Choć w kwietniu 2021 zapewniałem (bardziej siebie), że kolejne suplementy będą pojawiały się co kwartał (materiału na pewno wystarczyłoby do końca roku), to następny tekst przychodzi dopiero teraz. Zwykle to styczniowy wysyp porterów z okazji Baltic Porter Day jest dla mnie szczególną motywacją, by dokonać uzupełnienia niekończącego się Wielkiego Przeglądu Porterów. Dziś suplement numer siedem. Co w nim znajdziecie? Z grubsza dużo dobrego piwa, jeden z najgorszych porterów, jeden z najlepszych porterów (najlepszy?) oraz jeden będący największym rozdźwiękiem między tym co lubię, a globalną oceną dostarczaną przez UT.
Przedostatni przegląd tygodnia* niesie ze sobą tylko niewielką różnorodność. Sześć piw to IPA, a na swoją obronę mam tylko to, że dwa do WCIPA, a jedno poczwórne IPA. Poza tym APA, pils, angielskie barleywine i jedno ultrasłodkie piwo.
Okolice Zawoi słusznie kojarzą się w pierwszej kolejności z Babią Górą. Kapryśna Królowa Niepogody jest najwyższym szczytem Beskidu Żywieckiego i tym samym przyćmiewa inne okoliczne górki. Najlepszym przykładem tego niech będzie bardzo ciekawy szczyt - Polica. Traci głównie na tym, że nie oferuje dobrego punktu widokowego. Innym pobliskim wzniesieniem godnym uwagi jest Jałowiec, z którego widoki są już całkiem zacne. Gdy na wycieczkę rusza nasza Parszywa (zawsze) Ósemka (tym razem), piwne okoliczności są zawsze interesujące.
Zawiercie od wielu lat było jasnym punktem na piwnej mapie Polski. Jeszcze zanim Pinta na dobre rozsławiła Browar na Jurze, warząc w nim kolejne rewolucyjne piwa, miasto było dobrze znane piwoszom. Produkowane tam Zawiercie Czekoladowe było u kresu ubiegłej dekady świetnym stoutem. Gdy w 2015 roku otwierał się w Zawierciu drugi browar, wiele osób zainteresowanych piwem zastanawiało się, czy ma on rację bytu. Ponoć na tej samej zasadzie mnóstwo osób wątpiło w sens otwierania tam wielkiego hotelu, przy którym browar stoi.
Kompleks robi spore wrażenie. Sam Hotel Villa Verde jest wielki, za nim znajduje się odkryty basem, niewielki stok narciarski, a w środku centrum SPA (także piwne!). Hotel jest doskonałym punktem wypadowym do zwiedzania Jury Krakowsko-Częstochowskiej, a o jego popularności niech świadczy liczba zaparkowanych samochodów. No ale my przyjechaliśmy do Browaru Jana. Dokładnie Jana Łapaja, głowy rodziny, która rządzi tym interesem.
Wielopak wraca w nowym roku pod postacią piwnej archeologii. Znów zabieram Was na Mazury, gdzie krafty kupowałem za niebotyczne pieniądze. Wyboru nie miałem - tylko jeden sklep w Giżycku prezentował jako taki poziom zaopatrzenia. Niestety nie jestem przyzwyczajony do płacenia za piwa ponad 10 złotych, więc degustacje ograniczyłem. Tudzież piłem dostępne wszędzie Kormorany, a i sam browar wszak odwiedziłem i do dziś pozostaję pod jego wielkim wrażeniem (pisałem o tym tu). Dziś jednak coś innego.
Zauważycie, że jest bardzo wakacyjnie. Trzy piwa to saisony - jeden z Golema, jeden z Szałupiw i jeden z Trzech Kumpli, wariacja na temat witbiera z Browaru Jana, owocowa pszenica także z poznańskiego kontraktowca oraz - rzadki widok na blogu - piwo od Doctor Brew - lager z dodatkiem moszczu winogron.
W tamtym miesiącu po raz pierwszy w historii bloga przyznałem tytuły piw miesiąca. Złotą, Srebrną oraz Brązową Piwną Podróżą zostały uhonorowane najlepsze piwa, jakie wypiłem w kwietniu. Niekoniecznie piwa najnowsze i premierowe, ale też takie które w moje łapki wpadają nieco później. Spodobało mi się i kontynuuję tę zabawę wybierając najlepsze piwa maja.
Trudny to dla mnie okres na pisanie bloga. Oblężony zostałem pracą zawodową i naukową, trwam w swym przyczółku pomysłów na kolejne wpisy wykraczające nieco poza recenzje, ale czasu na faktyczną ich realizację praktycznie brak. Jeszcze miesiąc z hakiem i wróci czas beztroski i piwnych wakacyjnych podróży. Tymczasem zapraszam na kolejny Wielopak, cobyście nie mieli wrażenia, że praca powoduje abstynencję. Co to to nie! Wieczorne piwo jest najsmaczniejsze. Hitem było wieczorne piwo wypite rano (w całości) i było bardzo dobre - o nim innym razem.
Dziś na tapecie orientalnie usposobiona Raduga, Solipiwko w ogrodzie dobra i zła, poczwórny Oktawio, Polska Nadzieja ze Zwolenia, bytowski Chopin bez C i dysonans poznawczy Pinty. Dziś na blogu debiutuje drugi zawierciański browar.



