Piąteczek zaczął się wyśmienitą informacją, że w będzińskim Groszku pojawiły się dwa nowe polskie piwa wędzone. Pozostało mi tylko wpakować się do wozu i podjechać czem prędzej, aby inni fanatycy nie byli pierwsi. Moja przygoda z wędzonkami zaczęła się lata temu, a pierwsze wędzone piwo było prawdziwą Grubą Bertą - Doppelbock z Schlenkerli to piwo arcygenialne i jeden z najlepszych przedstawicieli na świecie. Wędzone piwa są warzone z użyciem słodów, które zostają poddane wędzeniu - istotne jest tu drewno (może to być też torf), którym się pali i które jest źródłem dymu, bowiem każde daje inne aromaty, smaki i posmaki. Najpopularniejsze są drewno dębowe i bukowe, ale może być to i jałowiec i jakieś drzewa owocowe. Picie takowych piw ma tę ciekawą właściwość, że w myślach przenosi nas do lasu, na ognisko, do wędzarni szynki, do Zakopanego, gdzie wypiekają się oscypki... Są to piwa z gatunku uwielbiasz je albo nienawidzisz.
Dwie nowości to oczywiście Darz Bór, będący częścią nowej polityki Browaru Gościszewo i nowej stylistyki etykiet, która dla mnie jest niesamowicie piękna. Graficy dali z siebie wszystko i mam nadzieję, że piwowar - Michał Saks - dopasował się do tego poziomu. Drugie piwo to piąta Podróż Kormorana z Browaru Kormoran i jest to Rauchbock, czyli wędzony koźlak. Jak było tym razem?