To był drugi browar o tej samej nazwie, który odwiedziłem i jednocześnie drugi, którego nie planowałem. Najstarsi czytelnicy pamiętają, że cztery lata temu pojechałem do Grybowa, a po drodze okazało się, że w Nowym Sączu też jest browar - klik. Tym razem nie było aż tak dramatycznie. O istnieniu browaru w Puławach oczywiście wiedziałem, jedynie nic mnie tam nie ciągnęło, by nadrabiać te kilkanaście kilometrów. Los zdecydował inaczej. Zapraszam do Browaru Trzy Korony w Puławach. To też ostatni browar na naszej trasie wakacyjnej.
Zabierałem Was już do byłych piekarni (klik, klik, klik), mleczarni (klik), stadniny (klik), kina (klik), fabryki spadochronów (klik), zakładu... ekhem... stolarskiego (klik), a dziś serdecznie zapraszam do zwiedzenia byłych zakładów produkujących sprzęt AGD. Oczywiście nie zmieniłem profilu bloga, nie będę zajmował się urbexem (urban exploration), zwyczajnie bardzo wiele browarów korzysta z budynków po innych zakładach. Browar Zakładowy odziedziczył coś więcej niż budynki - kawałek historii i pomysł na identyfikację wizualną. Zapraszam na obrzeża Poniatowej, gdzie ulokował się ten podlubelski browar.
Dziś zapraszam na wycieczkę na daleki wschód. Nie jest to najdalej w tym kierunku wysunięty browar w Polsce, ale niewiele mu brakuje. Wyprzedza go jedynie Browar Sulewski, który od 2013 roku działa w Hrubieszowie i tyle o nim wiem. Ani do Hrubieszowa, ani do Chełma nie było mi po drodze, ale nie mogłem pogodzić się z tym, by Piwnego Podziemia nie zobaczyć. Wszak znam go z bardzo dobrych piw. Na wizytę miałem tylko niewielkie okienko czasowe. Ekipa browaru bawiła na festiwalu w Łodzi i przed wtorkiem nie miałem czego szukać w Podziemiu, a znów ja we wtorek o 12:00 musiałem ewakuować się z noclegu z Lublinie. Postanowiłem ruszyć skoro świt, co umożliwiło mi - cebula deal - oszczędzenie na parkowaniu w centrum miasta, nie ciągnięcie ze sobą dziewczyn w potworne upały i powrót na późne śniadanie, którego ostatecznie w hostelu nie było.
Jeśli nie mówi wam nic nazwa miejscowości Jata, czy trochę większe Jeżowe, w pobliżu nieco większego Niska, nie martwcie się. Ja także do niedawna nie potrafiłbym wskazać tych miejsc na mapie Polski. No ale skoro znajduje się tam mały browar rzemieślniczy, to warto odrobić lekcję geografii. W pewnym uproszczeniu rzec można, że Jata położona jest w połowie drogi z Rzeszowa do Janowa Lubelskiego. My tę drogę przemierzaliśmy w czasie lipcowych wojaży, kierując się na Zamość. Browaru Lasowiak nie mieliśmy w planach, bo gdy te czyniłem, nie miałem go jeszcze na mapie. Ledwie pamiętałem, że miał powstać, ale zupełnie nie umiałem go umiejscowić. Dopiero wizyta w Browarze Eureka skierowała mnie do Jaty...
Gdy niejednokrotnie zdarza mi się pytać różne osoby związane z branżą piwowarską, które browary są najciekawsze, które oferują najsmaczniejsze piwa i najrówniejszy poziom kolejnych piw, bardzo często wymieniany jest bohater dzisiejszego wpisu. Dziś zabieram Was na Pogórze Rzeszowskie, do założonego przez Kazimierza Wielkiego miasta, którego nazwa pierwotnie brzmiała Landshut. Wzięła się od sprowadzonych tam Głuchoniemców z miejscowości Landshut (w Bawarii) właśnie. Czy Łańcut wciąż będzie się nam kojarzył z przepięknym Zamkiem Lubomirskich, jego zespołem parkowym, wozownią, storczykarnią i innymi tego typu sprawami, czy raczej pierwszą konotacją zostanie Browar Łańcut.
Już dawno chciałem odwiedzić browar w Dukli. W 2015 okazało się to niemożliwe z uwagi na intensywne prace remontowe, a od tamtego czasu nie byłem w Bieszczadach, do których Dukla jest po drodze. Do teraz. Choć faktycznie browaru w Dukli nie widziałem. Na własne oczy przekonałem się o tym, o czym niby wiedziałem - browar bowiem nie znajduje się w Dukli. Niespodzianka!
Zapraszam na wycieczkę do Dukli, bo tam też musimy zajrzeć, a następnie tuż za jej granicę do Cergowej. Przekonacie się jak wygląda browar, o którym swego czasu zrobiło się bardzo, bardzo głośno wśród piwnych geeków.
Jednym z największych zaskoczeń w czasie naszych wojaży po południowo-wschodniej Polsce była wizyta w Browarze Eureka. Z kilku powodów. Poczynając od lokalizacji browaru, przy której określenie ustronie i tak wskazuje na nadmierne przeludnienie tego miejsca oraz "architekturę" browaru, gdzie użycie cudzysłowu tylko raz wydaje się niedopatrzeniem graniczącym z obłędem, do kontrastujących z nimi gościnności właścicieli oraz szoku - oczywiście spowodowanego zachwytem - wywołanego zapoznaniem się ze sprzętem warzelnym.
Jeśli chcecie zobaczyć, jak otworzyć browar nie mając miliona, ale za to posiadając upór, ogromne umiejętności i pokłady pracowitości, koniecznie zaglądnijcie dalej.
