Brovaria - w samym sercu Poznania
16:00Dzisiaj zabieram Was do Poznania – miasta, które przez lata kojarzyło mi się z remontami, objazdami i permanentnym poszukiwaniem właściwego wejścia. Tym razem będzie jednak znacznie przyjemniej, bo naszym celem są poznańskie browary. A właściwie jeden z nich – Brovaria, znajdująca się w samym sercu Starego Rynku. Opowiem Wam o miejscu, które odwiedziłem po raz pierwszy ponad rok temu i do którego później wracałem przy okazji kolejnych wizyt w Poznaniu. Będzie więc trochę o samym mieście, trochę o browarze, sporo o piwie i oczywiście o tym, czy po tych wszystkich wizytach Brovaria zasłużyła na miejsce w mojej piwnej pamięci.
Poznań – miasto doznań. Od lat bawiło mnie to hasło, bo ilekroć pojawiałem się w stolicy Wielkopolski, były to głównie doznania remontowe, utrudnieniowe, awaryjne i rozkopane. Czy przy okazji blogerskiego zjazdu, czy później podczas Poznańskich Targów Piwnych, Poznań konsekwentnie dostarczał mi kolejnych atrakcji tego typu. Kwintesencją pozostaje chyba słynny „Chlebak”, czyli poznański dworzec po przebudowie – miejsce, do którego momentami potrzebna była mapa, przewodnik i spora doza determinacji, żeby odnaleźć właściwy peron. No więc tak – Poznań zdecydowanie był dla mnie miastem doznań. Tyle że przez długi czas niekoniecznie tych, o które chodziło autorom hasła.
Z czasem jednak coś się zmieniło. Moje kolejne wizyty w Poznaniu zaczęły dostarczać już zupełnie innych doznań – i tym razem były to naprawdę bardzo dobre doznania. Coraz częściej przyjeżdżałem tu nie tylko na targi czy spotkania, ale również w ramach pracy zawodowej. Zacząłem poznawać miasto trochę inaczej, odkrywać kolejne miejsca i, rzecz jasna, kolejne piwne miejsca. Jednym z nich jest Brovaria, działająca w samym sercu Starego Rynku. Brovaria działa tutaj od 2004 roku, czyli już ponad dwie dekady. To czasy, kiedy o polskiej piwnej rewolucji jeszcze nikomu specjalnie się nie śniło. Tym bardziej interesujące jest miejsce, które działa w centrum dużego miasta tak długo, a najbardziej - czy stara się nadążać za piwnymi trendami.
Do Brovarii po raz pierwszy trafiłem 1 czerwca 2025 roku. Datę pamiętam doskonale, bo tego dnia odbywała się druga tura wyborów prezydenckich. Wracałem właśnie z Browaru Wąsowo, gdzie zostałem zaproszony na blogerską inaugurację działalności. Tym razem w drodze powrotnej padło na Poznań i Stary Rynek. A ten, jak to Stary Rynek – ma wszystko, czego można oczekiwać od reprezentacyjnego placu dużego, turystycznego miasta. Jest piękny ratusz z koziołkami, kolorowe kamienice, Domki Budnicze (bractwa budników), fontanny, restauracje, kawiarnie i oczywiście mnóstwo turystów. Rynek żyje praktycznie przez cały dzień i sporą cześć nocy. Można tu przyjść coś zobaczyć, coś zjeść, napić się, a potem po prostu usiąść i obserwować ludzi. I właśnie w takim otoczeniu znajduje się Brovaria.
Browar mieści się w jednej z kamienic zachodniej pierzei rynku. Sama kamienica nie wyróżnia się jakoś szczególnie spośród swoich sąsiadek – ale też trudno mieć jej to za złe. Poznański Stary Rynek jest pod tym względem wyjątkowo wymagającym miejscem, bo niemal każda z otaczających go kamienic ma coś do zaoferowania. Ta jest po prostu elegancka i zadbana. Przed lokalem znajduje się ogródek z parasolkami Brovarii, a możliwość siedzenia przy piwie praktycznie na samym rynku ma swój niewątpliwy urok.
