Bardzo wiele osób było niedawno zdziwionych, że dopiero pierwszy raz byłem w IBU w Gliwicach. Ano tak wyszło. Niemniej jednak już od dawna planowałem wycieczkę do Gliwic, ale zawsze było coś, a czas z gumy nie jest. Udało się na gruncie zawodowym, więc po wypełnieniu swoich obowiązków udałem się do tego multitapu. I choć nie byłem w nim w ogóle, więc przez sześć lat, to udało mi się zajrzeć dwa dni z rzędu, bo tak mi się podobało. Przed wami IBU Craft Beers, jedna z piękniejszych kraftowych lokalizacji w Polsce.
Gdy pisałem o Pivovarze Bašta, zwróciłem uwagę na bardzo fajny klimat tego pubu. Nie wspomniałem o drugiej największej zalecie - jest to rzut beretem od Złych Czasów. Genialnego praskiego multitapu. Panuje w nim super atmosfera, jest blisko z centrum, a jednak wystarczająco daleko (go2hell turyści), dwa bary i cała masa piwa. Czego więcej chcieć? No... Dobrego piwa.
Nieopodal dworca głównego, przy ulicy Mikovcovej 4 znajduje się najsympatyczniejsza knajpa, w której dane mi było być (pić). Początkowo byłem zaskoczony jej kameralnością, która przypominała mi raczej niewielkie lokale portugalskie. Na pierwszy rzut oka Nota Bene pasowało by raczej do Antwerpii, niż do pełnej rozległych pivnic Pragi. Wszystko to wina ciemności (ciemnoty w sumie) i niewiedzy. Nota Bene wpisuje się w klimat nowofalowych knajpek z ciekawymi piwami na kranach.
Koleżanka z Oblężonego Miasta pracująca w krakowskim Tap House to dobra motywacja, aby odwiedzić miasto smogu i maczet. Gdy jeszcze okazało się, że tego dnia odbędzie się mikro kranoprzejęcie "polsko-belgijskiego" browaru Gzub, to chęć ta znacznie urosła.
Nie zmógł mnie nawet brak siedzących miejsc w busie relacji Sosnowieś -> Kraków, który tylko do Dąbrowy jechał nieco ponad pół godziny. Nie ma jak zdjąć kurtki, między nogami plecak, bo przecież nie ma przestrzeni, aby trzymać go w miejscu do tego przeznaczonym. Nawet jakbym zdjął kurtkę, to nie miałbym jej gdzie położyć, bo cały bus został zaanektowany przez grupę zorganizowaną (tu chętnie napisałbym kilka słów o tej wycieczce, ale niestety dogryzanie grupom defaworyzowanym to u nas faux pas i nawet ja tego nie uczynię publicznie, pedagogom nie wypada; chętnie rozwinę myśl w cztery oczy). Po plecach cieknie pot, bo kierowca grzeje jak powalony, a z nieszczelnego okna na dachu wciąż coś kapie. Dzieci drą ryje. Opiekunki siadły jak najdalej od nich mogły. Uratowały mnie słuchawki, ale co chwilę miła starsza pani szarpała mnie za rękę pytając "ile jest?" (Polska przegrała z "Katarem" /a właściwie swoistym połączeniem francy, kiły, kaszlu, anginy i tyfusa skompletowanych przez katarskich miliarderów/. Na taki Katar nie ma lekarstwa).
Wieczór zapowiadał się obiecująco, mimo że nie mogłem siedzieć zbyt długo. Starość nie radość, a komunikacja również.
| Tym samym - tęsknym, nieco melancholijnym - wzrokiem ja spoglądam na piwo. |
Gambrinus mniej obeznanym osobom bez wątpienia kojarzy się z przeciętnym czeskim piwem typu pilzner. To wielkokoncernowe piwo warzone jest w Pilznie i dostępne wszędzie. Szaleni histo(e)rycy kojarzą polski browar o tej samej nazwie, który znajdował się całkiem niedaleko miejsca, z którego piszę, w dzielnicy Będzina - Gzichów. Działał tam blisko sto lat, a zrównany z ziemią został w 1973 roku. Chciałoby się napisać "wina Tuska", ale to "wina Tyska-cza". Tak naszego koncernu. Pierwotnie Gambrinus to legendarny król flamandzki, uważany za wynalazcę piwa i jego patron. Legendarny, a wiecie jak to bywa z legendami. Niektórzy utożsamiają z nim Jana I Zwycięskiego (Jan Primus). Portret tego towarzyskiego i skorego do zabaw księcia Brabancji zdobił siedzibę cechu piwowarów, gdzie przekazywany był z pokolenia na pokolenie. A mogli trzymać tam malunek nagiej freli, dziś piwosze mieliby fajną patronkę. Jeszcze inni widzą w Gambrinusie Jana bez Trwogi, księcia Burgundii. Legendy...
Nie legendą a najprawdziwszą prawdą jest to, że od 2013 roku w Tychach działa Gambrinus - Multi Tap Bar, dokąd udałem się na spotkanie i piwo w ostatni piątek.
W ciągu trwających jeszcze wakacji miało miejsce otwarcie kilku bardzo ciekawych multitapów w Krakowie. W szranki stanęły najlepsze browary rzemieślnicze i do swoich firmowych lokali zaprosiła najpierw Pinta, a z okładem tydzień temu Pracownia Piwa. Co prawda na żadnym otwarciu nie byłem, ale do obu pofatygowałem się w krótkim czasie. Od czasu otwarcia Viva la Pinta byłem tam już zresztą trzy razy, co jak na jeden miesiąc jest jakimś niewiarygodnym dla mnie rezultatem. Szlajam się bowiem sporadycznie - czuję, że w moich żyłach płynie szkocka krew i jako Thomas McGebelus wolę pić taniej w zaciszu własnych czterech ścian. No ale kultura osobista i dobre maniery każą czasem wybrać się gdzieś z kurtuazyjną wizytą. W Tap House byłem dopiero raz, no ale bądźmy szczerzy - knajpa w momencie pisania tych słów działa od dziesięciu dni, a ja nie jestem z Krakowa. Niech ten wpis będzie okazją do zaprezentowanie kilku piw, które jeszcze się tu nie pojawiły.
Rok 2013 to bez wątpienia warszawska ofensywa nowopowstających tam multitapów (Chmielarnia, Kufle i Kapsle, Cuda na Kiju, Piw Paw), czyli lokali serwujących lane piwo z więcej niż kilku kranów. Daleki jestem od wnikania w to, ile kranów musi liczyć szynk, aby być już multi - niektórzy mówią że 10. Nie chodzi jednak o ilość, a o jakość piwa, które jest tam podawane. Czy ktoś będzie mówił o multitapie, kiedy ten będzie serwował tylko piwo koncernowe? Nie. Inne miasta także zapragnęły mieć swoje multitapy. Specyficznym przypadkiem takiego miasta są Tychy. 130-tysięczne miasto słynące z produkcji samochodów marki FIAT oraz Browarów Książęcych ma multitapy dwa - bo drugi z nich wystartował właśnie w piątek. I ja tam się wybrałem...
| Ten multitap nazywa się po prostu Wielokran. Prosto i ładnie. |

