Baltic Porter Day

09:06

W tegoroczny Dzień Babci po raz drugi obchodziliśmy Święto Porteru Bałtyckiego. Nie mam pojęcia, z jakiego powodu było ono reklamowane jako Baltic Porter Day - wszak Polacy nie gęsi i nie tylko swe piwo, ale i język mają. Inicjatywa zapoczątkowana i rozkręcona przez Marcina "Masona" Chmielarza ma na celu popularyzację stylu piwa kojarzonego z Polską i rejonem Morza Bałtyckiego. W sobotę w wielu knajpach naszego kraju szerokim strumieniem polały się więc portery, często specjalnie przygotowane na ten dzień. I choć przez dłuższy czas nie było przesłanek by sądzić, że któraś katowicka knajpa przyłączyła się do tej inicjatywy, to ostatecznie swoją ofertą najprawdopodobniej niczym nie odstawały od innych dużych miast. 


Porter bałtycki to mocne, charakterne i degustacyjne piwo przeznaczone raczej do powolnego sączenia przy porządnej książce, dobrym filmie czy wieczorem w schronisku, niż do kranoszwendania. Podobnie jak większości stylów geneza bałtyckiego porteru ginie w mrokach dziejów i więcej tu domysłów niż konkretów. Wyodrębnił się w XIX wieku i znacznie bliżej mu do imperialnego stoutu niż klasycznego angielskiego porteru. To prawdopodobnie próba przeniesienia RISa na wschód Europy i uwarzenie go z zastosowaniem metody dolnej fermentacji (sorry, taki mamy klimat). To ciężkie, rozgrzewające piwo cechujące się dużą pełnią słodową, słodyczą, nutami orzechów, ciemnych owoców,  palonymi i kawowymi, które sprawiają, że początkowa słodycz powinna zostawiać wytrawny finisz. Dziś oczywiście warzony jest wszędzie tam, gdzie sięgają macki piwnej rewolucji, ale nie tylko przez Polaków uważany jest za piwowarski skarb. Liczne nagrody dla naszych browarów tylko to potwierdzają. Miłośnikiem i orędownikiem tych piw od wielu lat jest właśnie Mason, któremu zawdzięczamy święto. 


Z przyczyn technicznych babcię i dziadka mogłem odwiedzić dopiero w poniedziałek, więc postanowiliśmy wykorzystać sobotę na spróbowanie kilku nowych porterów bałtyckich. Wszystko to oczywiście w cieniu afery Imperium Prunum. Krótko: jeśli jakiegoś piwa nie chce odłożyć sklep, bo go nie ma lub ma za mało, to przestaje mnie ono interesować, bo nie mam czasu uganiać się za duchami. Nie zapłacę też 80 zł. za piwo, które już piłem. Taki ze mnie geek.


Jako że Biała Małpa pierwsza zasygnalizowała, że będą tam portery bałtyckie, od niej postanowiłem rozpocząć degustacje naszych skarbów. Tam też spotkała nas wielka niespodzianka, ale po kolei. Na powyższym zdjęciu pięknie wygląda porter bałtycki będący efektem kooperacji czterech nadbałtyckich browarów - Browaru Port Gdynia, Browaru Okrętowego, Browaru Spółdzielczego i duńskiego Browaru Svaneke z Bornholmu (dawno temu gościł na blogu - klik). Projekt Bornholm uwarzony został w tym pierwszym z dodatkiem soli morskiej i duńskiej lukrecji. Pierwsze co uderza to bardzo wyraźna sól. To po prostu słone piwo. Sól ta uwypukla czekoladę i sprawia, że piwo ma specyficzną konsystencję, jest gładkie i mięciutkie. Mimo czekoladowej słodyczy pozostawia wytrawne kawowe i kakaowe posmaki. Lukrecja zupełnie w tle. Dla mnie bomba i świetny początek wieczoru. 8/10.


