Ostatni weekend września, niedziela - po spokojnej planszówkowej sobocie, która z kolei nastąpiła po piątkowej Silesii Beer Fest - okazała się wyśmienitym dniem na wypad w góry. Niechęć do bardzo wczesnego wstawania sprawiła, że zdecydowaliśmy się na nieodległy nam Beskid Mały, a chęć znalezienia krótkiej trasy z ładnymi widokami skierował naszą uwagę na Potrójną. Zabrałem ze sobą jedno piwo z Brofaktury, które już dostatecznie naczekało się na swoja kolej. Przypadek, los, fatum lub zwyczajnie dobra karma sprawiły, że nie było to jedyne piwo wypite w czasie tego wyjazdu. Zaintrygowany? Zaciekawiona? Zapraszam na małą wycieczkę.
Wszyscy, nawet Ci, którzy nie interesują się piwem rzemieślniczym, znają Żywiec. To od 1856 roku siedziba założonego przez Habsburgów Browaru Arcyksiążęcego. Działające tam Muzeum rokrocznie przyciąga tłumy turystów spragnionych wiedzy o piwie i degustacji. Zawsze warto zobaczyć, jak powstaje piwo w gigantycznym browarze. W Żywcu od 2011 roku można też się napić piwa w restauracyjnym Browarze Krajcar i szkoda że browar nie uczestniczy już w piwowarskich imprezach (jak niegdyś Bracka Jesień). Od końca 2016 roku piwo warzy swoisty kontraktowy Browar Zapanbrat, obecnie już całkiem zdominowany przez produkcyjne potrzeby Browaru Trzech Kumpli. Od sierpnia 2018 roku Żywiec ma jednak cztery browary. Tym ostatnim jest Beskidzki Browar Rzemieślniczy! Dziś zapraszam na krótką wycieczkę do niego.
Od 2016 roku Żywiec ma kolejny browar! Jedna ze stolic polskiego smogu wyrosła na istne zagłębie browarnicze. Browar Arcyksiążęcy z XIX wieku i mieszczący się w samym centrum miasta restauracyjny Browar Krajcar wsparte zostały przez Browar Zapanbrat. Nie zapominajmy, że tuż po drugiej stronie Jeziora Żywieckiego, w Zarzeczu znajduje się Browar Zarzecze, a nieopodal w Radziechowach-Wieprzu Pinta stawia swój własny browar.
Dziś wspólnie ze znanym i lubianym Piotrem Sosinem zapraszam na wizytę w żywieckim Browarze Zapanbrat. Dlaczego z Piotrem? Skąd nazwa Zapanbrat? Jaki jest pomysł na tego rzemieślnika i dlaczego warto śledzić jego działalność? O tym poniżej.
Na dobre zaczęło się w 2012 roku, gdy Kompania Piwowarska wypuściła na rynek trzy nowe piwa Książęce - Książęce Pszeniczne, Książęce Czerwony Lager i mojego faworyta do picia w knajpach mojej wsi Książęce - Czarne Łagodne. Pewne oznaki tego procederu miały jednak miejsce już wcześniej. Browar Łomża od dawna kreował się na regionalny, mały browar, przez co picie piwa z tego uchodziło za modne. A to przecież spory browar należący do spółki Van Pur. Prawdziwy koncerning, a nie łomżing. Z kolejnym ciosem przyszedł moloch Okocim będący w drapieżnych łapach duńskiego Carlsberga. Linia Piw Sezonowych ruszyła w ubiegłym roku i zaowocowała wypuszczeniem takich "cudeniek" jak Świętojańskie, Dożynkowe, Świąteczne czy Wielkanocne. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że piwa wyglądają lepiej niż smakują, bo smaku nie mają. Najwyraźniej jednak piwa "inne", to na tyle łakomy kąsek, że warto się na niego rzucić z nowym rodzajem piwa "craft".
Tą drogą poszła w końcu i Grupa Żywiec, która reanimowała martwego od 2011 r. Żywca Bocka, zapewniając mu lifting twarzy oraz dokładając mu braci w postaci Żywca Marcowego i Żywca Białego - ten drugi stał się furorą, gdy pojawiły się przecieki, iż w składzie jest kolendra i najprawdopodobniej będzie to witbier. Nigdy wcześniej powiedzenie wit-srit nie było tak aktualne.
"Dzisiaj w Cieszynie, dzisiaj w Cieszynie
Wesoła nowina!"
Trzeba pić dopóki jest!
Wesoła nowina!"
Święta minęły i w czaszy spieniły się tematy i pomysły. Urzekł mnie swą pełnią Bracki Grand Champion. Od czego by zacząć? Może od nazwy.
