Dwa dni spędzone na upajaniu się Brukselą to przede wszystkim powtarzane jak litania "no, thank you" hałaśliwym i natarczywym kelnerom, proponującym aby najbliższy posiłek spożyć właśnie w restauracji, przed którą rozlega się ich terytorium łowieckie. Powinienem oczywiście odpowiadać im "merci, je n'ai pas faim", ponieważ przeważająca część brukselczyków posługuję się językiem francuskim. Nie mogłem sobie pozwolić jednak na przejedzenie mojego wakacyjnego budżetu, bowiem cel miałem bardziej światły - przepić go. O to miało nie być trudno. Bruksela to nie tylko serce Europy, ale serce jakże piwnej Belgii. Przepływająca tędy rzeka Senne niesie w nurcie echo browarów słynących z warzenia lambików, czyli piw fermentacji spontanicznej. O tym, jak smakują prawdziwe, czystej krwi lambiki, można przekonać się praktycznie w sercu biurokratycznej hydry nienasyconej, w słynnym Browarze Cantillon w dzielnicy Anderlecht.
Kliknij dalej, a przeniesiesz się w świat najlepszego piwa, najciekawszych piwnych stylów i bardzo klimatycznych lokali.