Ile powinno kosztować piwo kraftowe?

09:16

We wtorkowe przedpołudnie na prywatnym profilu facebookowym Bartka Napieraja (dla totalnie zielonych - to współzałożyciel AleBrowaru) padło bardzo ciekawe pytanie: Ile powinno kosztować piwo kraftowe? Jednocześnie pojawiła się odważna teza, że mamy jedne z najtańszych piw rzemieślniczych w Europie, która została przeciwstawiona pojawiającym się w codziennej działalności Bartka żalom klientów, że piwo jest drogie.


W dyskusji pod pytaniem pojawiły się różne głosy - od propagowanego przez Kopyra neoliberalizmu kraftowego, który głosi, że piwa powinny kosztować tyle, ile ludzie za nie zapłacą. Jeśli Browar Zamkowy chce dymać wszystkich piwem za 60 złotych i są tacy, którzy wypinają się po tuby, to ok. Ich sprawa. Za "jakość" trzeba płacić. Aleksander napisał: "Piwo w Polsce nie jest jakoś specjalnie drogie, przynajmniej dla mnie. Jestem teraz na etapie, w którym cena piwa (pod warunkiem, że jest niższa niż 50 zł) mnie nie przeraża". Wydaje mi się jednak, że nawet wśród totalnych beergeeków Aleksander jest w mniejszości.


Część osób wyraziła wyważone zdania, tak jak Damian: "To zależy jakich surowców użyjesz, każdy styl jest inny. Wg mnie ceny piw powinny być uzależnione od stylu czy od czasu leżakowania w browarze, nie ma co porównywać witbiera do RISa etc. Dziwi mnie czasami fakt, że DIPA jest w tej samej cenie co wit". To chyba jest oczywiste dla większości miłośników rzemieślniczego piwa.

Wojtek zaproponował swoisty kompromis, ale czy na pewno? Pisze: "(...) tyle, żeby nas było stać, a piwowar mógł za to godnie żyć i rozwijać browar". Tu pojawia się zmienna godnego życia, która dla jednego będzie oznaczać VW Polo, a dla drugiego BMW X5. Nie wgłębiam się w to.


Mi od razu przychodzi do głowy, że browar z wyrobioną marką (przywołuję tylko nazwy tych wyrobionych, nie zarzucam im podobnego działania) jak Widawa, AleBrowar, Pinta, Artezan, Pracownia Piwa są w stanie, produkując swoje zwyczajowe warki, zaproponować cenę wyższą niż konkurencja, bo po prostu mogą. Wypracowali sobie markę, ich piwa zwykle były świetne i  super. Gorzej, że inni zwyczajnie równają do cen tych świetnych piw, albo je przeskakują, bo np. AleBrowar i Pinta są tańszymi rzemiosłami u mnie w sklepie. Jeśli piwa są zbyt drogie po prostu, lub zbyt drogie do zaproponowanej ceny, to zalegają w sklepach i można je kupić w promocjach. Nie muszę wymieniać nazw, sami widzicie to w sklepach.

Arkadiusz "nie piwo jest za drogie ale my za mało zarabiamy (...) widać wyraźnie jak niedawno rzemieślnicze atakowały powoli poziom 8 PLN. Teraz wchodząc do sklepu trzeba być przygotowanym na przedział od 9-14 za rzemieślniczą podstawę". 
 

Ot ciekawą opinią nt. piw niemieckich podzielił się Piotr: "Powiedzmy sobie szczerze - kraft niemiecki nie jest tani, jest statystycznie droższy od polskiego - zawsze jakieś 2,20-2,90 w zależności od blg i stylu. Natomiast tradycyjne niemieckie style warzone w "regionalnych" są z kolei śmiesznie tanie". Tylko że 3 euro to 13 złotych. I u nas takie ceny się pojawiają, a Ci, którzy śmią mówić, że to drogo, są biczowani przez piwowarów i właścicieli browarów. Tu jeszcze zdanie wtrącił Kamil: "Że co?! Schlenkerla stoi poniżej 2 jurków, a to piwo to duuużo więcej, niż zwykły lager". Trudno się z nim nie zgodzić.

