Pszeniczna trójka Schneidera

07:00

W zamierzchłych czasach, gdy kończyłem studia i rozpoczynałem swoją przygodę z piwami innymi niż koncernowe jasne lagery, porter z Cieszyna i ubóstwiane przeze mnie wtedy czeskie tmave, którymi opijałem się po czeskiej stronie Miasta Aniołów, piwa pszeniczne zachwyciły mnie tym, że smakowały inaczej. Bardzo miła odmiana po przytłaczającej słodowości i względnie lekkiej goryczy bieda pilsów sprawiała, że weizeny piło mi się lekko, smacznie i przyjemnie. 

Niestety wraz z poznawaniem bogactwa świata piwnego, niuansów smakowych i zapachowych, początkowa fascynacja zmieniła się w konstatację, że klasyczne hefeweizeny są nudne jak flaki z olejem. Wysyp przeciętnych i słabych pszenic w polskich browarach restauracyjnych - zgodnie z modą na magiczny zestaw: pils, marcowe, pszenica, ew. koźlak - doprowadził do tego, że zacząłem świadomie i z rozmysłem omijać. Szczególnie, że złożyło się to z początkiem piwnej rewolucji w Polsce i rosnącą dostępnością całkiem nowych stylów piwnych.

Na pewno nie jestem wyjątkiem i wielu z Was miało dokładnie tak samo, że lubiane niegdyś piwo przestało nie tyle wyrywać z butów, co zwyczajnie smakować. Czyż nie? Jest to niewątpliwie związane z poznawaniem nowych smaków, które naturalnie zastępują lubiane wcześniej. Naturalny proces, dla którego nie ma już odwrotu.

Czy jednak w istocie weissbiery nudzą jak fabuła w polskim filmie? Czy bliżej im do "Klanu" czy może jednak do "W ciemności"? Postanowiłem sprawdzić to na jak najbardziej klasycznych przykładach z niemieckiego Weisses Bräuhaus G. Schneider & Sohn.


Piwa Schneider Weisse były dla mnie jednymi z przełomowych. Chyba w 2009 r. spróbowałem eisbocka i Aventinusa (koźlak pszeniczny), zachwyciłem się i zostałem wessany w piwne hobby. To do dziś są dla mnie wyznaczniki stylów. Piwa absolutne. Pisałem o nich tu i tu.

Schneider to piwowarska rodzina, która warzy od XIX wieku. Obecnie to już szóste pokolenie zajmuje się tym rzemiosłem dostarczając na rynek doskonałe piwa pszeniczne.

Schneider Weisse TAP 1 Meine Blonde Weisse, czyli moja blond pszenica na początek, bo idziemy "by the numbers". To klasyczny hefeweizen, ale hefe (drożdże) za wiele tu nie zostało, przynajmniej nie ma zawiesiny, na której można zawiesić oko niczym na studentce. Zostało jednak wspomnienie drożdży wspaniale odczuwalne w swoistej kremowości i wrażeniu pełni piwa. Piana zbudowała się spora, ale nie grzeszyła trwałością. Za to zapach to poezja pszenicy - guma balonowa mieszająca się z bananem i niewielkim goździkiem w tle. Mmm. Pełne odczucie w ustach i to pełne chlebowości, skórki chlebowej. TAP 1 jest słodkawy, bananowy i - szczególnie na początku - wyraźnie kwaskowy, jakby ktoś nakropił cytryny. Delektowaniu się tą wybitną pszenicą towarzyszyło mi delikatne muśnięcie grejpfruta. Przyzwyczajony do pustych i nijakich pszenic oznajmiam, że tę mógłbym chłeptać jak Reksio wodę.


Schneider Weisse TAP 2 Mein Kristall, to dla odmiany styl kristallweizen (często z przedrostkiem german). To piwo jest doskonale odfiltrowane i całkiem przejrzyste. To bez wątpienia najsłabsze z tych trzech piw. I w ogóle słabe. Bardzo nijaki, przypominający zarówno w aromacie, jak i w smaku bieda lagera. Słodowość, spore wysycenie, brak posmaków i zapachów typowych dla pszenicy. Z całą pewnością mogę nazwać TAP 2 nieporozumieniem i skazą na diamencie rodziny Schneider.




Schneider Weisse TAP 7 Unser Original to dla odmiany ciemna pszenica, czyli dunkelweizen. Początek mnie nie zachwycił. Mimo że piwo w ogóle nie stało w lodówce, zachowywało się tak, jakby niska temperatura wpłynęła na jego aromat i smak. Po nikłym karmelu nic nie następowało - i tak przez kilka pierwszych łyków. Ciemnobursztynowy, nieco mętny płyn dopiero po chwili pokazał pełnię smaku i możliwości. Dochodzi smak opiekanych bananów i delikatne orzechy. TAP 7 to ciekawa mieszanka słodyczy, kwasku i lekkiej goryczki. Dupy mi nie urwało, raczej do niego nie wrócę, ale okazało się całkiem przyzwoite, jak na pszenicę;)


Podsumuję truizmem, że nie jestem fanem pszenic. I też nie zostanę nagle. Od czasu do czasu mogę jedną wypić, ale dwie z rzędu to byłoby zbyt wiele. Moje smakowe potrzeby zawędrowały zbyt daleko od picia lekkich, słodkawych piw. Bez wątpienia będę mógł jednak sięgnąć po TAP 1, gdy będę miał chcicę na pszenicę.

Zobacz także

1 komentarze

Obserwatorzy