Pivovar Vik

18:30

Praga ma tę niepowtarzalną wartość, że w którą jej stronę się nie pojedzie, to znajdzie się tam browar lub kilka. Dziś zabieram was do nieoczywistego miejsca w stolicy Czeskiej Republiki, do małego browaru w dzielnicy Hostivař. Już sama nazwa dzielnicy powinna w przyszłości powodować u was przyspieszone bicie serca, bowiem tak samo nazywają się dwa (tak, dwa, ale o tym będzie innym razem) browary rzemieślnicze tam się znajdujące. Ale dziś nie będzie o żadnym z nich. Będzie o innym - rodzinnym browarze Vik

Hostivař to dzielnica Pragi znajdująca się w znaczącej części w granicach dzielnicy administracyjnej Praha 15. Jest tam przystanek kolejowy i świetna komunikacja z centrum. Na południe graniczy z parkiem krajobrazowym Hostivař-Záběhlice, o którym wspominałem wam przy okazji innego wpisu (klikając w tym miejscu możecie przeczytać o nim i o fajnym browarze). Sama dzielnica nie jest szczególnie ciekawa, trochę domów, trochę starszych i nowszych bloków, część przemysłowa. Oczywiście bardziej wnikliwi podróżnicy znajdą i wiekowe zabytki, wszak do początku XX wieku był Hostivař osobnym miasteczkiem leżącym tuż przy stolicy.
 
  
Ja was jednak zaprowadzam do mniej ciekawej części przemysłowej, zaraz na północ od przystanku kolejowego nazywającego się tak samo jak dzielnica. Obszar ten prawdopodobnie najlepsze czasy ma przed sobą, bo oto u wrót przemysłowej strefy powstają apartamentowce. Gdzieś tam pomiędzy placem budowy, halami magazynowymi i działającymi firmami, pod adresem U továren 999/31 rozgościł się w 2020 roku browar Vik. Na miejscu okazało się, że trafiłem na Jakuba Vika, założyciela i właściciela browaru, który bardzo chętnie pokazał mi to miejsce, choć pojawiłem się spontanicznie, jak to zwykle mam w zwyczaju. 
 

Nie ma tu nic szczególnego do opisywania. To jeden z tych browarów, który można rozpoznać jedynie po stojących na zewnątrz opakowaniach na piwo, puszkach, kegach. Nie ma tu neonów, brewpubu czy efektownych wnętrz. Budynek to hala magazynowa, a cała magia dzieje się w środku. Część produkcyjna usadowiona w dolnej części, a na antresoli znajduje się miejsce dla kilku gratów i świetny punkt widokowy. Pod antresolą jest chłodnia. I tyle. Gdy przyglądałem się później fotografiom wykonanym w browarze przez Browarnika Tomka (pozdro!), zauważyłem, że browar w czasie swojej historii urósł - warzelnia obecnie jest większa, podobnie tanki się powiększyły i zwiększyły swoją liczebność. To oznacza, że browar robi dobrą robotę.
 

O czym rzecz jasna miałem się przekonać w samowolnie i naprędce stworzonym barze. Chodzi mi o stojącą przy browarze ławkę. Otóż przed browarem stoi kontener - pełni on funkcję biurowo-administracyjną i jest także mini sklepikiem. W lodówce znajdują się liczne smakołyki, których wziąłem odpowiednio dużo. Style piw i pomysły na nie wskazują, że to browar mocno opierający swoją działalność na piwach nowofalowych, skierowanych do miłośników piwnej rewolucji i otwartych na doświadczenia.
 

Do degustacji posłużyła mi rzecz dość odjechana, ale też najbardziej chciałem spróbować właśnie tego piwa. Piłem je rzecz jasna za pozwoleniem właściciela, wszak spożywanie alkoholu w miejscach publicznych może nie jest tak mocno penalizowane jak w Polsce, ale na pewno nie jest w pełni legalne. Long way home, bo o tym piwie mowa, to kwaśne, ogórkowo-porzeczkowe piwo z dodatkiem czerwonego pieprzu. Smakuje właśnie tak, nietypowo, ale bardzo przyjemnie. Ogórek wchodzi w tematy ziemiste, porzeczka daje słodycz i kwasowość, a pieprz lekko drapiący finisz. Mega pijalne piwo!
 
  
Wśród zabranych przeze mnie piw są m.in. jasny lager, IPA (nowofalowe wydania, ale też east coast), IPL, gose i gose z rabarbarem i tymiankiem, sour IPA z owocami, a także imperialny saison z aronią leżakowany w beczkach po bordeaux. Brzmi bardzo ciekawie i zapewniam, że było. Serdecznie polecam wam wizytę w miejscówce, a jeśli nie jesteście aż takimi hardkorami, to przynajmniej poszukiwanie piw browaru Vik w sklepach i tapach, bo to bardzo smaczne piwa.

Zobacz także

0 komentarze

Obserwatorzy