Ayinger Privatbrauerei

18:10

Jeszcze w czasach przedblogowych, które nieco giną w mrokach dziejów, jako zamęczający wszystkich wokół fan piwa, entuzjasta poszukiwań nowych smaków i początkujący podróżnik, otrzymałem w prezencie od siostry książkę Bena McFarlanda pt. "Najlepsze Piwa Świata". Napisana ze swadą przybliżała mi bardzo ciekawy świat piwa i rozpalała wyobraźnię. Jednym z piw, na które szczególnie się śliniłem znając już nieco piwowarstwo niemieckie, był Celebrator - doppelbock z bawarskiego browaru Ayinger. Lata mijały, poznawałem kolejne style, odwiedzałem kraje, piłem to i owo, ale na piwa browaru napatoczyłem się dopiero w 2021. Choć na swoją obronę muszę przyznać, że w czasie zachłyśnięcia się piwami nowofalowymi, nie patrzyłem w ogóle na półki z klasyką. Po latach znów je doceniam, a to właśnie nowa fala nudzi mnie okrutnie. Zapraszam więc na szybki przegląd kultowej już klasyki - sześć piw z browaru Ayinger. Nie będziecie żałować! 

Browar Ayinger powstał w 1877 roku w miejscowości Aying, jakieś 25 km na południe od Monachium. Szybko można policzyć, że ma już 144 lata! W tym samym czasie i na terenie dzisiejszej Polski powstawało bardzo wiele browarów. Niestety komuna, całkiem wiernie dziś odtwarzana przez jaśnie nam panujących, skutecznie zaorała jakąkolwiek prywatną działalność na dobre. Pewnie także moglibyśmy cieszyć się wspaniałymi browarami o wielopokoleniowej tradycji. Za to mamy kilkanaście browarów z XIX wieku, które były przejmowane przez państwo, orane, rozsprzedawane, by prywatyzowane miały nielicznie przetrwać do dziś, ale niestety bez żadnego know-how, tradycji itp. 

Browar chwali się portfolio złożonym z 14 piw, choć serwis UT mówi o 19 różnych piwach. Okolicznościowymi (mniej lub bardziej, bo liczby ocen są dość srogie) okazują się marcowy Festbier, maibock, radler, zwickel i bezalkoholowe. Choć właściwie wszystkie piwa Ayingera to absolutnie klasyczne style, to największą siłą browaru jest jakość. No i woda, bo wszystkie piwa łączy wspólny element - są niesamowicie mineralne, a przez to pełne i chrupkie. Rola wody jest tu istotna. Każde z tych piw - od hellesa do doppelbocka - to piwa roszczące sobie pretensje do bycia wyznacznikami stylów. Zresztą, czytajcie sami...


Chciałem zacząć od najmniej złożonego piwa, najprostszego, najczystszego, więc naturalnie padł wybór mój na Lager Hell, czyli po naszemu po prostu jasny lager. Piwo jest przepiękne, przecudowne w swojej miękkości. Wszechogarniająca delikatna słodowość skojarzyła mi się nieco z białym chlebem i znalazła rewelacyjną kontrę pod postacią ziemisto-ziołowej goryczki, której mocy spokojnie mogą piwu pozazdrościć nasze pilsnery (nie mówiąc już o modern IPA). Piwo jest niesamowicie smakowite i pijalne. Jak kiedyś pojadę w okolice, to kupię sobie skrzynkę. Moja ocena: 4,3/5.


Kellerbier to kolejne bardzo pozytywne zaskoczenie, bo nie miałem kompletnie żadnych oczekiwań poza delikatnym nawodnieniem. Piwo jest tak mięciutkie, jakby słodowy Jezusek pielgrzymował przez podniebienie. Jest mineralnie i zbożowo, a subtelna goryczka idealnie dopełnia aksamitność. W posmaku pojawia się nieco zakurzona nuta, ale i tak piwo fenomenalnie pokazuje, jak wiele można zrobić z tak prostym piwem. Moja ocena: 4,2/5.


Urweisse to wędzona pszenica, więc - mimo że pszenica, to jednak sporo sobie po piwie obiecywałem. No i piwo dało radę. Mięciutkie, wędzone wyraźnie, ale absolutnie nie totalnie, piękna słodowość z pojawiającym się bananem. Super piwo do wypicia bez doszukiwania się niewiadomoczego. Moja ocena: 4,0/5.


Bräuweisse okazało się być najlepszym piwem tego zestawu. Zważcie na te słowa, pisane przez osobę, która nie przepada za klasyczną pszenicą, czyli hefeweizenem. Fenomenalna pszenica jest dla mnie teraz wzorcem z Sèvres, piwem do którego należy dążyć. Piwo ma genialnie dużą pełnię, wydaje się, że można się nim najeść, a przy tym jest zwiewne i lekkie, ultrapijalnie. Jest w nim wszystko, co powinno być w pszenicy - bardzo dużo banana w zapachu i w pierwszym odczuciu, ale i sporo goździka w drugim i w posmaku. To kolejne mięciutkie piwo, gładkie i zupełnie wytrawne w posmaku. Coś wspaniałego! Trzeba szukać i pić! Moja ocena: 4,5/5.


Jahrhundert Bier to - jak nazwa wskazuje - piwo uwarzone po raz pierwszy z okazji stulecia browaru. Co ciekawe ten dortmunder jest dokładnie taki, jak napisano w jego opisie na stronie. Sprawdźcie sobie, bo opis jest bardzo ładny i precyzyjny. Piwo ma kwiatowo-miodowy profil, który dominuje słodowość. Choć - standardowo już - piwo jest mięciutkie, to jednak mnie troszkę zamuliło, brakowało mu rześkości. Moja ocena: 3,3/5.

Celebrator - zgodnie z tradycją nazywania piw w Niemczech - to podwójny koźlak. To też jedyne piwo w małej butelce i bez przepięknego firmowego kapsla, ale za to z uroczą zawieszką przedstawiającą kozła. Lubię doppelbocki, nawet bardzo. Celebrator jednak mnie zawiódł, bo oczekiwałem po nim nadkoźlaka. Jest tylko i aż bardzo dobrym piwem. Właściwie całkiem wytrawne, nie ma tu słodyczy, którą straszą gadające na youtube głowy, jest melanoidynowe, z mocną pieczoną skórką chleba. Smakuje bez kitu jak płynny chleb. Wierzę, że można wypić dwa i nie czuć głodu. Niestety poza chlebowym odczuciem niewiele się w nim dzieje. Bardzo smaczne to, ale niezbyt złożone piwo. Moja ocena: 3,7/5.

Jak widzicie piwa okazały się być klasyką w najlepszym wydaniu. Biorąc pod uwagę ich śmieszną cenę - około 8 zeta za flaszkę importowanego piwa z kraju, gdzie jego produkcja musi być droższa - można napić się bardzo jakościowego piwa nie nadszarpując swojego budżetu. Ja w trakcie picia kolejnych piw marzyłem sobie o podróży do Niemiec śladem Niemca (Kuby), a najlepiej w jego towarzystwie. Życzę tego sobie i Wam. Smacznego! 

Zobacz także

0 komentarze

Obserwatorzy