Bracka Jesień zawsze miała problemy z ogłaszaniem terminu, kiedy impreza się odbędzie. Niby wiadomo, że chodzi o pierwszy weekend września, ale nie zawsze - i tym razem też - wszystko było jasne. Nie dość, że lista zaproszonych browarów została opublikowana bardzo późno, to jeszcze... Bracka Jesień zmieniła nazwę! Czy Cieszyńską Jesień Piwną dotknęły jakieś dodatkowe zmiany? Czy było równie dobrze, jak poprzednimi razami?
Dziś, 6 grudnia 2016 roku, ma miejsce premiera nowego piwa uwarzonego w Browarze Zamkowym w Cieszynie. To oczywiście coroczny Grand Champion, najlepsze piwo Konkursu Piw Domowych 2016, największego konkursu dla domowych piwowarów. Spośród 360 zgłoszonych piw najlepszym zostało wybrane piwo w stylu fruit wheat beer Piotra Machowicza. Lekkie i kwaskowe piwo z dodatkiem truskawek idealnie przypomni nam upalne dni minionego lata.
Ja serdecznie zapraszam na rozmowę z Piotrem Machowiczem, który jest także znany jako Tadzik. Tadzik, który pije i który warzy.
To miała być pierwsza relacja z Cieszyna. Kiedy w niedzielę rano wracałem z Brackiej Jesieni, głowa tętniła mi głównie od miłych wspomnień. Układałem sobie, co przy popołudniowej kawie napiszę na swoim blogu. Nie wziąłem tylko pod uwagę, że ból gardła, który męczył mnie od rana, to nie lekkie przewianie, a cholerna angina, która rozłożyła mnie totalnie na kilkanaście dni. Zamiast skończyć pisać przed popołudniowym grillem i niespodziewaną wtopą z Kazachstanem poległem, a przez kolejny tydzień idealnie nadawałem się roli w Walking Dead. Tym samym jest to prawdopodobnie ostatnie już wspomnienie cieszyńskiego zakończenia lata.
6 grudnia od wielu lat nie kojarzy mi się przychodzącym tego dnia brodatym jegomościem, którym zwykle okazywał się być pachnący tanim alkoholem sąsiad lub wujek, ale z piwem serwowanym nam przez pogardzaną przez wielu Grupą Żywiec. Tego dnia odbywała się bowiem premiera komercyjnie uwarzonego piwa, który wygrywa - zostaje tzw. Grandchampionem - największego konkursu piw domowych w Polsce. Tak było do tego roku. Konkurs nie odbył się w zwykłym terminie, bo działo się to podczas Festiwalu Birofilia, który przestał być przez GŻ wspierany i zwyczajnie go nie było. Zmiany, które nastąpiły między Browarem Zamkowym w Cieszynie i Grupą Żywiec, dające temu pierwszemu znaczną autonomię, wpłynęły także na warzonego tam co roku Grandchampiona. Żywiec robił naszemu piwowarstwu domowemu bardzo dobrą robotę, ale (1) sam nic z tego nie miał, bo nawet promocja własnego piwa to wątpliwa, a także (2) w sumie strzelał sobie w stopę promując piwowarstwo rzemieślnicze. Działało to przez długie lata, działać przestało - smutne to, łzę ronię, ale chyba można się było spodziewać...
Siódmy Grandchampion na szczęście się pojawił i to w stylu, który jest bardzo odważny. Oto za niewielkie pieniądze można spróbować w naszym kraju, wywodzącego się z Belgii piwa flanders red ale Red Roeselare Ale, oczywiście z Cieszyna. Ja postanowiłem go skonfrontować z ikoną stylu, piwem wymiatającym, genialnym i doskonałym. Zakładałem nierówność pojedynku, lecz miałem nadzieję, że Cieszyn nie wypuści po raz kolejny bubla (dubbla).
Bracka Jesień w 2015 roku to wydarzenie bez dwóch zdań udane. Przez dwa dni w Cieszynie działo się całkiem sporo, ludzi przewinęło się więcej niż się spodziewałem, a i samo miasto po raz kolejny sprawdziło się jako idealne na festiwale (Nowe Horyzonty, Kino na Granicy, Wakacyjne Kadry, Święto Herbaty). W takim 30 tysięcznym miasteczku, w którym przejście z jednego krańca na drugi trwa 30 minut, festiwal nie ginie, nie gubi się i zwyczajnie robi wrażenie. Na czym polega jednak cieszyński festiwal piwa? Jak się ma do innych tego typu wydarzeń? Czy Bracka sprostała podświadomym oczekiwaniom, której pojawiły się wobec niej po likwidacji żywieckich Birofilów? Dla kogo to święto?
