Oto idzie nowe! W drugi weekend czerwca po raz pierwszy odbędzie się festiwal piwa i whisky DramOff. Zupełnie nowy koncept łączący w sobie dwa nieodległe od siebie światy, w zupełnie nowym, kultowym miejscu i organizowany przez niezupełnie nowych ludzi. Za chwilę przeczytacie, dlaczego koniecznie musicie pojawić się na tym evencie!
Katowicki festiwal piwa Silesia Beer Fest IV już za nami i możemy dokonywać podsumowań. Ja także bardzo chętnie podzielę się wrażeniami z tych dwóch intensywnych dni. Co się działo? Kogo można było spotkać? Kto może żałować nieobecności? Jakie piwa zrobiły najlepsze wrażenie? A co wymaga drobnych poprawek.
Kolejna edycja cieszyńskiego festiwalu piwa już za nami. Chyba pierwszy raz Bracka Jesień miała konkurencję - i to od razu mocną! W Krakowie odbywał się One More Beer festiwal, choć ten akurat celuje w inną klientelę, w Łodzi Street Beer Festival, a na zachodzie Legnicki Festiwal Piwa. To tylko pokazuje, jak duże jest zapotrzebowanie na takie wydarzenia i jak kraft trafił na ulice. Pomimo konkurencji Bracka zaskoczyła liczbą nowych piw i egzotycznych wystawców - takich, którzy musieli te kilkaset kilometrów przejechać. Po raz pierwszy odkąd pamiętam aura nie jest już ciepłym latem, a faktycznym początkiem jesieni ze wszelkimi jej przejawami. Cieszyn ma jednak swoją magię, o czym po raz kolejny przekonali się Ci, którzy tu przyjechali.
Za nami druga edycja organizowanego przez Jarmarki Śląskie Śląskiego Festiwalu Piwa, który wyjątkowo był także Festiwalem Deszczu, Gradu i Wichury. Imprezy plenerowe, uzależnione w dużym stopniu od pogody, obarczone są ryzykiem niepowodzenia. Można by pomyśleć, że ludzie niechętnie będą brać udział w imprezie, gdy może ich zlać sączące się z nieba mokre zło. Trzeci dzień festiwalu pokazał, że niekoniecznie musi być to tak duży problem. Kilkukrotnie przeganiana ulewą i wichurą tłuszcza, tyle samo razy wracała do radosnej konsumpcji, w międzyczasie racząc się dobrym piwem skryta pod okolicznymi dachami*. Oczywiście gdyby co dziesięć minut nie wychodziło palące słońce, to pewnie większość ludzi zmyła by się do domu, ale ich determinacja została też wsparta od strony organizacyjnej. O tym i o innych zaletach ŚFPII dalej...
W dniach 9-11 czerwca dobył się już 8. Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa, a ja byłem tam dopiero pierwszy raz. Zawsze znajdowałem sobie jakiś powód, by tam nie jechać, ale tym razem gwiazdy ułożyły się prawidłowo.
Okazuje się, że nieobecność na WFDP to po prostu błąd. Zapraszam więc na relację z dwóch intensywnych dni. Choć dla mnie działo się dużo, to tylko delikatnie liznąłem to, co można było tam zrobić.
Silesia Beer Fest 3 już za nami i było rewelacyjnie! Pomimo licznych obaw wynikających z dostrzeganego już tu i ówdzie przesytu festiwalami uważam, że w aglomeracji Śląskiej jest miejsce na duży festiwal piwa. Doświadczenia ubiegłego łikendu pokazują, że pewnie nawet dwa festiwale są w stanie się tu pomieścić. Wszak Śląski Festiwal Piwa odbył się na katowickim rynku początkiem jesieni, a okoliczni piwosze byli wystarczająco spragnieni kolejnej imprezy, aby tłumnie przybyć do Galerii Szyb Wilson.
Kto był? Co można było wypić? Co działo się w trakcie? Kto był gwiazdą festiwalu? Kto pokazał się z dobrej strony? No i oczywiście ile szkieł przybyło w mojej kolekcji? Jak zwykle nie dałem rady wypić wszystkiego, na co miałem ochotę, ani pogadać z każdym wystarczająco dużo. Wspólnie z Gosią zapraszam jednak do czytania!