Mocarzem wieczoru miał być Projekt 30 z Browaru Maryensztadt, czyli porter bałtycki warzony tak długo, że zagęścił się do blisko 30° Blg właśnie. Piwo jest rzeczywiście gęste, ciężkie oblepiające i potężnie słodkie. Odfermentowało jedynie do 10% alkoholu i za sprawą tego właśnie uderza karmelem, zbyt słodką czekoladą, cukrem trzcinowym i kawą z mlekiem. Z gęstością i słodyczą współgra niskie wysycenie, a piwo oblepia i ślizga się przez przełyk. Jeśli komuś nie pasują słodkie portery, to niech nie podchodzi. Dla mnie ok. 7/10. Po spożyciu zalecam wizytę kontrolną u dentysty.


Piwo, drugie piwo, trzecie piwo... A tu nagle Marek wyciąga zza pazuchy zakupioną za 12 zyla butelkę premierowej kooperacji Pinty i włoskiego Birra Amarcord - Bałtyk Adriatico Porter. W porównaniu do dwóch poprzednich jest to znacznie bardziej klasyczne piwo, choć z dodatkiem czarnego włoskiego ryżu (nie wiem, jak smakowało by piwo bez niego, ale zupełnie go tu nie znalazłem). Aromat jest delikatny i czekoladowy. W smaku dzieje się nieco więcej - czerwone owoce, orzechy i gorzka czekolada. Piwo jest zdecydowanie wytrawne. Nie ma tu grama słodyczy typowej dla bałtyków, raczej gorzkawe akcenty opiekane. W tle nutka kawowej kwaskowości. Plusem piwa jest duża gładkość. Też smaczne. 7/10.


Kiedy właścicielka Białej Małpy zapraszała na Święto Porteru nie spodziewałem się, że zebranej ad hoc ekipie zaserwuje niespodziankę w postaci dwóch butelek Imperium Prunum. Co tu dużo pisać - nowa edycja potwierdza, że to jedno z najlepszych polskich piw i piwowarski majstersztyk. Wędzona śliwka jest wyraźna i intensywna, ale też delikatne i mięciutka, dzięki czemu nie dominuje ani aromatu, ani potem smaku. Wędzonka, czekolada, rodzynki, nuta czerwonych owoców, kawa. Choć imperialne, treściwe i zawiesiste, to doskonale zbalansowane. Żaden aspekt nie dominuje, nie dzierży palmy pierwszeństwa, choć początkowo śliwka sprawia wrażenie spóźnionej na wigilijny kompot. To odczucie jednak szybko mija. W tle do nosa dochodzi nutka sosu sojowego, elegancko zamykająca kompozycję. 9,5/10. Ten sos podobno znacznie bardziej wychodzi w leżakowanej wersji, ale o tym przekonam się dopiero, gdy otworzę swoje piwo. Imperium Prunum - piwo 2016 roku - wciąż trzyma ekstremalnie wysoki poziom.


