Przeciętna osoba, która nie jest miłośnikiem i znawcą alkoholi, zna podstawowe zasady, jakimi należy kierować się łącząc potrawy z winami. Wina uchodzą za napoje wykwintne, które w dobrym tonie jest pić do posiłków, a znajomość odpowiedniego ich dobierania to właściwie podstawa kulinarnego savoir-vivre'u. Ja nigdy nie będąc fanem wina, nawet zanim jeszcze zacząłem pić alkohol, skądinąd widziałem, że "czerwone do czerwonych mięs, a białe do ryb i drobiu". Oczywiście jest to znaczne uproszczenie skomplikowanych zasad, których łamanie może dać ciekawe efekty. Nikt nigdy jednak nie mówił o ciekawych możliwościach, jakie daje dobieranie odpowiednich stylów piwnych do poszczególnych posiłków.
Wraz z moim zainteresowaniem piwem i ta kwestia musiała w końcu wypłynąć na wierzch. Im więcej lektur za mną, tym większa ciekawość, by empirycznie sprawdzić proponowane w nich zestawienia określonych dań z poszczególnymi stylami piwnymi. Po co?
Piwo staje się (stało?) napojem modnym, którego picie nie jest domeną ubogich finansowo studentów, robotników na budowie, górników w szynku po szychcie i miłośników grillowania, Przestał być tylko płynnym chlebem, zastępującym posiłki ludziom, którzy nie mają czasu jeść, a potrzebują w krótkim czasie uzupełnić kalorie. Tym samym piwo weszło na salony i zaczęło być zestawiane z potrawami tak, aby dzięki tym kombinacjom rozbudzać zmysły i byśmy mogli rozpływać się w smakowych ekscytacjach.
Guru kulinarno-piwnych eksperymentów, Garrett Oliver - amerykański piwowar, napisał: "Jeśli kochasz jedzenie, a znasz się tylko na winach, to jakbyś próbował rozpisać symfonię tylko na połowę instrumentów i z połową nut".
Dziś wraz z deserem wypłynę z na Wysp Brytyjskich.