Kolejne browary opisane, a ciągle coś jeszcze z Pragi zalega. I to miejsce, które zrobiło na mnie fantastyczne wrażenie. Prawdopodobnie jest to efekt niesamowitej atmosfery, która wytworzyła się w czasie Mistrzostw Świata w Hokeju, którymi wtedy żyły całe Czechy. Kiedy z Mikołajem szliśmy do browaru Dva Kohouti, czeska reprezentacja skończyła spuszczać łomot Szwedom w półfinale, a Praga szalała. I właśnie w takich okolicznościach wchodzimy do lokalu.
Dziś zabieram was na nielichą pieszą wycieczkę. Na taką samą zabrali mnie Karolina i Mikołaj w piękne, wiosenne, sobotnie przedpołudnie. Celem pierwotnym był odpoczynek, a celem dodatkowym obiad w browarze, który bardzo lubią. I ja go szybko polubiłem. Tym razem totalne przedmieścia stolicy Czeskiej Republiki. Gdyby nie napis Praha na stacji kolejowej, byłbym przekonany, że jestem w miasteczku gdzieś znacznie dalej. Zapraszam do czytania!
Andělský pivovar za pierwszym razem mnie odrzucił. Wspólnie z Michałem chcieliśmy wbić tam w piątkowy wieczór, by poczuć atmosferę śródmieścia, a okazało się, ze odbywa się tam impreza zamknięta i nie można nawet wypić piwa. Nic to. W kolejny wieczór już nam się udało. Zapraszam do tego niepozornego miejsca.
Gdybym z kilkunastu odwiedzonych w maju praskich browarów miał wybrać ten jeden "naj", to wybrałbym Ládví Cobolis. Zrobił na mnie niesamowite wrażenie nie tylko poziomem piw, ale przede wszystkim tym, że był miejscem tętniącym życiem. Dam wam podsumowanie na początek - jeśli macie trochę czasu w Pradze, to jeźdźcie tam, plusów jest bardzo wiele. Minusów nie zauważyłem.
Tym razem zabieram was na dość typowe praskie osiedle, na którym - dość nietypowo dla wszystkich ludzi poza obywatelami Czeskiej Republiki - działa browar. To Minipivovar Beznoska. Browar, który z daleka wygląda, jakby był przyczepiony do pstrokato pomalowanej hali sportowej, która została z fantazją zaplanowana w latach 90. ubiegłego wieku. Pozory jednak mylą. Zapraszam!
Wiem, że to często jest zaskoczeniem dla bardzo wielu ludzi, ale fakt jest taki, że w Pradze, w obrębie granic miasta, jest blisko 70 browarów! Siedemdziesiąt! To oznacza, że można tam spędzić pełny urlop, sukcesywnie odwiedzać kolejne i nie tylko się nie nudzić, ale też nie ma konieczności żadnego odwiedzać dwukrotnie. Poprzednim razem zobaczyliście rzemieślniczy browar Sibeeria (klik!). Dziś pozostajemy w dziewiątej dzielnicy, ale Vysočany zmieniamy na Libeň. Dámy a pánové, Pivovar Kolčavka.
W czasie mojego pobytu w Pradze zdarzyło mi się odwiedzić jeden zaledwie rzemieślniczy browar bez wyszynku piwa. Próbowałem jeszcze jeden, ale okazało się, że właścicieli nie ma na miejscu, w sensie w Pradze. Całkiem nie przez przypadek ten odwiedzony jest też jednym z najbardziej znanych i docenianych w Czechach i jednym z najbardziej rozpoznawanych czeskich browarów w Europie. Dziś pokażę wam jak prezentuje się browar Sibeeria.
Kontynuując praskie peregrynacje nie opuszczam dzielnicy Bubeneč, aczkolwiek dzisiejszy bohater to już prawie Holešovice. Pivovar i Cafe Lajka od Parku Stromovka oddziela jedynie Akademie výtvarných umění, czyli Akademia Sztuk Pięknych. Okolica jest piękna a i browar uważam za jeden z najciekawszych w Pradze. Dla mnie to największe pozytywne zaskoczenie tego wyjazdu!
