Na fali rosnącej popularności piw wędzonych w czasie jeszcze raczkującej piwnej rewolucji przyjęło się mówić, że "w Polsce się dymi". Wędzone piwa, przywożone najczęściej zza zachodniej granicy, stały się bardzo popularne najpierw wśród domowych piwowarów, a potem także wśród innych miłośników piwa. Choć to nie są rzeczy lekkie i proste w odbiorze. Mamy jednak w tym obszarze własną wieloletnią tradycję i bogatą historię. To właśnie z terenów Polski wywodzi się styl piwa "grodziskie", które wróciło do życia za sprawą piwnej rewolucji, Andrzeja Sadownika i oczywiście Browaru Pinta w osobach Ziemka Fałata i Grzegorza Zwierzyny. Grodziskie to piwo w całości uwarzone z wędzonego słodu pszenicznego, bardzo lekkie i delikatne (choć nie dotyczy to akcentów wędzonych, te są intensywne). Zaczęło się powoli od grodziskiego, wędzonych marcowych, przeszło na inne wędzonki, wędzone RISy, wędzone portery (chwała Widawie), a nawet wędzone berliner weisse (Profesja!) i wędzone imperialne IPA (Piwoteka!). Tak, w Polsce się dymi! Dziś o trzech piwach opartych na słodach wędzonych.
Kontynuując podsumowanie swoich wakacji AD 2019, zabieram Was na wycieczkę do centrum Zielonych Płuc Polski - do Ełku. To największe miasto na Mazurach (ponad 60 tys. ludności) położone jest na Pojezierzu Ełckim nad Jeziorem Ełckim właśnie. Jadąc do Ełku z okolic Giżycka nie wybieramy drogi krajowej nr 16, ale decydujemy się na przejazd drogą 656, to strzał w dziesiątkę. Jedziemy bowiem przez takie miejsca jak Staświny, Czyprki, Pamry, Hejbuty, Berkowo i Woszczele. To kwintesencja Mazur, droga wije się wśród mniejszych i większych akwenów, przez zielone łagodne wzgórza, a na słupach i kominach gniazdują bociany, których nigdzie nie ma tyle, co na Mazurach. Bajka. Naszym celem w Ełku jest oczywiście Browar Mazurski.