Po wejściu do środka trafiamy do pierwszej z dwóch głównych części lokalu. Na parterze znajduje się bar, przy którym kręcą się kelnerzy, a całość utrzymana jest w nowoczesnym i eleganckim stylu. Mnie osobiście momentami wydaje się to odrobinę zbyt pretensjonalne. Wszystko jest niewątpliwie efektowne, ale jako całość nie do końca mnie przekonuje. Na szczęście robotę wnętrza bardzo dobrze nadrabia obsługa. Kelnerzy są dobrze zorientowani w ofercie, sprawnie ogarniają salę i po prostu wiedzą, co robią. Druga część lokalu znajduje się piętro wyżej. A właściwie trzeba tam dotrzeć przez dość osobliwą przestrzeń. Najpierw jednymi schodami, potem przez przedziwną salę oświetloną niebieskim światłem, a następnie po bardzo ozdobnych, eleganckich schodach na kolejne piętro. Tam znajduje się kolejna sala ze stolikami i, co dla mnie najważniejsze, właściwa część browarnicza.
Na środku pomieszczenia, przy dużych i bardzo ładnych oknach, stoi efektowna, miedziana warzelnia. Tuż obok znajdują się tanki fermentacyjne i leżakowe. Te ostatnie są poziome, co nie jest może widokiem codziennym, ale też nie należy do jakichś wielkich browarniczych osobliwości. Całość jest bardzo dobrze wyeksponowana i sprawia, że browar staje się jednym z głównych elementów wystroju. I chyba właśnie z tym wystrojem mam największy problem. Jest nowocześnie, elegancko, momentami efektownie, ale czegoś mi tutaj brakuje. Jakiejś kropki nad „i”, elementu, który spiąłby wszystkie te pomysły w jedną, naprawdę spójną całość. Fajne to wszystko jest, ale mam wrażenie, że mogłoby być jeszcze fajniejsze. No dobrze, skoro już wiemy, gdzie jesteśmy, czas sprawdzić najważniejsze. Jak z piwem?
Moja pierwsza wizyta w Brovarii pod tym względem nie należała niestety do najbardziej udanych. Było mocno średnio, z naciskiem na „mocno”. Najbardziej czekałem na Hellesa i właśnie tutaj spotkało mnie największe rozczarowanie. Piwo zdecydowanie mi nie smakowało, coś w procesie produkcji poszło nie tak. Po prostu tego piwa nie poleciłbym nikomu. Przynajmniej wtedy. Znacznie lepiej wypadła APA. Całkiem przyjemnie nachmielona, bez żadnych udziwnień, taka trochę staroszkolna, w starym stylu, ale po prostu fajna. Takie piwo lubię. Bez kombinowania, bez dokładania do niego piętnastu innych rzeczy tylko po to, żeby było ciekawiej. Nad Pilsem natomiast spuśćmy zasłonę milczenia. Nie każde piwo musi przecież zostać zapamiętane, a to akurat nie dało mi ku temu szczególnych powodów.
Pierwsza wizyta była więc mocno średnia, jeśli chodzi o piwo. Na szczęście okazała się tylko preludium do kolejnych. W następnych miesiącach zacząłem bowiem regularnie pojawiać się w Poznaniu, tym razem w ramach moich zawodowych włóczęg po kraju. Skoro już byłem w mieście, grzechem byłoby nie zajrzeć do Brovarii. I tutaj było już zdecydowanie lepiej. Udało mi się spróbować między innymi Witbiera oraz New England IPA i oba piwa były naprawdę spoko. Bez zachwytów, bez konieczności zmiany planów podróży i pędzenia do Poznania tylko po to, żeby je wypić, ale po prostu dobre, przyjemne piwa, które bez problemu można sobie zamówić, kiedy już znajdziemy się na Starym Rynku.
I chyba właśnie tak dzisiaj patrzę na Brovarię. Nie jest to miejsce, dla którego specjalnie planowałbym piwną wyprawę przez pół Polski. Ale jeśli jesteście w Poznaniu, to warto zajrzeć. Tym bardziej że Brovaria ma kilka rzeczy, których nie da się zastąpić samym piwem. Jest świetna lokalizacja, żywy Stary Rynek, ogródek, ciekawie wyeksponowany browar i obsługa, która naprawdę wie, co robi.
Czy warto odwiedzić Brovarię? Moim zdaniem tak. Nie dlatego, że odkryjecie tutaj piwa, dla których warto będzie specjalnie przyjechać do Poznania. Warto przyjść dlatego, że będąc w samym centrum miasta, można usiąść przy lokalnie warzonym piwie i przez chwilę poobserwować życie Starego Rynku. A jeśli traficie na jedno z tych piw, które akurat dobrze wyszły, tym lepiej.





.jpg)
0 komentarze