Dlaczego Grand Champion? Otóż od wielu lat, gdy dobiega końca wiosna, a wielkimi krokami zbliża się lato, na terenie browaru żywieckiego odbywa się, gromadzące tłumy entuzjastów, święto piwa - Festiwal Birofilów. Gwoździem programu jest konkurs na najlepszego piwowara domowego i jego dzieło. jest sporo kategorii odpowiadających piwnym stylom warzenia. Zawsze wybierany jest ten jeden najlepszy smak i - uwaga, uwaga - od 3 lat zwycięzca ma możliwość uwarzyć swojego Grand Championa w brackim browarze zamkowym w Cieszynie (ten browar to temat na osobny wpis) i w specjalnej edycji piwo to wchodzi na rynek w grudniu. Do tej pory mieliśmy więc okazję kosztować tak pysznych piw jak Bracki Koźlak (2009) oraz Brackie Pale Ale belgijskie(2010). O tym dlaczego tegoroczny Grand Champion nazywa się tak, a jego nazwa nie odnosi się - jak w poprzednich latach - do nazwy stylu warzenia w drugim (równie ciekawym akapicie). Dla mnie atrakcją jest aleja piw świata, gdzie można spróbować, degustować ok. 200 piw z całego (nie bez przesady) świata, a następnie kupić najsmaczniejsze na wynos. Spieszyć trzeba się.
Piwo Grand Champion jest piwem kolońskim, a właściwie, by być precyzyjnym, jest uwarzone w stylu kolońskim, ale za takie uważane być nie może. Dlaczego? - zapytasz. Otóż piwo kolońskie ("Kölsch") jest produktem regionalnym chronionym prawnie przez Unię Europejską i jako takie może być warzone jedynie w Kolonii (Dojczland). To tak samo jak z naszym Oscypkiem, który mogą robić nasi górale podhalańscy. Bracki Grand Champion jest więc takim scypkiem, niby oscypek, ale nie oscypek. Piwo kolońskie jest warzone zgodnie z niemieckim prawem czystości (brzmi to trochę jak wymysły Adolfa) - szesnastowiecznej normy browarniczej nakazującej warzyć złocisty trunek używając do tego jedynie wody, chmielu i słodu jęczmiennego (dziś mniej restrykcyjnie dopuszcza się inne słody), tak by dbać o wysoką jakość piwa i nie bełtać go plugawymi dodatkami. Piwo kolońskie pije się ze specjalnych szklaneczek ("Stange", sztangietki) z cieniuteńkiego szkła, o pojemności 200 ml., które to zapobiegają ogrzewaniu się piwa od dłoni.
Bracki "Kölsch" jest więc piwem górnej fermentacji, jasnym i bardzo klarownym. Zwykle tak jasne piwa smakują mi nijak, nieciekawie, bezpłodnie (z wyjątkiem rzecz jasna kuszących kwiatami i owocami Witbier'ów zwanych też Blanche'ami). A tu zaskoczenie!! Piwo jest przepyszne. Smak tak wyraźny, goryczkowy, pełny. Z każdym kolejnym łykiem czuć go tak samo, nawet łyk ostatni przepełniony jest tym samym uniesieniem co łyk pierwszy. Subtelny i przyjemny od początku do końca.
Trzeba pić dopóki jest!
Takim hasłem rozpoczęła się kilka dni temu akcja promocyjna nie całkiem nowej marki piwnej na rynku. Nie całkiem - bo warzono żywieckiego bocka już u dziejów browaru zarania i postanowiono dokonać reaktywacji w 155 rocznicę tegoż browaru.
Butelka niewątpliwie ładna (gustu kwestyja), czerwień kozia, etykieta symiliarna do portera.
Piwo koloru czerwonego, mocnego i brudnego rooibosa z Afryki. Jest gorzki, bardzo. I tu niestety kończą się plusy tego piwa.
To najgorszy Kozioł jakiego spróbowałem. Nie wytrzymuje porównania z czymkolwiek próbowanym, jakimkolwiek bockiem z niemieckiego supermarketu (Berliner Kindl, Ladnskron, Lubzer, Freibergifch czy kupiony akurat w browarze Neuzeller).
Przykro mi to pisać, bo nie jest tajemnicą, że pośród wielu wielu piw, Żywcem akurat nie gardzę i gdy piję coś 'typowego' to sięgam po żywczyka. Po bocka nie chcę już więcej. Ani to koźlakowy zapach, ani koźlakowy smak.
Amber - Żywcem go nie wezmą, że wspomnę stare hasło reklamowe widziane w Gdańsku bodaj w 2005r.
Butelka niewątpliwie ładna (gustu kwestyja), czerwień kozia, etykieta symiliarna do portera.
Piwo koloru czerwonego, mocnego i brudnego rooibosa z Afryki. Jest gorzki, bardzo. I tu niestety kończą się plusy tego piwa.
To najgorszy Kozioł jakiego spróbowałem. Nie wytrzymuje porównania z czymkolwiek próbowanym, jakimkolwiek bockiem z niemieckiego supermarketu (Berliner Kindl, Ladnskron, Lubzer, Freibergifch czy kupiony akurat w browarze Neuzeller).
Przykro mi to pisać, bo nie jest tajemnicą, że pośród wielu wielu piw, Żywcem akurat nie gardzę i gdy piję coś 'typowego' to sięgam po żywczyka. Po bocka nie chcę już więcej. Ani to koźlakowy zapach, ani koźlakowy smak.
Amber - Żywcem go nie wezmą, że wspomnę stare hasło reklamowe widziane w Gdańsku bodaj w 2005r.