Gdy tylko skończył się ostatni dzień pracy, zapakowałem się w puszkobus i wyruszyłem do Cieszyna, gdzie po raz piąty odbywa się święto piwa - Bracka Jesień. Tym bardziej się napaliłem, bo zapowiadano kilka piwnych premier, a sam musiałem nadrobić zaległości z ostatnich tygodni. Cieszyn przywitał mnie piękną, wczesnojesienną pogodą i po zmroku dotarłem na teren Browaru Zamkowego, gdzie tradycyjnie odbywa się impreza. Kogo można tu spotkać?
No na przykład Panią Monikę (po lewej) i Panią Monikę (po prawej). Jedna z nich jest piwowarką w cieszyńskim Browarze Mieszczańskim, a druga menedżerką w Browarze Miejskim Bielitzer z Bielska Białej.
Jeśli to nie stanowi dobrej reklamy Brackiej Jesieni, to warto zauważyć, że nie daleko jest pełne delicji stoisko Browaru Krajcar, gdzie dobre piwo również serwuje urodziwa pani.
A co jeszcze można zobaczyć? I przede wszystkim co można wypić? Zapraszam dalej!
"Dzisiaj w Cieszynie, dzisiaj w Cieszynie
Wesoła nowina!"
Trzeba pić dopóki jest!
Wesoła nowina!"
Święta minęły i w czaszy spieniły się tematy i pomysły. Urzekł mnie swą pełnią Bracki Grand Champion. Od czego by zacząć? Może od nazwy.
Dlaczego Grand Champion? Otóż od wielu lat, gdy dobiega końca wiosna, a wielkimi krokami zbliża się lato, na terenie browaru żywieckiego odbywa się, gromadzące tłumy entuzjastów, święto piwa - Festiwal Birofilów. Gwoździem programu jest konkurs na najlepszego piwowara domowego i jego dzieło. jest sporo kategorii odpowiadających piwnym stylom warzenia. Zawsze wybierany jest ten jeden najlepszy smak i - uwaga, uwaga - od 3 lat zwycięzca ma możliwość uwarzyć swojego Grand Championa w brackim browarze zamkowym w Cieszynie (ten browar to temat na osobny wpis) i w specjalnej edycji piwo to wchodzi na rynek w grudniu. Do tej pory mieliśmy więc okazję kosztować tak pysznych piw jak Bracki Koźlak (2009) oraz Brackie Pale Ale belgijskie(2010). O tym dlaczego tegoroczny Grand Champion nazywa się tak, a jego nazwa nie odnosi się - jak w poprzednich latach - do nazwy stylu warzenia w drugim (równie ciekawym akapicie). Dla mnie atrakcją jest aleja piw świata, gdzie można spróbować, degustować ok. 200 piw z całego (nie bez przesady) świata, a następnie kupić najsmaczniejsze na wynos. Spieszyć trzeba się.
Piwo Grand Champion jest piwem kolońskim, a właściwie, by być precyzyjnym, jest uwarzone w stylu kolońskim, ale za takie uważane być nie może. Dlaczego? - zapytasz. Otóż piwo kolońskie ("Kölsch") jest produktem regionalnym chronionym prawnie przez Unię Europejską i jako takie może być warzone jedynie w Kolonii (Dojczland). To tak samo jak z naszym Oscypkiem, który mogą robić nasi górale podhalańscy. Bracki Grand Champion jest więc takim scypkiem, niby oscypek, ale nie oscypek. Piwo kolońskie jest warzone zgodnie z niemieckim prawem czystości (brzmi to trochę jak wymysły Adolfa) - szesnastowiecznej normy browarniczej nakazującej warzyć złocisty trunek używając do tego jedynie wody, chmielu i słodu jęczmiennego (dziś mniej restrykcyjnie dopuszcza się inne słody), tak by dbać o wysoką jakość piwa i nie bełtać go plugawymi dodatkami. Piwo kolońskie pije się ze specjalnych szklaneczek ("Stange", sztangietki) z cieniuteńkiego szkła, o pojemności 200 ml., które to zapobiegają ogrzewaniu się piwa od dłoni.
Bracki "Kölsch" jest więc piwem górnej fermentacji, jasnym i bardzo klarownym. Zwykle tak jasne piwa smakują mi nijak, nieciekawie, bezpłodnie (z wyjątkiem rzecz jasna kuszących kwiatami i owocami Witbier'ów zwanych też Blanche'ami). A tu zaskoczenie!! Piwo jest przepyszne. Smak tak wyraźny, goryczkowy, pełny. Z każdym kolejnym łykiem czuć go tak samo, nawet łyk ostatni przepełniony jest tym samym uniesieniem co łyk pierwszy. Subtelny i przyjemny od początku do końca.
Trzeba pić dopóki jest!