Deska degustacyjna w Kontynuacji to doskonały sposób, by za rozsądne pieniądze (37 zyla) spróbować sześciu porterów bałtyckich (każdy po 125 ml.). Z uwagi na to, że dwa na tablicy powtarzały się z Małpą, to wymieniłem je na inne piwa - nie portery. Cóż, wybrałem dobrze. Numer 10 to 652 m n.p.m. czyli porter bałtycki z Browaru Podgórz, który jest świetnym porterem. Gęstym, z ciemnymi owocami, ciemnymi słodami, kawą, wiśniami i czekoladą. Czad i bomba. Znów 9/10. W prawo od niego dwie Widawy Smoked Baltic Porter - pierwsza leżakowana w beczce po sherry, a druga w beczce po burbonie. Oba piwa są świetne, choć pachną i smakują inaczej. Ciut lepsza (moim zdaniem oczywiście) jest wersja burbon. Sherry jest bardziej wiśniowe, wiśniówkowe, czekoladowe i w mniejszym stopniu dotknięte beczką, a przez to skłania się w stronę porteru - suszone owoce, ognisko, oscypek. 8/10. Wersja Burbon jest przesiąknięta wanilią i drewnem, mocniejsze są rodzynki i śliwki, ale pozostałe akcenty zostają z tyłu. Alkohol tylko szlachetny. Pychotka. 8,5/10. Estońska Põhjala ze swoim Öö wypada dość blado na tle tych sztosów. Nie dlatego, że jest słaba, ale zwyczajnie mniej ciekawa od naszych bałtyków. Jest czekolada i kakao, lecz dzieje się zbyt mało. Nutka lukrecji miesza się z akcentami czerwonego jabłka - jest ono wyraźne lecz za bardzo mi nie przeszkadza przed 23:00. Generalnie do powtórzenia w lepszym stanie. 7/10. Na desce znalazły się jeszcze rewelacyjnie owocowa i rześka black IPA z Piwnego Podziemia - Slave Driver  (7,5/10) oraz Oktavio z Browaru Jana w wersji leżakowanej w beczce po Jacku Danielsie. Przepyszny i na wskroś beczkowo-waniliowy. 8/10. Przy okazji picia na mieście udało się wypić jeszcze...


1929 to kooperacyjne piwo Browaru Kraftwerk i Browaru Spółdzielczego, uwarzone oczywiście w Pucku. Jest to słony stout ostrygowy. Brzmi ciekawie? Bo smakuje świetnie! Sól nie jest w ilościach homeopatycznych, jest wyraźna i intensywna i jak zawsze w przypadku piw słonych ładnie zaokrągla pełnię. W smaku są ciemne słody i palone ziarno kawy, a posmak jest wytrawny z nutą gorzkiej czekolady. Ekstra piwo. 7,5/10.


Putin Huilo to jeden z najsłabszych tripli, jakie piłem, choć wciąż lepsze od Komesa. To ukraińskie piwo z lwowskiego browaru pewnie sprzeda się z uwagi na nazwy i etykietę. Piwo jest słabiutko owocowe, słodkie, z wyraźnym cukrem w posmaku. Dominuje zbożowość i akcenty przyprawowe z drożdży. Nuda. 4/10.

Święto Porteru Bałtyckiego to świetna inicjatywa. Przyłączyło się do niej sporo knajp (nie tylko w Polsce - choć pewnie w przyszłości będzie pod tym względem jeszcze lepiej) i uwarzono sporo piw specjalnie na ten dzień. A Wam podoba się ta inicjatywa?

Zobacz także

6 komentarze

  1. Nasza deska z Kontynuacji wyglądała nieco inaczej:
    - Podgórz - absolutne cudo, gorzka czekolada i śliwki
    - Widawa Sherry - świąteczna wędzonka
    - Widawa Bourbon - wędzona makrela :)
    - Maryensztad - małe czerwone winogrona bez skórki
    - Pinta - przeraźliwie słodka lukrecja
    - Pohjala - flandersoporter :)

    I uwaga, czepiam się: "wszak Polacy nie gęsi i nie tylko swe piwo, ale i język mają"

    Errata: "wszak Polacy nie tylko mają swój język. Mają też swoje piwo, którego gęsi nie mają"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stoję na stanowisku, że gęsi nie mają ani jednego, ani drugiego i to chyba właśnie to oznacza.
      Ciekawe opisy, ale wydaje mi się, że przeraźliwie słodki powinien być Maryensztadt;)

      Usuń
  2. No to nam łobuzy zamienili na deseczce Pintę z Maryensztadem?

    Trzeba jechac jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, bo to Maryensztadt był przesłodki;)

      Usuń
  3. moze angielska nazwa miala brzmiec bardziej swiatowo i przyciagnac zagranicznych gosci?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mason mówił, że chodzi o rozszerzenie akcji na całą Europę, a do tego polski język się nie nadaje. Pomysł jest ambitny i warto mu przyklasnąć!

      Usuń

Obserwatorzy