To miała być pierwsza relacja z Cieszyna. Kiedy w niedzielę rano wracałem z Brackiej Jesieni, głowa tętniła mi głównie od miłych wspomnień. Układałem sobie, co przy popołudniowej kawie napiszę na swoim blogu. Nie wziąłem tylko pod uwagę, że ból gardła, który męczył mnie od rana, to nie lekkie przewianie, a cholerna angina, która rozłożyła mnie totalnie na kilkanaście dni. Zamiast skończyć pisać przed popołudniowym grillem i niespodziewaną wtopą z Kazachstanem poległem, a przez kolejny tydzień idealnie nadawałem się roli w Walking Dead. Tym samym jest to prawdopodobnie ostatnie już wspomnienie cieszyńskiego zakończenia lata.
Katowice są miastem piwa. Ba, piwny jest nawet cały Górny Śląsk. Precyzyjniej byłoby jednak powiedzieć, że dniach 13-15 maja 2016 roku piwosze z konurbacji górnośląskiej (a nawet i z dalsza) zjechali się do katowickiej Galerii Szyb Wilson, gdzie w postindustrialnych klimatach odbywała się druga już edycja Silesia Beer Fest. Jak zaprezentowała się impreza w porównaniu do edycji numer jeden (klik!)? W tym wpisie opowiem wam o imprezie, miejscu jej odbywania się, gościach oraz o wszystkich wydarzeniach pobocznych. Gdzieś będę przemycał wrzutki o zauważonych problemach, ale tak bardziej wskazując niedociągnięcia na przyszłość. Dla nielubiących czytać podsumowanie TL;DR na końcu.
Nie ukrywałem do tej, że dosyć dużo obiecywałem sobie po pierwszym festiwalu piwa na Górnym Śląsku. Z wielu powodów, z których najważniejszy odnosił się do potencjalnych odwiedzających - GOP (Górnośląski Okręg Przemysłowy) to wszak największe skupisko ludzi w naszym kraju, czyli - w teorii - najwięcej gości, a Ci - w teorii - powinni przyciągnąć dużą liczbę wystawców. Bardzo lubię gdy praktyka idzie w parze z teorią, więc z radością mogę odtrąbić ogromny sukces pierwszej edycji SBF i już zacieram łapki na kolejną edycję. A dlaczego uważam, że Silesia Beer Fest był zacną imprezą?
Ostatni festiwal piwa, na którym byłem, czyli krakowski Craft Beerweek, jedno spotkanie na nim z Tomaszem z Brzeska, którego oczywiście pozdrawiam, a następnie rozmowa z nim drogą elektroniczną skłoniły mnie do napisania tego krótkiego wpisu. Pewności nabrałem po rozmowie z Danielem, kolegą z Sosnowca, który przez telefon powiedział mi, że sam na Silesia Beer Fest nie pojedzie.
A właściwie dlaczego? - ja się pytam.
Możesz jechać z żoną, mężem, dzieckiem (no ale to nie do końca ma sens, bo lepiej skupić się na piwie), dziewczyną, chłopakiem, przyjacielem, koleżanką... Ale zawsze wtedy są jakieś problemy...
Oto przed Wami pięć powodów, dla których znacznie lepiej jechać na festiwal piwa samemu.
Odbywający się już od wielu lat w czerwcu Festiwal Birofilia to najlepsze miejsce aby zacząć piwną przygodę. Moja zaczęła się jeszcze zanim pojawiłem się tam pierwszy raz, ale wraz z pierwszą obecnością w Żywcu przygoda nabrała zawrotnego tempa. Oczywiście nie jest to miejsce tylko dla początkujących. Wręcz przeciwnie, mogą oni poczuć zawrót głowy, gdy zobaczą ilość piw i dotrze do nich ogrom wyboru przed jakim stoją. Festiwal Birofilia to wydarzenie, na którym świetnie będą bawić się też tru miłośnicy piwa, którzy nawet herbatę piją z tecu, kawę przyjmują tylko pod postacią coffee stoutu, zapach kiełbasy znają jedynie z niemieckiego rauchmarzena i zawsze mają jakieś ale.
Dlaczego tak jest? Zapraszam do czytania!
Trochę czasu zajęło mi ogarnięcie się po tamtym łikendzie, z którego najtrudniejszy był jak zwykle finał Ligi Mistrzów. Od wielu lat świętuję go wspólnie ze Słoniem, bo to też okres jego urodzin. Zwykle kończy się to wypiciem masy dobrego piwa i kacem-gigantem rano. Potem totalny nawał pracy i tak oto dopiero po tygodniu mogę spokojnie podsumować mój jednodniowy pobyt w Kra... mmm... Zabierzowie. Skupię się przy tym głównie na piwie, a o okolicznościach spożywania jeno wspomnę.