Rzut beretem od browaru, o którym napisałem wam poprzednio (poczytacie o nim tu!), znajduje się kolejny. Już chciałem jak człowiek pozwiedzać jakieś zabytki, a tu trach!, bach!, wpadam na Pivovar Bubeneč. W takiej sytuacji nie można oszukiwać przeznaczenia. Wszyscy miłośnicy taniego horroru wiedzą, jak się to może skończyć.
Jeśli piwowarstwo naszych południowych sąsiadów nie jest wam całkowicie obce, to z pewnością znacie nazwę Matuška. Właściwie jest to nazwisko, bo działający od 2009 roku Pivovar Matuška (w miejscowości Broumy) swą nazwę wziął od założyciela i piwowara Martina Matuški. Matuška była forpocztą piwnej rewolucji w Czeskiej Republice. Automat Matuška działa od 2022 roku w Pradze w dzielnicy Bubeneč i właśnie tam zapraszam Was na piwo!
Już od dawna marzyłem o powrocie do Pragi, do włóczenia się po ulicach i uliczkach tego jednego z najpiękniejszych miast Europy. Marzyłem o kilku dniach i oto się udało w maju. Wyjazd w środę, powrót w niedzielę. Trzy pełne dni w stolicy Czeskiej Republiki, jeden wieczór i jedno dopołudnie. Potrzebowałem tego bardzo. Udało mi się posmakować czeskiej klasyki, posiedzieć w bezpretensjonalnych knajpach, pokibicować czeskiej reprezentacji hokejowej w ich wielkim sukcesie, a przede wszystkim pochłonąć atmosferę. Trochę się działo! Dziś zabieram was nie do pierwszego browaru, jaki odwiedziłem, był bowiem trzeci, ale w nim nie byłem nigdy wcześniej. Oto Břevnovský klášterní pivovar sv. Vojtěcha.
Dziś zabieram Was do mniej znanej Pragi. Czeskiej Pragi, gdyby Jaki(ś) miał wątpliwości. Każdy miłośnik mniej oczywistych szlaków i nieodkrytych miejsc prędzej czy później trafi do Żiżkova i sąsiadujących z nimi Vinohradów. O Żiżkowie możecie poczytać na blogu w artykułach o browarze Victor i sklepie BeerGeek. Dziś zabieram Was nieco na południe, do Vinohradów właśnie. Niemniej jednak początek może być tak sam, bowiem najwygodniej w oba miejsca dostać się metrem, z którego wynurzamy się ze stacji pod Placem Jiřího z Poděbrad, o której śpiewał Nohavica. W tym dość spokojnym miejscu nie przegapimy charakterystycznego kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa i odbywającego się tu kilka dni w tygodniu targu lokalnych producentów żywności. Także stąd rzut beretem do wspomnianego Beergeeka i drugiego Beergeeka, w którym jeszcze nie byłem. W sumie nie wiem czemu.
Za każdym razem, gdy patrzę na piwną mapę Pragi, tej czeskiej oczywiście, mam wypieki na twarzy. Mnogość browarów sprawia, że musiałbym jechać na co najmniej tydzień, aby z grubsza przyjrzeć się tym, których jeszcze nie znam. A co z odwiedzeniem ulubionych? Gdy w wakacje jechaliśmy tam na dwa dni, do wypieków doszły puste oczodoły, bo same gałki wystrzeliły na orbitę. Otwarty w tym roku browar znajduje się na... łodzi. Piwny "rejs" odbywa się na Wełtawie, a Pivovar Lod' zacumował praktycznie w samiutkim centrum miasta - z grubsza między Klasztorem św. Anny Czeskiej a Letnenskimi Sadami. Na Wełtawie oczywiście.
Praga jest bez wątpienia jednym z najbardziej piwnych miast na świecie. W czasie dwumiesięcznego cyklu starałem się przybliżać najciekawsze piwne miejsca w stolicy Czech, w których ostatnio zagościłem. Pisałem o browarach, opowiadałem o multitapach, poszukiwałem charakterystycznego klimatu czeskiej hospudki. Ducha, którego próżno szukać w najczęściej polecanych lokalach. Nie znajdziesz go bowiem w przepełnionym turystami U Fleků, wypełnionym okrutnymi dźwiękami akordeonu U Dvou koček, rozległym i przyjemnym U Medvídků, który jednak jest przepełnionym molochem, do którego prowadzone są całe autokary wycieczek.