Skrajny interwencjonizm w stylu "piwo powinno kosztować tyle i tyle złotówek", to oczywiście mrzonka, choć obecnym (i nie tylko) rządzącym krajem i Europą w wielu miejscach blisko do "ekonomii" socjalizmu i odgórnego ustalania cen czegokolwiek.


Z tezą pierwszą tezą Bartka zgadzam się i nie zgadzam jednocześnie. Jak to możliwe? Porównując ceny tak po prostu to rzeczywiście, krafty są u nas tańsze niż praktycznie wszędzie poza może Węgrami (pewien nie jestem), Ukrainą, Białorusią, Litwą i Słowacją (Jakie krafty? He he he - Jacek Gmoch). Miłośnik piwa z Niemiec czy Anglii przeżywa u nas orgazm za orgazmem, bo wymyślne RISy kosztują tyle, co u niego niewymyślne bittery - rzemieślnicze rzecz jasna. Analogicznie my za głupie piwo w Norwegii, gdzie dodatkowo w ramach walki o trzeźwość narodu podatki za mocne piwa są cholernie wysokie, bulimy z bólem serca i wątroby 30-50 zł. (w przeliczeniu of kors), gdzie przeciętny (nie taki ze średnimi zarobkami, ale najczęstszymi w kraju, bo średnia jest wyjątkowo niemiarodajna w takich przeliczeniach) Norweg kupuje 2 (lekką pytą) takie piwa za godzinę pracy. Ale jest oczywiście druga strona medalu - zarobki i moc pieniądza. Tu już stoimy na straconej pozycji względem zachodnich sąsiadów, do których tak często się porównujemy.

Specjalistą od ekonomii nie jestem, ale umiem czytać. Mediana (taka bardziej wiarygodna informacja na temat przeciętnego zarobku) wynagrodzeń w naszym kraju wynosi bowiem 3291,56 zł brutto*. Oznacza to (z grubsza), że połowa Polaków zarabia powyżej, a druga połowa poniżej tej kwoty. Najczęściej otrzymywana pensja (tzw. dominanta) to zaś 2469,47 zł brutto, czyli niecałe 1800 zł „na rękę”. Ok - powiecie - kraft to nie zabawa dla biednych. I ja się zgodzę. Dziś nie, nie w Polsce. A wydaje mi się, że ideałem nie tyle cen kraftu, co może raczej ceny piwa jest sytuacja, gdy mogę co piątek skoczyć do knajpy na kilka piw i nie odkładać na to pieniędzy, brać chwilówki, czy grać na gitarze przy kościele. Wydaje mi się, że będziemy mogli z czystym sumieniem mówić, że piwo rzemieślnicze jest tanie, gdy właśnie osoba zarabiająca tę ostatnią kwotę, będzie mogła spokojnie zaopatrywać się w piwo kraftowe. Bo właściwie dlaczego porównujemy się do Niemiec i Francji, a nie go Ukrainy i Słowacji? Odrzucając aspiracje, to te kraje są nam zdecydowanie bliższe na większości płaszczyzn.


Marcin podchodzi do tematu z innej jeszcze strony mówiąc: "Nie jest problemem poziom cen, tylko poziom piw." Nie zgadzam się - to są odrębne kwestie i obie są problematyczne. Dlatego też bardzo wielu miłośników piwa ma woje czarne listy browarów, których już nie kupuje. Ja też. Zarabiam wystarczająco mało, by nie wyrzucać pieniędzy w błoto. Prawda jest taka, że gdyby nie było to moje hobby, w którym siedzę dość głęboko i pieniądze ładował w paralotnię pod Alpami, figurki trolli do gier bitewnych, lesbijskie komiksy z Chile, a piwo traktował tylko jako zapełnianie czasu, to nie kupowałbym na wieczór piwa za 8-9 złotych. To nie jest tanio. Kupiłbym sobie Kormorana, albo dobry porter za 5 zł. Albo napił się dobrej herbaty.

