Personall Kraft
18:00Do ubiegłego roku jako tako nie byłem w Starym Sączu. Byłem w Nowym. Ze dwa razy, nie licząc przejazdów. Gdyby nie wiadome przyczyny, pewnie bym tam nie zawitał. Pierwszy raz przez Sącz, może i nawet Stary, ale zginęło to w pomrokach dziejów, byłem w 2006, gdy z kumplami wracaliśmy PKS-ami z Beskidu Niskiego. Na pewno przejeżdżałem przez Nowy, doskonale pamiętam rynek w dzień zakończenia roku szkolnego, pełen młodych dziewczyn. Kolejny raz w Nowym też miał być przejazdem, ale okazało się że nie. O tamtym poczytacie tu. Ten lutowy wyjazd AD 2025 miał być chwilą wytchnienia od pracy i w sumie był.
Położone w miejscu, gdzie Poprad wpada do Dunajca, miasto ma bogatą, sięgającą XIII wieku historię. Dziś to położone na uboczu miasteczko liczy niespełna dziewięć tysięcy mieszkańców i poza tym niewiele się tam dzieje. Ryneczek jest faktycznie ładny, lecz martwy bardziej niż Sosnowiec w piątek po 23:00. Jest tam kilka uroczych budynków, klasztor i generalnie miło tam spędzić dwie godziny. Najciekawszym miejscem w Starym Sączu jest zdecydowanie bobrowisko - przyrodnicza enklawa bobra. Wypatrzyłem ich dokładnie zero, ale i tak było fajnie pomimo oczywistej fatalnej pogody. Po sąsiedzku w Nowym Sączu jest zdecydowanie bardziej żyjący rynek z doskonałą Kawiarnią Amakuru, ścieżką spacerową wzdłuż lokalnej "Niagary", parkiem etnograficznym, miasteczkiem galicyjskim (takie muzeum) i widokami z punktu widokowego na wzgórzach obok miasta. No ale to rzecz jasna subiektywna opinia leszcza, który był tam przez chwilę.
Bryła budynku jest na wskroś nowoczesna. Czarno-szklany front wykończony jest drewnianymi wstawkami, co sprawia zachęcające wrażenie. Trzypiętrowy budynek to znajdująca się na parterze restauracja oraz browar, sala eventowa na piętrze i taras na szczycie, ale dwóch ostatnich nie ujrzałem własnymi oczami, ale wierzę, że tam są. Przed wejściem stoi sporo samochodów a i w środku jest dość tłoczno. Czuć że to popularne miejsce. Póki co zagadką jest jeszcze powód popularności. Wnętrze od samego początku robi dobre wrażenie. Połączenie cegły, drewna, czarnego metalu i ciepłego oświetlenia zapewniają przytulną atmosferę, choć - poza przeszkleniami - nic konkretnego nie zostaje mi szczególnie w pamięci, poza ogólnym dobrym wrażeniem. Podoba mi się możliwość podziwiana pracy browaru z restauracji i piętra. Część browarowa znajduje się bowiem za wielkimi szybami. Stoi tam spora, 20 hl warzelnia i dwukrotnie większe tanki w liczbie słusznej, czyli dającej większe możliwości niż warzenie żelaznej browarniczej podstawy. Jest tam też sprzętem do puszkowania, co z możliwościami produkcyjnymi jawi się jako miejsce, gdzie może powstawać sporo piwa do sprzedaży poza browarem.
Faktycznie aktualnie dostępnych było siedem różnych piw, co jest wynikiem bardziej niż godnym jak na browar restauracyjny, czy też może bardziej słusznie byłoby nazywać go browarem przy restauracji. Co więcej, nawet gdy jest och pełny set, można go przyjąć w postaci jednej, potężnej dechy degustacyjnej z przygotowanymi opisami. Chwilowo brakowało tylko AIPA, co w sumie jest dla mnie zawodem. Na początku. Wraz z degustacją kolejnych piw, zastanawiałem się, czy ich przeciętna (z minusem) forma jest tylko wynikiem niskiego sezonu, czy braku umiejętności w warzeniu. Klasyka jest zupełnie nijaka - pils, marcowa i pszenica są totalnie do zapomnienia; wheat IPA byłaby nawet niezła, gdyby ją nachmielić na aromat. Jasnym światełkiem są piwa belgijskiej proweniencji - blonde, strong i speciality ale w tej dokładnie kolejności. Niestety żadne z tych piw nie krzyczało, ba, nawet nie szeptało: "wypij mnie". Poprzestałem na deseczce. Za to jedzenie to sztos. Smak, wygląd i porcje stanowią odpowiedni kontrapunkt dla nijakiego lub niesmacznego piwa.
Miejsce ma bez wątpienia potencjał. Obawiam się jednak, że słabość piwa wynika z tego, że goście nieszczególnie oczekują czegoś lepszego. A bez tego o zmiany będzie trudno, bo przy niewielkiej konkurencji i pozostałych zaletach, może na podwyższaniu jakości trunków nie zależeć. Czy warto szczególnie się tam kulać? Niestety nie. Czy warto zajrzeć będąc w niedużej odległości? Jeszcze jak!



0 komentarze