Grandchampion 2015

08:30

6 grudnia od wielu lat nie kojarzy mi się przychodzącym tego dnia brodatym jegomościem, którym zwykle okazywał się być pachnący tanim alkoholem sąsiad lub wujek, ale z piwem serwowanym nam przez pogardzaną przez wielu Grupą Żywiec. Tego dnia odbywała się bowiem premiera komercyjnie uwarzonego piwa, który wygrywa - zostaje tzw. Grandchampionem - największego konkursu piw domowych w Polsce. Tak było do tego roku. Konkurs nie odbył się w zwykłym terminie, bo działo się to podczas Festiwalu Birofilia, który przestał być przez GŻ wspierany i zwyczajnie go nie było. Zmiany, które nastąpiły między Browarem Zamkowym w Cieszynie i Grupą Żywiec, dające temu pierwszemu znaczną autonomię, wpłynęły także na warzonego tam co roku Grandchampiona. Żywiec robił naszemu piwowarstwu domowemu bardzo dobrą robotę, ale (1) sam nic z tego nie miał, bo nawet promocja własnego piwa to wątpliwa, a także (2) w sumie strzelał sobie w stopę promując piwowarstwo rzemieślnicze. Działało to przez długie lata, działać przestało - smutne to, łzę ronię, ale chyba można się było spodziewać...

Siódmy Grandchampion na szczęście się pojawił i to w stylu, który jest bardzo odważny. Oto za niewielkie pieniądze można spróbować w naszym kraju, wywodzącego się z Belgii piwa flanders red ale Red Roeselare Ale, oczywiście z Cieszyna. Ja postanowiłem go skonfrontować z ikoną stylu, piwem wymiatającym, genialnym i doskonałym. Zakładałem nierówność pojedynku, lecz miałem nadzieję, że Cieszyn nie wypuści po raz kolejny bubla (dubbla). 



Dziś Grandchampion nie wywołuje już przyspieszonego bicia serc miłośników piwa, ale przez lata kolejne piwa powodowały wypieki na twarzy dziewic, wypryski u gimnazjalistów, a nawet erekcje u emerytów. Kolejnymi zwycięzcami były koźlak dubeltowy, belgijskie pale ale, koelsch, rauchbock, imperialne india pale ale i dubbel. Był czad. Był fejm. W tym roku został on potraktowany nieco po macoszemu, bez dedykowanego szkła (po raz pierwszy!) i bez podstawek. Wciąż jednak prezentuje się godnie w swojej wspaniałej etykiecie podpisanej przez autorów receptury zwycięskiego piwa - Piotra Terki i Piotra Marczyka.

Styl flanders red ale wywodzi się - jak nazwa zresztą wskazuje - z belgijskiej zachodniej Flandrii. Najważniejszy jest fakt, że to piwo kwaśne. Powinno leżakować w drewnianych beczkach przez około dwóch lat i - moim zdaniem - to piwo dla każdego, który jest fanem wina i nie lubi piwa. Warto zresztą to sprawdzić!


Oczywiście zestawienie Red Roeselare Ale z Duchesse de Bourgogne to mocne pojechanie po bandzie. To tak jakby obok siebie na pole position postawić Ayrtona Sennę i emeryta z wąsami i w czapeczce. Tak to widziałem. Rzeczywistość nie okazała się być tak srogą dla piwa z Cieszyna. Wypadło lepiej niż Kubica w ostatnim wyścigu. 


Księżna z belgijskiego Brouwerij Verhaghe to piwo znacznie lżejsze - zawiera 6,2% alkoholu, a cieszyński konkurent aż 7,5%. Na pierwszy rzut oka piwa się nie różnią wyglądem. Nie dawało mi to jednak spokoju, więc najpierw wziąłem je na ściankę...


...ale wciąż różnica była niewielka, więc podstawiłem je pod światło. Było to skomplikowane. Musiałem bowiem ustawić aparat na moim statywie, a następnie łokciem trafić w spust migawki. Ufff... Ale widać było wreszcie różnicę. 



Grandchampion jest piwem zdecydowanie jaśniejszym i dużo mniej klarownym. Swoim kolorem bardziej wpisuje się w red flanders, niż księżna. Ona dużo bardziej zbacza w kierunku burgundu a nawet brązu. Wszak "dziewczyny lubią (w) brąz". Ok, powiem wprost - belgijskie piwo smakowało mi bardziej. Zacznę od aromatu, który kuleje w Grandchampionie. Księżna pachnie octem winnym, wiśniami, czereśniami, generalnie czerwonymi owocami, a także ma nuty drewniane. To poezja zapachu. W cieszyńskim piwie jest intensywna wiśnia, ale dużo bardziej płaska. Skojarzył mi się też z winem, ale to wciąż mało. Strzelam, że gdybym nie miał lepszego flandersa obok, to bym marudził mniej. W smaku jest analogicznie - Duchesse de Bourgogne jest skomplikowana, złożona i wspaniała, winna, słodko-kwaśna. Słodycz jest wiśniowa, kwaśność także, i jest znacznie większa niż w piwie z Cieszyna... Grandchampion jest słodkawy tylko z początku, wyraźnie wytrawnym nieco cierpki, lekko kwaskowy. To bardzo fajne piwo, lekkie - choć mogłoby być jeszcze lżejsze - pijalne, owocowe i smaczne. Roeselare zostawia znacznie krótszy posmak, który - moim zdaniem - nie może konkurować z potęgą posmaku Księżnej, ale pewnie wielu będzie smakował. 

Duchesse de Bourgogne jest piwem absolutnie zajebistym. Tegoroczny Grandchampion jest tylko bardzo dobrym piwem. Nie lepszym niż np. Duke of Flanders z Szałupiw, ale znacznie bardziej ciekawym niż marketowy Rodenbach. Gorąco polecam!!

Zobacz także

6 komentarze

  1. Trzeba będzie dzisiaj spróbować... na dożynki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! :-) Daj znać, czy Ci smakował!

      Usuń
  2. No nie przesadzajmy z tym porównaniem GC do Duke of Flanders. GC można porównać z 'djukiem', ale tym, który świeżo wyszedł. W tej chwili DoF jest świetnym piwem, które niewiele ustępuje klasykom stylu. Ale sprawdzą tylko Ci, którzy jednak postanowili potrzymać to piwo i teraz dopiero otworzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nosz - rozumiem, że masz inne zdanie, ale to jest moje. Dla mnie Djuk nie był aż tak zarąbisty, by go zrównywać z Duchesse, a nie leżakowałem go niewiadomo ile - tak samo jak Księżnej zresztą. IMO GCH jest dobrym piwem :-)

      Usuń
  3. Trochę zawiodłem się na aromacie GC; a w smaku drewno było zbyt intensywne, niemalże odpychające.
    ps. znacznie bardziej ciekawym/ciekawszym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, mój błąd ;)
      Mnie na szczęście nie odpychało, więc łatwo mi się piło.

      Usuń

Obserwatorzy