Browar Fortuna niejednokrotnie sam prosił się o klapsy. Wypuszczanie rozpuszczalnikowych piw pseudobelgijskich, gdzie nawet po terminie aromat kleju do tapet był niemożliwy do wytrzymania, to słaby skok na portfele miłośników piw rzemieślniczych. Piwa smakowe (mirabelka, śliwka, wiśnia) celują w nieco innych odbiorców podobnie jak Fortuna Czarne, obiekt westchnień miłośników taniego kraftu w multitapie. Po nim trzeba iść do dentysty, tyle ma cukru. Musimy pamiętać jednak, że gdzieś w 2011 roku, kiedy nie było jeszcze pojęcia kraft, a nasze rzemiosło raczkowało, Fortuna wypuściła serię piw Miłosław - co prawda style były klasyczne - koźlak, pilzner, marcowe, pszeniczne - ale było to coś świeżego i przede wszystkim szeroko dostępnego. Przed nimi nieco trudniej uchwytne latały po sklepach miłosławskie Smoki - Czarny, Czerwony, Srebrny i Złoty - a tu mówimy już o połowie pierwszej dekady XXI wieku. Całe lata przed Kopyrem. No i oczywiście jedno piwo, które przez całe lata sprawia, że w ogóle interesujemy się tym, co produkuje Browar Fortuna - mowa oczywiście o nagradzanym w świecie Komesie Porter.
To właśnie porter z Miłosławia sprawia, że miłośnicy piwa pobiegli do sklepu i kupili trzy powyższe piwa. Czy one zasługują na tak dużą atencję? A na koniec bonus zupełnie na gorąco.
