Rok 2014 został przez wielu nieformalnie ochrzczony rokiem wędzonek. Rzeczywiście pojawiło się kilka świetnych piw wędzonych, a często interpretowane przez naszych piwowarów piwo grodziskie daje nadzieję, że piwa wędzone będą regularnie pojawiać się na rynku. Świetnym pomysłem wydaje się być kombinowanie ze słodem wędzonym w stylach, gdzie zwyczajowo (i stylowo) on się nie pojawia. Jeszcze lepiej brzmi, kiedy podwędzone zostanie piwo, które idealnie nadaje się na zimowe warunki. I pomimo tego, że zimna zniknęła nagle, w ciągu jednego dnia stopił się cały śnieg, a aura przypomina bardziej przedwiośnie, to porter bałtycki jest zawsze dobrym rozwiązaniem. Wędzone mocne piwo wydaje się być marzeniem miłośnika piwa. W moje łapki wpadły trzy takowe.
Witam w kolejnym szybkim wielopaku. Tym razem poweekendowym. Po raz kolejny spotykają się w nim piwa, dla których brakło miejsca w innych zbiorczych postach. Jest więc piwo browaru regionalnego, który do niedawna był tylko restauracyjny, a tym razem zaspokoi nasz głód w czasie pełni księżyca. Na mocne jasne piwo zaprosi nas najbardziej uznany polski browaru spod znaku kraft. Jest powrót kolaboracyjnego piwa uwarzonego w ramach loży warszawsko-łódzkiej w Tarczynie. Trzecie piwo filmowego browaru kontraktowego zabierze nas na przejażdżkę wzdłuż Oceanu Spokojnego. Udamy się też do dentysty razem z niechętnie uśmiechającym się prajaszczurem. A także zobaczę co się dzieje w temacie starego dobrego, haustowego robust porteru.
Koniec Świąt okazał się być doskonałą okazją dla zimy, aby przypomniała nam, jak powinna wyglądać ta pora roku. Zachmurzyło się, sypnęło śniegiem, zmroziło szyby w samochodach i krew w żyłach. Gdy dookoła biało, a na dodatek przez cały Nowy Rok świeci słońce, pojawiają się pomysły o "wyprawie" w góry. Tak oto narodził się pomysł, aby wyskoczyć w Gorce, przenocować na Starych Wierchach i zejść do Nowego Targu przez Turbacz. Wyprawa to oczywiście słowo nieco na wyrost, ale dobrze oddaje sens dwudniowego wypadu z noclegiem w schronisku, do którego trzeba na swoich własnych plecach (nie tak jak cieniasy w Himalajach) dotaszczyć ręcznik, termos, książkę, grę planszową praz oczywiście "skromne" ilości piwa rzemieślniczego, a wszystko to w padającym śniegu, na śliskim podejściu, w czasie zawiei i zamieci. Tak było w drugi dzień. Naprawdę warunki głęboko zimowe. Zachwycające. A jakie piwa zabrałem w góry? Ano między innymi takie.
Gandawa to piękne miasto, spacerowanie po nim to prawdziwa przyjemność. Zwiedzanie zwiedzaniem, ale naturalnym było, że musiałem odwiedzić jedyny w mieście browar restauracyjny. Otwarty był od rana, ale odbywało się wtedy zaplanowane zwiedzanie. Przewodnik zgromadzonej przy stolikach gawiedzi perorował coś w języku jakimś plugawym, a sympatyczna pani powiedziała, że mogę coś kupić na wynos, jak i wrócić później, bo niechybnie później będzie miejsce...
Browar Gruut mieści się w tej ciemnej kamienicy. W miejscu nieco ustronnym, ale to wciąż rzut beretem od rynku.
Stouty imperialne to piwa prawdziwie królewskie. Perły w koronie godne dworu carskiego. Najtęższe z najtęższych, najmocniejsze z najmocniejszych i - niczym Eric Roberts - najlepsze z najlepszych. Piwa o tak potężnej zawartości alkoholu okazują się być wymarzonymi piwami na długie zimowe wieczory, ciągnące się od piętnastej trzydzieści do pierwszej w nocy, gdy mróz trzaska za oknem, piana na piwie zamarza, a wysłużony diesel nie odpala. W takich okolicznościach przyrody, po niezwykle pracowitej końcówce roku, która spowodowała spadek ilości wpisów na blogu, pomyślałem sobie, że wynagrodzę sobie ciężką pracę przeglądem russian imperial stoutów. Było mi łatwiej, bowiem kilka z nich już leżało w chłodnym i ciemnym miejscu. Co ciekawe tylko jedno z tych piw zostało zakupione poza Zagłębiem Dąbrowskim. Wszystkie pozostałe pochodzą ze sklepów w Sosnowcu, Będzinie i Czeladzi. Nie liczę tu zamówionego Hadesa Gone Wild, którego najbliżej mogłem odebrać w Krakowie. Niemniej jednak zapraszam do czytania, wpis miał początkowo zawierać 8 poniższych piw. A na czym się skończyło?
