Pierwszym browarem, który odwiedziłem w czasie wakacyjnych wojaży po Zachodniopomorskiem, był Miejski Browar Stargard. Nieco na raty. Po zameldowaniu się w fantastycznie położonym nad Jeziorem Miedwie hotelu w Morzyczynie, postanowiliśmy zjeść raczej późny obiad w Stargardzie. Kiszki już stroiły instrumenty do marsza. Miejscem do tego idealnym wydawał się tamtejszy browar restauracyjny. Szybki przegląd menu pokazał, że każdy z nas - od Bombelka do Starego Dziada - znajdzie tam coś dla siebie. Zresztą wjeżdżając do miasta od zachodniej strony dosłownie wjechaliśmy wprost na browar. Uwielbiam takie koincydencje.
Szok przyszedł kilka minut później - po pierwsze w niedzielne popołudnie w wielkim lokalu brakowało wolnych miejsc, a dodatkowo deklarowany przez sympatycznego kelnera czas oczekiwania na posiłek stanowczo przekraczał odporność naszych żołądków i psychiki. Zjedliśmy ostatecznie gdzie indziej, co miało co najmniej dwie pozytywne konsekwencje - zjedliśmy pyszną pizzę gdzie indziej, popijając pilsem z Maltgardena warzonym “specjalnie” dla tej knajpki; a w innej pizzeri, z której mimo naszych chęci (i głodu) wykurzyła nas fatalna obsługa, przyuważyłem stojące na ladzie portery bałtyckie z drugiego stargardzkiego browaru. Kilka dni później wróciłem tam i wykupiłem wszystkie, bo ponoć były już bardzo niedostępne od dawna. Tyle wygrać. Zapomniałbym - najważniejszą konsekwencją odbicia się od pełnego lokalu w niedzielę było to, że moja obecność w okolicy została wypatrzona przez piwowarów browaru. Do Stargardu wróciłem nazajutrz rano umówiony na zwiedzanie, co zawsze jest ciekawsze niż zwykła wizyta. Zapraszam do Miejskiego Browaru Stargard, będzie ciekawie!