*www.praca.pl/poradniki/rynek-pracy/przecietne-zarobki-w-polsce-nizsze-od-sredniej-krajowej_pr-1519.html

Zobacz także

14 komentarze

  1. temat rzeka jesli chodzi o ceny. Jak nie chce to nie kupuję.
    Czasem mnie przerażają ceny risów, barleywine itp, 25zl za 0,33 czy 0,5 (nie musze mowic o jaki browar/browary chodzi), zamiast tego wole wydac 5zl mniej i miec coś topowego zzagranicy. Kwestia jakości tutaj też jest ważna bo dla mnie takie piwa są niedoleżakowane (polskie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej jak chcesz i nie kupujesz, bo drogo;)

      Na szczęście tematu nie wywołał współzałożyciel wspomnianego przez Ciebie browaru. On zebrałby srogie baty, jak np. Dukla za swoje barrej srejdże po 40 zł.

      Usuń
    2. polskie barrel aged to tez temat kiepski. Za granicą nie mają problemu zeby piwo w beczce potrzymac rok czy dwa. I największy paradoks: pewne piwo które leżalo 2,5 roku w beczce po winie czerwonym po sprowadzeniu w Polsce okazuje sie i tak tańsze niż większosc naszych barel srejdzy ktore lezakowaly w beczce ile ? 2 miesiace ?

      Usuń
    3. No ale pewnie mówimy o tych dobrych browarach z zagranicy. One nie walczą już o płynność finansową i mogą se zapomnieć o beczce na 3 lata.

      Usuń
    4. brwar o którym mysle warzy 1/5 tego rocznie co Pinta.

      Nie ogarniam tego aż tak, ale wydaje mi się że przez 5lat jak trwa rewolucja powinien ktoś trzymac piwa w beczce dlugo, a ciągle na szybko jest, byle puscic na rynek

      Usuń
    5. tylko 3 lata temu nie było jeszcze u nas BA, ktoś by musiał pierwszą beczkę jeszcze trzymać. Jestem spokojny, to przyjdzie z czasem.

      Usuń
  2. Z tą herbatą to chyba lekka przesada...

    OdpowiedzUsuń
  3. z tą marką Widawy to lekka przesada, ja kilka razy na kwasy trafiłem a u mnie w sklepie w mieście Widawa zawsze czeka na tydzień do końca i leci po 5zł, dla mnie osobiście cenienie się tak samo jak inne krafty ale lanie piwa mniej to policzek dla reszty w styylu "nasze piwa są takie super że za 0,5 to byśmy 13zł kasowali"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problemem Widawy są małe butelki i sporadyczne kwasy. Ja się jeszcze nie naciąłem, więc nie może być tak źle.

      Usuń
  4. zaradzilem na to inaczej. zaczalem warzyc piwo :) a przed regalem sklepu czesto staje ze smartfonem i weryfikuje recenzje przed zakupem. moze i obciach, ale nie przezyje sromotnej lipy za 9pln. eksperymentowac to ja moge za 3-4pln

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest dobry pomysł. Problem z nowymi piwami jest taki, że nie ma ich jeszcze na ratebeer, że już o hejtbizie nie wspomnę. A antapd jest dla mnie zbyt gimbowy, przy pierwszych 10 piwach, połowy jeszcze nie było w bazie i se dałem siana;)
      Warzenie zawsze spoko!

      Usuń
  5. Tylko dlaczego kawałek za naszą południową granicą można kupić przyzwoite APA w cenie 45KC (ok. 7,20 zł) za litr (pivovar Zabak). Dla porównania wizyta w browarze Ursa Maior i najtańsze piwo jak sobie przypomina było po 10,00 zł za szklankę 1/2 litra. Panowie "piwowarzy rzemieślniczy" zejdźcie trochę na ziemię z cenami. Wypiłem kilkaset piw z naszych kontraktowców/mikrusów i uważam, że część tego była wyśmienita jednak znakomita większość to po prostu przyzwoite (ale nie wybitne) piwa, a zdarzają się też gnioty. Jednak znakiem rozpoznawczym wszystkich jest cena. Często piwa zza granicy (nawet krafty) są tańsze od naszych krajowych. Czy ktoś próbuje nas po prostu nabijać w butelkę tłumacząc, że to musi tyle kosztować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są browary, które sprzedają swoje piwa taniej na miejscu, a są takie, które drożej (Roch najlepszym przykładem). Te drugie trzeba wskazywać i piętnować. Cóż, każdy ma swoją rację, jeśli chodzi o cenę.

      Usuń

Obserwatorzy