Minipivovar Ničitel
08:00W listopadzie na naszej szerokości geograficznej zwykle brzydkie są nawet najpiękniejsze miejsca. To za sprawą niepowtarzalnej aury, kojarzącej się głównie z końcem świata w postapokaliptycznym uniwersum. Nie inaczej było w miejscowości Velká Bystřice, kiedy to - już prawie dwa lata temu - wylądowaliśmy z planem odwiedzenia browaru TVARG. Tylko błękitne prześwity ratowały przed kompletnym szaleństwem. Po tamtym browarze mieliśmy wracać do Ołomuńca, wtem...
...dochodzimy do przystanku kolejowego (na miejsce przyjechaliśmy autobusem podmiejskim, bo akurat jechał) i oczom naszym ukazał się napis Minipivovar Ničitel. Nie spodziewaliśmy się takiego obrotu spraw, nie mieliśmy tego przybytku na naszej mapie, ba, nie wiedzieliśmy o jego istnieniu. Na piwnych mapach czeskich go nie było, ani nie zajrzał tam Docent, a był bodaj tydzień czy dwa przed nami. Rzecz jasna ochoczo ruszyliśmy na spotkanie z niechybnym przeznaczeniem!
Budynek stojący tuż obok peronu wygląda jak skrzyżowanie budki kierownika ruchu i schowka na miotły. Faktycznie jest to vechtrovna, czyli budka dróżnika. Surowa cegła, trochę surowego tynku, kraty zasłaniające wszelkie wejścia. Na zewnątrz przygotowany jest ogródek piwny, ale listopad sprawia, że wyglądał, jakby miał być nieużywany przez pół roku. Ogólnie wrażenie było średnio zachęcające, ale tylko dla osób mniej zdeterminowanych od nas. Wiadomo - pivovar, trzeba iść. No i poszliśmy. Zresztą nie byliśmy sami. W podobnym czasie dotarły tam dwie dziewczyny w wieku podobnym, które wcześniej piły piwo we wspomnianym Tvargu. I wciąż nie byliśmy jedynymi klientami.
Szybka inspekcja wnętrza powiedziała, że nie jest to stricte pivovar. To lokal firmowy browaru kontraktowego, który w Czechach określa się mianem létající pivovar, czyli latający. Piwa są warzone prawdopodobnie w Hanáckim Pivovarze w Ołomuńcu. Lokal jest malutki. To właściwie jedna mała sala z umieszczonym w rogu barem i toalety. Jest za to niezwykle przytulnie i swojsko. O bliskości kolei świadczy rysunek lokomotywy na ścianie, a o poczuciu humoru właścicieli ręcznie robiona reklama sugerująca, że "nasze piwo was zniszczy". Aha - Ničitel to znaczy niszczyciel. Jest tablica z cenami czterech piw, jakaś szafeczka, kącik dziecięcy składający się z taboretu na którym stoi pudło z kartkami i kredkami. Może i wnętrza nie wykańczał żaden projektant, ale jest milo. Za barem stoi człowiek tak młody, że gdyby chciał kupić piwo, to ja bym go wylegitymował.
Można zamówić przekąski - chleb z lokalnymi serkami, utopenca lub nakladaego hermelina. Do picia bierzemy 11° Percivala i jest to piwo bardzo dobre. Potem wchodzi jeszcze Svatomartinska 12° i też jest dobra. Wiśniowy special sobie odpuszczam, podobnie jak radlera. To właśnie piwo jest największym pozytywnym zaskoczeniem tego miejsca. Ono jest faktycznie zajebiście dobre.
Gdyby nie wewnętrzna (i zewnętrzna - Daniela i Michała) potrzeba dalszego zwiedzania, pewnie wypilibyśmy tam jeszcze kilka piw, tak było fajnie. Na koniec tej przepysznej i nieoczekiwanej wizyty dostaję w prezencie kufel z logo i jestem zadowolony całkowicie. Rzecz jasna ogromnym plusem miejsca jest to, że stoi koło peronu i w każdej chwili można wyskoczyć na pociąg i pojechać, gdzie się chce.
Wniosek? Przy zwiedzaniu Ołomuńca warto odskoczyć do Wielkiej Bystrzycy, bo w niewielkiej od siebie odległości są dwa browary. I to bardzo fajne!



0 komentarze