Pivovar HARRY
08:00W Brnie pierwszy raz byłem na jesieni 2025. Dość późno, jak na tak nieodległe mi miasto i jednocześnie tak istotne miejsce w Republice Czeskiej i na Morawach. Zachwyciłem się nim, jego centrum, życiem, odwiedziłem kilka browarów i knajpek, a potem wróciłem pod koniec zimy kolejnego roku. Tym artykułem rozpoczynam serię wpisów o piwnych atrakcjach Brna. Zaczynam od browaru, do którego następnym razem pójdę w pierwszej kolejności, bo po tych kilku dniach spędzonych w Brnie, uważam, że jest tam najlepsze piwo. Zapraszam do HARRY'ego!
Brno to drugie co do wielkości miasto Czech i stolica Moraw. Zamieszkiwane jest przez blisko 400 tysięcy osób. Jest wystarczająco duże, żeby mieć wszystko, czego można oczekiwać od dużego miasta – zabytkowe centrum, knajpy, restauracje, uczelnie, tramwaje i oczywiście całkiem przyzwoitą scenę piwną – ale jednocześnie nie przytłacza rozmiarami. Historyczne centrum jest zwarte i dobrze nadaje się do włóczenia się po nim bez planu, poza piwnym, który jednocześnie przeprowadzi nas przez większość turystycznych atrakcji. A że Brno od lat ma opinię miasta studenckiego i dość swobodnego, to i miejsc, w których można przysiąść przy piwie, zdecydowanie nie brakuje.
Jeśli wysiądziecie na dworcu, jak większość turystów, to do Pivovaru HARRY dojdziecie lekko w dziesięć minutek, i to jeśli wydłużycie trasę o niewątpliwie śmieszną atrakcję, jaką jest tamtejszy smok (Brněnský drak to wypchany krokodyl nilowy zawieszony pod Starym Ratuszem). Ale nie musicie! Kręcąc się po Brnie wpadałem na niego przypadkiem kilka razy. Inną podobną atrakcją w pobliżu jest Brněnský orloj, czyli falliczny zegar (astronomiczny tylko z nazwy). Powstał w 365 rocznicę oporu Brna wobec potopu szwedzkiego i wybija południe godzinę za wcześnie, aby upamiętnić fortel, który uratował miasto przez zdobyciem. Oglądałem go kilka razy i dalej nie wiem, jak odczytać z niego godzinę. Zresztą jest od niego bliziutko do co najmniej dwóch browarów, więc nie przejmowałbym się tym faktem, tylko od razu uderzał na piwo.
HARRY jest restauracją z browarem. Powstał przy ul. Poštovskiej w 2021 roku w budynku byłej sortowni poczty. Od pierwszej minuty w środku czuć, że to dobrze przemyślany i przygotowany koncept. Lokal został zaprojektowany i urządzony nie tylko w sposób przemyślany, ale też dość nietypowy i bardzo ładny. Kolorystyka, logotypy, neony, oświetlenie design wszystkiego nie pozwalają szybko zapomnieć o tym miejscu. Za pierwszym razem miałem obawę, że może to być przerost formy nad treścią. Dziś już wiem, że piwo jest na bardzo dobrym poziomie.
Lokal jest nowoczesny. Pierwsze pomieszczenie wygląda jak piwne bistro - wpadasz, pijesz i wypadasz, drugie mniejsze, takie bardziej przejściowe, to kuchnia z wypisanymi smakołykami (od utopenca do żeberek). Żartobliwy napis nakazuje pałaszowanie wszystkiego, czego konsekwencją może być zrzyganie się (z przejedzenia). Takich językowych smaczków jest tam więcej i warto się rozglądać. Są też szafeczki na kufle dla sztamgastów. Dopiero potem jest główna sala. W jej niecce umieszczono bar, nad którym - na antresoli - są tanki wyszynkowe oraz miejsca do siedzenia. Można siedzieć na dole na hokerach, w bardziej klasycznych ławach, z tyłu w lożach oraz na... czymś na kształt trybun. Są też stanowiska do picia na stojąco. Warzelnia ustawiona jest w największym pomieszczeniu i imponująco wyeksponowana. Leżakownia jest za ścianą, ale można zajrzeć przez wielkie okno. Całość jest dla mnie mega.
W czasie pierwszej wizyty dostępnych było sześć piw, w czasie drugiej siedem. Są jasne lagery, ciemny, APA, IPA czyli połączenie klasyki i nowej fali, gdzie największym udziwnieniem jest dość typowe dla Czechów imbirowe APA (nie miałem ochoty). Niskoalkoholowe (0,55%) też jest. Rewelacyjne jest tamtejsze tmave - Blek, ale i jasne są smaczne. To są piwa, po które się wraca. Gdybym miał odwiedzić jeden browar na piwo przed odjazdem, to wybrałbym właśnie ten. Lokal puszcza oko do beergoczków - wszystkie piwa są przejrzyście i skrupulatnie opisane parametrami (gęstość początkowa, zawartość alkoholu, IBU, wykorzystane chmiele oraz cena za dwa rodzaje pojemności. Da się!
Atmosfera jest luźna, to nie restauracja sensu stricto. Nie ma kelnerów, zamawia się przy barze jak w pubie. Dominują ludzie młodzi, są turyści. Za pierwszym razem zresztą trafiłem na obcojęzyczną grupę, która była w trakcie zorganizowanej degustacji, ale to chyba nic szczególnego w centrum turystycznego miasta. Minusem było mocne absorbowanie barmanów, którzy mieli sporo piw do nalania i podania. W czasie hokejowych mistrzostw był odpalony rzutnik z ekranem, a zainteresowanych było sporo.
Jeśli przeczytaliście ten artykuł, to nie muszę was już zachęcać. W Brnie jest to miejsce pierwszego wyboru, ale kilka fajnych miejsc jest w zasięgu rzutu kuflem. Sobie i wam polecam zarówno dziewicze, jak i kolejne wizyty u HARRY'ego!







0 komentarze