Nasz tegoroczny urlop zachwycił nas rewelacyjną pogodą i upałami. O tym jak było gorąco najlepiej świadczy fakt, że nie miałem ochoty na standardowych mocarzy na szczycie, a radowały mnie wszelakie lekkie piwa. Będąc na Dolnym Śląsku nie mogłem sobie odmówić noclegu na Szczelińcu. Najwyższy szczyt Gór Stołowych i tamtejsze schronisko to klimatyczne miejsce ze wspaniałymi widokami. Zobaczcie, jak się bawiłem tam rok temu (klik!). Tego dnia przeżyłem termiczny szok i mini udar. Lekkie podejście do tematu piwa było wskazane. Pierwsze wypiłem na Tronie Liczyrzepy, najwyższym punkcie na płaskim szczycie góry, a kolejne na drewnianym tarasie przed schroniskiem. Wśród wypitych piw znalazły się Wrężel, Łańcut, Pinta i Harpagan. Istotne pozostanie pytanie, które Jerry Brewery zadał na Brackiej Jesieni - czy sztosy muszą być mocne?
Pierwszy raz w Górach Stołowych byłem w 2010 roku i się w nich zakochałem. Po pierwsze niesamowite wrażenie robią formacje skalne najwyższego szczytu i Błędnych Skał - fantazyjne kształty przywołujące rozmaite skojarzenia, głębokie wąwozy, a także panujące tam cisza i chłód. Po drugie niezwykle urokliwe schronisko na wspomnianym Szczelińcu. To drugie miejsce sprowadziło mnie w Góry Stołowe ponownie. W niedzielę, po wyciecze rowerowej na Zamek Książ, opuszczaliśmy przyjazne Świebodzice z planem wypicia piwa w Browarze Jedlinka (klik!), wejścia na Wielką Sową (z powodu rzeczonej wycieczki nie udało się czasowo tego ogarnąć) i dotarcia na noc na Szczeliniec.
| Szczeliniec Mały z lewej i Szczeliniec Wielki z prawej - widok od strony Carlsberga |
Zapraszam na szczyt kraftu, gdzie opowiem o paśmie Gór Stołowych, najwyższym ich szczycie, znajdującym się tam schronisku, a wśród wypitych piw będzie coś z browarów Whisker, Stu Mostów i Miejskiego Sopot.