Okres zimowy, który daje o sobie znać koniecznością zmiany opon i zrobienia porządku z akumulatorem, a także regularnym skrobaniu szyby, jest doskonałym czasem, aby powspominać ciepłe letnie dni, gdy nawet ulewa przetaczająca się nad portowym miastem cieszy. W tym roku wakacje spędziłem mało spektakularnie z punktu widzenia przeciętnego podróżnika, ale miałem okazję zobaczyć kilka naprawdę ciekawych browarów, odwiedzić masę fajnych knajp, wypić sporo ciekawych piw i nawet przekonałem się, że leżenie na plaży nie musi być totalnie nudne. To ostatnie prawdopodobnie podobało mi się tak bardzo, że całkiem niedaleko od gorącej, jak na wrześniowy czas, sopockiej plaży znajduje się Browar Miejski Sopot. O nim też dziś!
Dziś wpis, do którego piwa piłem dawno temu, opisałem sobie dawno temu i nie miałem czasu postawić kropki nad i. W międzyczasie świruje jeszcze komputer - stąd duże opóźnienie, a takich piw i tekstów jest cała masa. Może uda się tematy jak najszybciej ogarnąć, bo generalnie czasu na blog coraz mniej.
Z chłopakami z Browaru Szpunt po raz pierwszy spotkałem się w czasie całkiem niedawnego Silesia Beer Fest w Katowicach. Okazało się, że nie ma w tym nic dziwnego, bowiem był to pierwszy piwny festiwal, w którym wzięli oni udział osobiście. Z piwem miałem do czynienia jednak wcześniej, ponieważ kolega Daniel zabrał je na naszą wspólną wyprawę w Bieszczady, ale ani jemu ani mnie nie utkwiły specjalnie w pamięci. W takiej sytuacji zazwyczaj jestem bardzo ostrożny, a na kilku browarach postawiłem nawet kreskę. Panowie ze Szpunta sprawili jednak, że kreska na nich szybko się nie pojawi, bo piwo którym częstowali na festiwalu - whisky stout Night Wolf - było jednym z najlepszych na tej imprezie. Teraz w moje łapki trafił nie tylko ten zarąbisty Nocny Wilk, ale także najnowsze dzieło czyli Nigami. Na tę okoliczność przepytałem też chłopaków na tematy około piwne.
| Paweł i Dawid (Piotra nie mam na zdjęciu żadnym) |
Przez
wszelakie miejsca ludzkiej aktywności w Internecie przelała się
ostatnimi czasy cała masa informacji związanych z problemem
uchodźców. Trafiły one na żyzny grunt okresu około wyborczego
i natychmiastowo kwestie te zostały wykorzystane przez
polityków, politykierów i inszych "dyzmów". Ponad 90%
treści, na które natrafiałem, to albo wyrażanie poparcia dla
uchodźców albo ogromna pogarda skierowana przeciwko nim. Na palcach
jednej (i pół) ręki mogłem policzyć próby rzetelnego
potraktowania tematu – przyczyn, dynamiki i prognoz. Jedna z takich
prób – akademicki wykład – skłonił mnie do refleksji i dał
asumpt do stwierdzenia, że ja też jestem uchodźcą. Piwnym
uchodźcą. Ale dlaczego?
Może innym zdarza się to częściej. Mnie nie. Rzecz działa się na Brackiej Jesieni 2015. Pierwszego dnia kręciłem się głównie sam, zagadując różne osoby, zapoznając się z nimi, zaczepiając i nawet będąc zaczepianym, co w tak pięknych okolicznościach przyrody jest zawsze sympatyczne. W pewnym momencie podchodzą do mnie dwie pary, na pierwszy - delikatnie zmętniony czynionymi degustacjami - rzut oka sympatycznych ludzi. Odzywa się do mnie - jak się szybko przedstawia - Daniel i od razu słyszę, że jest zza rzeki. Zna mnie z bloga, na którego trafił szukając informacji o ciekawych piwach. To z niego trafił do Kopyra i dzięki jego kanałowi na jutube zaczął warzyć. I oczywiście jutro przyniesie mi swoje piwo. Czy chcę? "Piwa i pacierza nie odmawiam." Dziś więc o browarze domowym "Nad Olzom".

