Sobota, godzina 10:00. Nie powiedziałbym, że to rano. Raczej do południa. Rano delikatnie ćmiły mnie skronie, bo tournée bo browarach w Bambergu skończyliśmy grubo po północy. W konserwatywnych i starzejących się Niemczech wziąłem udział w największej ulicznej imprezie moich ostatnich lat. Na ulicy Dominikańskiej i jej przedłużeniu - Ob. Sandstraße, gdzie odwiedzaliśmy słynny pub browaru Schlenkerla, było tak dużo ludzi, że od jednego jej końca, do drugiego - dla nas był nim browar Ahornla - przeciskać się trzeba było przez tłum rozentuzjazmowanych ludzi. Szczęśliwie pragmatyczni Niemcy wynaleźli okienka szybkiego wydawana piwa - nie ma siadania za ławami, czekania na kelnera, rachunków, czy nawet wchodzenia do lokalu. Stoisz w sporej, szybko przesuwającej się kolejce do znajdującego się w bramie okienka, zostawiasz ojro lub dwa kaucji za szkło i odchodzisz ze szklanką pysznego wędzonego piwa kierując się na ulicę, gdzie trwa zabawa. Jedna osoba kasuje pieniądze, druga nieustannie napełnia szkło wędzonym piwem. To wszystko było wczoraj, ale wciąż na wspomnienie dnia uśmiecham się do Janusza, a on uśmiecha się do mnie. Obaj jesteśmy pełni zrozumienia dla naszej niespieszności, ale też obaj nie marnujemy czasu.

