanie jak tylko mogę, ponieważ wiem, że on zaraz może się skończyć. Motywuje mnie jednak to, że tematów jest mnóstwo i regularnie przybywają.
Kolejny wykopaliskowy Wielopak składa się z piw takich browarów jak: Tattooed Beer, Birbant, Raduga, Jan OlbrachtRzemieślniczy, Setka i Piwoteka.
...i Hala Łabowska. Wreszcie zabieram was w Beskid Sądecki. Piszę wreszcie, ponieważ już troszkę czasu minęło, od naszej wycieczki tam. Wakacyjnego upalnego poranka dwa pojazdy przecinały Beskid Sądecki na pół, pędząc na południe malowniczym przełomem Popradu, którego perełką jest miejscowość Rytro. Nie dość, że znajdują się tu ruiny perfekcyjnie zlokalizowanego zamku, to jeszcze przez tę miejscowość przechodzi GSB, czyli Główny Szlak Beskidzki (czerwony szlak łączy Ustroń z Wołosatem, ma blisko 500 km. i jest najdłuższym szlakiem w polskich górach). Naszym celem jest wieś Wierchomla Wielka z zabytkową połemkowską cerkwią. Parking obok niej jest idealnym miejscem na porzucenie samochodów i poszukiwanie piwnych szczytów.
Nagroda za najlepsze piwo miesiąca nie umarła, przeszła w wakacyjny stan hibernacji. W czerwcu nie było czego podsumowywać, bowiem ukazał się jeden wpis, w którym opisywałem rynkowe piwa. Lipiec i sierpień przyniosły za to masę podróży, wyjazdów w góry i wszystkich innych, które starałem się w miarę na bieżąco wam przedstawiać. We wrześniu "roztopiłem się bezmyślnie w otoczeniu" i postanowiłem wybrać najlepsze piwo ostatnich miesięcy. Nazwałem to Wakacje 2016 i tak jest dobrze.
W dzisiejszym wielopaku jest różnie. Jednym piwem jestem totalnie rozczarowany, szczególnie że zbierało dosyć pozytywne recenzje. Dwa piwa okazały się do bólu przeciętne, zupełnie niczym się nie wyróżniły, ale biorąc pod uwagę browary, które je wypuściły pozostaje niedosyt. Dwa z opisywanych dziś piw zachwyciły mnie totalnie, a jedno było tego blisko. Za jeden z tych zachwytów dziękuję osobie, która piwo mi poleciła, bo sam bym się na nie nie zdecydował. Wniosek? Słuchać uważnie innych.
Dziś mamy rzemieślników (rzemieślniczych) z Widawy i Profesji oraz rzemieślników (kontraktowych) z Radugi, Pinty, Piwoteki i Kraftwerka w kooperacji z fińskim Humalove.
Dziś mamy rzemieślników (rzemieślniczych) z Widawy i Profesji oraz rzemieślników (kontraktowych) z Radugi, Pinty, Piwoteki i Kraftwerka w kooperacji z fińskim Humalove.
Browar
Piwoteka ciągle znajduje się na fali. Po ubiegłorocznych
sukcesach, jakimi było wypuszczenie m.in. Mawashi Geri, Zacnego Zalcmana, jedynego w swoim rodzaju Ucha od Śledzia czy bardzo
dobrego Drakkara z Gotlandii, kontynuuje wypuszczanie na rynek nowych
piw. Nie przeszkadza w tym zmiana, jaka nastąpiła na stanowisku
piwowara – Masona, który postanowił skupić się na swojej
działalności w Jabeerwocky, zastąpił Mateusz Cichal. W
dzisiejszym zestawieniu znajdują się dwa piwa uwarzone już przez
niego – Łdz IPA i Potężny Pinkus, a także trzy autorstwa Masona
– Krasnale z Bram, Porter Bałucki i Kapral Brown, który już od
dawna kisi się (zupełnie niesłusznie) w pamięci mojego komputera
i czeka na swą kolej.
Zapraszam do czytania, ale zanim przejdziesz dalej zobacz co pisałem o piwach z Piwoteki w jednym z poprzednich wpisów - klik.
A
dokładnie rzecz biorąc z łódzkiej. Jeden z dwóch wieczorów w
tekstylnym mieście spędziłem, nie planując tego zawczasu, w
multitapie Z Innej Beczki. Tak wyszło, bowiem bardzo mi się tam
spodobało i jakoś nie miałem ochoty łazić dalej. Z Innej Beczki
nie jest zlokalizowane na samej Piotrkowskiej, ale tuż obok, w
bardzo przyjemnym zaułku. Problem w tym, że sam przyjemny zaułek znajduje się na ulicy (Moniuszki), która śmiało może służyć za plener filmów wojennych lub dziejących się za głębokiej komuny. Kwintesencja Łodzi w jednej uliczce.
To
właśnie jednak lokalizacja jest największym plusem lokalu, do
którego chcę was dziś zaprosić.
Jednym
z ciekawszych piwnych miejsc, które odwiedziłem w czasie
ubiegłorocznych wakacji, jest Piwoteka Narodowa. Założonego przez
Marka Putę przybytku nie można taktować tylko i wyłącznie jako
knajpy z piwem, nawet gdy uznamy go za "wysokiej klasy pub".
Piwoteka to instytucja, za działaniami której od 2008 r. stoi człowiek z
pasją. Piwoteka to przede wszystkim sklep na ulicy 6 sierpnia,
tuż przy Piotrkowskiej, ale także w internecie – powie jeden,
Piwoteka to przede wszystkim znajdujący się vis-a-vis pub –
rzeknie drugi; trzeci, który nie był w Łodzi, oburzy się, że
przecież Piwoteka to browar, w którym do niedawna mieszał jeszcze
Mason i który od kilku lat kooperuje z najlepszymi polskimi
browarami. Kto ma rację? Wszyscy.
Zapraszam
dziś na króciutką wycieczkę do Łodzi, spotkanie z Markiem Putą
oraz odjechanymi piwnymi pomysłami jego i Masona.
Na początku był chaos. W Łodzi w sumie wciąż jest chaos, ale narodziła się z niego Piwoteka - sklep z dobrym piwem. Chaos w ziemi obiecanej to maleje, to się pogłębia. W międzyczasie wyłania się z niej pub Piwoteka Narodowa. Ojcem i spiritus movens obu jest Marek Puta. Tenże - jako inicjator - brał czynny udział w słynnych kooperacjach Pinty i AleBrowaru z okazji urodzin obu kontaktowców. Skoro udało się raz, dlaczego nie zacząć warzyć swojego piwa? Browar Piwoteka był więc naturalną koleją rzeczy. Do współpracy przyłącza się Marcin "Mason" Chmielarz, piwowar domowy, miłośnik porterów, stoutów i piw odjechanych... Tak zaczęła się epopeja, która obrodziła w kilkanaście bardzo ciekawych piw, z których dziś przedstawię cztery.






