Kontraktowy browar Hoppy Beaver rozpoczął swoją działalność w dość nietypowy i bardzo odważny sposób. Większość browarów wciąż jeszcze stara się o popularność warząc kolejne (karmelowe) AIPA, które obecnie ewoluowało we wszechobecne NEIPA czy milkshake IPA. Nomen omen Chmielowy Bóbr za pierwsze wybrał sobie style, uchodzące na świecie za bardzo tradycyjne. Spotkanie z belgijskim triple, szkockim scottish ale i amerykańskim american porterem to dobra okazja, by porozmawiać z założycielami browaru Hoppy Beaver - Kasią i Piotrem, małżeństwem z Warszawy.
W grudniu 2013 r. z bardzo entuzjastycznie przyjmowanymi piwami Bieszczadzkiej Wytwórni Piwa Ursa Maior zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Większość problemów smakowych, o których pisano w Internecie, sprowadzało się do mocno warzywnego aromatu. Charakterystyczny zapach świeżo otwartej puszki kukurydzy to nic innego tylko siarczek dimetylu (zły, zły DMS), który najczęściej pozostaje w piwie z powodu niedogotowania brzeczki lub nieodparowania go (tego DMSu) w czasie warzenia. I ja miałem nieprzyjemność trafić na niego wówczas w Bombinie Blues i w Dobrej Karmie. Fakt, jeszcze żadnemu piwo nie udało się pokonać zupy jarzynowej, którą kiedyś ze znajomym odkryliśmy w Ajpie Dark z Wojkówki. Każdemu może się zdarzyć, pewnie nie tylko ja wychodzę takiego założenia, szczególnie gdy jest to młody browar. Problemem u Ursy był jednak nie sam DMS, ale sposób w jaki zareagowano na sygnały, że z piwami jest coś nie tak. Obrona Częstochowy zmieniła się internetowy szturm na rzekomych hejterów, co spowodowało konsternację, niedowierzanie i rąk załamanie u miłośników piwa. Mam nadzieję, że usuwanie komentarzy, banowanie użytkowników i drwienie ze smakoszy to już przeszłość. Po krótkiej przerwie postanowiłem spróbować piw nowych i Bombiny z nadzieją, iż jest lepiej.
Renegat czyli Black IPA (lub Cascadian Dark Ale, jeśli tak wolisz), kolejny single hop - Blond Palisade oraz robust porter Bombina Blues. Jak zwykle mają fantastyczne etykiety. To są małe dzieła sztuki. Doskonałe pojedynczo, dopracowane, dopieszczone, każda z odrębnym klimatem i charakterem, a jednak razem tworzą wspaniałą serię i czynią piwa z Bieszczadów bardzo rozpoznawalnymi.
Aveiro. Położone nad oceanem, 70 kilometrów na południe od Porto, przemysłowe i uniwersyteckie miasto było moim domem w czasie grudniowego pobytu w Portugalii. To tu robiłem codzienne zakupy, odwiedzałem kafejki, cukiernie, piekarnie i tym samem obserwowałem codzienne życie Portugalczyków. Nieprzypadkowo jest Aveiro nazywane portugalską Wenecją. Centrum miasta pocięte jest licznymi kanałami, nad którymi przerzucone są malownicze mostki, a pod nimi wciąż przepływają tradycyjne płytkie łodzie - moliceiros.
Ściany budynków pokryte ceramicznymi azulejos, palmy, drzewa pomarańczowe z owocami, chodniki wybrukowane drobną kostką, bardzo liczne pastelarie i padarie, czyli ciastkarnie i piekarnie, w których całkowicie wyluzowani lokalsi z uśmiechem popijają mocną kawę. To zimowe Averio jakie zapamiętam.