Znajdziesz go w zupełnie niepozornych miejscach, czasem przy głównym ciągu komunikacyjnym, a czasem w bocznych uliczkach. Musisz się zapuścić, zgubić i poszwendać...
Znajdziesz go w zupełnie niepozornych miejscach, czasem przy głównym ciągu komunikacyjnym, a czasem w bocznych uliczkach. Musisz się zapuścić, zgubić i poszwendać...
Jeżeli w sobotni wieczór w czeskim pivovarze, w stolicy kraju jesteśmy jedynymi turystami, to oznacza, że pewnie zbyt wielu ich tam nie przybywa. I dobrze. Dlaczego? Ano dlatego, że właściciel i piwowar muszą zadbać o stałych klientów, a ich wyroby powinny stać na wysokim poziomie, bowiem nie są kierowane do osób, które i tak nigdy do nich nie wrócą. Pivovar u Bulovky znajduje się tuż obok nemocnic na kraji města, czyli szpitala, jeśli nie na zadupiu, to na peryferiach. Na Palmovce, gdzie byliśmy w Napalme, należy wsiąść w tramwaj i cisnąć ku północy. Nie tak daleko, a od właściwego przystanku już rzut beretem.
![]() |
| Źródło: ale.dk - Nie moje, ale dobrze oddaje wygląd browaru |
W niepozornym miejscu jest taka zupełnie niepozorna knajpka, w której serwuje się bardzo dobre piwo. Dwa przystanki tramwajem od Pivovara Marina, tuż obok stacji metra Palomovka, znajduje się lokal Napalme. To okolica zupełnie nieturystyczna, nie spodziewaj się tu Azjatów robiących zdjęcia (ja swój aparat na wszelki wypadek schowałem, bo ciemno i dzielnica podejrzana), hipsterów żelujących końcówki swoich wąsów ani pijanych Anglików. Do tej knajpy przychodzą lokalsi i miłośnicy dobrego piwa.
Chęć oddalenia się od ścisłego centrum i hipsterskiego Žižkova z pewnością zawiedzie Cię do uroczych Holeszowic. Tuż za rzeką znajduje się dzielnica niedawno jeszcze mocno przemysłowa, a dziś zdecydowanie rezydencyjna. Słynie z wielu tradycyjnych knajp, w jednej z nich - świetnej Domažlickiej jizbie - jedliśmy pyszny gulasz z knedlami popijając zwyczajnym tmavym. Bosko. Nie po to jednak pojechałem do siódmej dzielnicy, aby pić Kozla czy innego Mastera. Moim celem był nowoczesny Pivovar Marina.
Žižkov to nie tylko wieża telewizyjna, robotnicze kamienice, rzesze hipsterów i Beergeek (klik!). Žižkov to także, a może właśnie przede wszystkim, restauracyjny Pivovar Victor. Warzący od 2012 roku przybytek ochrzcił się mianem Pierwszego Žižkowskiego Browaru. První žižkovský pivovar znajduje się przy ulicy Husyckiej, tuż u stóp Wzgórza Vítkov.
W cieniu rzucanym przez wyraźnie wystającą ponad horyzont, piękną w swej brzydocie wieżę telewizyjną na praskim Žižkovie, znajduje się najmniejszy lokal, w którym można napić się piwa. Beergeek wymyka się klasyfikacjom, bowiem jest to lokal hybrydowy - połączenie sklepu z piwem oraz miniknajpy, czy też może bardziej degustatorni. To miejsce, jakich są dziesiątki na zachodzie Europy, a z prostych powodów nie ma ich w Polsce. Czyż nie fajnie byłoby wpaść do zaprzyjaźnionego sklepu i nie gadać ze znajomym sprzedawcą o suchym pysku? No pewnie że fajnie.
Gdy pisałem o Pivovarze Bašta, zwróciłem uwagę na bardzo fajny klimat tego pubu. Nie wspomniałem o drugiej największej zalecie - jest to rzut beretem od Złych Czasów. Genialnego praskiego multitapu. Panuje w nim super atmosfera, jest blisko z centrum, a jednak wystarczająco daleko (go2hell turyści), dwa bary i cała masa piwa. Czego więcej chcieć? No... Dobrego piwa.



.gif)