Browar Kazimierz

16:00

Urodzinowy łikend w górach postanowiliśmy spędzić w Schronisku PTTK Kudłacze. Kilka znajomych osób, dobre piwo, gry planszowe i dzieci. Bliskość Beskidu Makowskiego, ale też szybkie podejście do samego schroniska sprawiły, że postanowiłem jeszcze wbić się na zwiedzanie do jakiegoś browaru znajdującego się w miarę po drodze. Pierwszy strzał okazał się złoty! Możemy jechać zobaczyć Browar Kazimierz! Musimy tylko zdążyć do 13:00, bo wtedy ekipa miała wyruszać na Piwowarską Gwiazdkę do Widawy. Pomimo "niewielkiego" opóźnienia mieliśmy bardzo dużo czasu, by w pełni pohasać po browarze!



Browar Kazimierz powstał w podkrakowskim Zakrzowie, w połowie drogi między Wieliczką i Niepołomicami. Tuż przy samej autostradzie A4. Gdy oddany do użytku zostanie pobliski zjazd z trasy, dojazd do browaru będzie wymarzony. Nawet do tego, by urządzić tam wyszynk. Koncesja na sprzedaż już jest. Potwierdzone info. Na miejscu w browarze witają nas... Mateusz Wiśniewski (z którym pogawędkę uciąłem sobie dzień wcześniej, przy okazji jego kranoprzejęcia w Katowicach) z Dzikiego Wschodu, który od niedawna swoje kontraktowe piwa warzy w Kazimierzu, ale też Krzysztof Jachimczak i Mateusz Jachmiczak. Ojciec i syn, którzy wspólnie z rodziną tworzą Browar Kazimierz.


Po raz pierwszy spotkaliśmy browar na krakowskim Beerweeku w 2017. Okazuje się, że to był pierwszy festiwal Kazimierza. Nic o nich nie wiedziałem, ale zabrane do domu piwa okazały się nad wyraz smaczne. Cała ekipa browaru wyglądała wtedy na mocno niepełnoletnią;) Zresztą zobaczcie...

Pierwszy festyn, pierwsze piwa... Kot Kazimierz [*] w tle 

Kazimierz powstał końcem 2016 roku od razu z założeniem budowy własnego browaru, choć pierwsze piwa uwarzono kontraktowo w Szczyrzycu. W sierpniu 2017 roku wydano pozwolenie na budowę browaru i sam budynek powstał bardzo szybko. Budowa zajęła ok 4 miesiące, a pozostałe prace - wstawienie sprzętu i przede wszystkim biurokracja zajęły kolejne 8. Po roku i kilku dniach od rozpoczęcia budowy browar został dopuszczony do użytku. Dziś ma za sobą - z tego co pamiętam - około 20 warek.


Nie zastanawialiście się, czemu browar nazywa się Kazimierz? Ja na początku nawet nie kwestionowałem tego, że są z Kazimierza. To było bardziej niż oczywiste. Jakby to powiedział Tadeusz Sznuk - "otóż nie". Nazwa browaru odnosi się do trzech postaci. Pierwszą jest związany z okolicznymi ziemiami Kazimierz Wielki - zbudował zamek w Niepołomicach, a w Puszczy Niepołomickiej organizował swoje polowania. Dwie pozostałe postaci są już nam bliższe chronologicznie. To ojciec (też Kazimierz) i teść (również Kazimierz) Krzysztofa. Prawdziwy browar rodzinny.


Piękny i lśniący nowością sprzęt został dostarczony do browaru przez Minibrowary. Warzelnia o wybiciu ok. 20 hektolitrów ogrzewana jest za pomocą pary, której wytwornica zajmuje sąsiednie pomieszczenie. Warzelnia jest półautomatyczna i Mateusz bardzo chwali ten sprzęt. Browar od początku dysponował 6 tankami o tej samej pojemności użytkowej (nominalnie są ciut większe), a zalane wodą i świeżo opomiarowane są 3 dwukrotnie większe. Wspomniany na początku Dziki Wschód ma docelowo korzystać z dwóch mniejszych i jednego większego. Obaj piwowarzy bardzo chwalą sobie śrutownik z automatycznym wyciągiem, dzięki któremu nie trzeba tachać worów ze słodem po drabinie do kadzi.


Osobnym tematem jest pasteryzacja i rozlew. Pasteryzator tunelowy jest okiełznany, dzięki wsparciu czujników i dokładnym zapisom jednostek pasteryzacji pozwala wychwytywać na bieżącą wszelkie odstępstwa od normy. Do rozlewu służy poczciwa karuzela, a kapslownica została unowocześniona o autorski system przedmuchu CO2, który zmniejsza niebezpieczeństwo utleniania piwa. Drugim autorskim patentem jest "system" osuszania butelek, które wyjeżdżają z tunelu mokre. Bardzo mi się podoba takie kombinowanie. "Kaziemierze" poważnie myślą jednak o lepszym i bezpieczniejszym sprzęcie do rozlewu. Nie wszystko na raz jednak.


Piwa z Browaru Kazimierz bardzo szybko zdobyły serca beergeeków. Zarówno te sesyjne, jak i cięższe gatunkowo. Co ciekawe Mateusz jest fanem piw lekkich i pijalnych. Prostych i nieskomplikowanych. Tego dnia spróbowaliśmy samych dobrych piw - na dzień dobry poszedł Łokietek. Nowe double IPA było słodkie w zapachu, wytrawne i jednocześnie bardzo przyjemnie pełne. Mega pijalne, pomimo dość istotnej mocy. Mangoł to już absolutna klasyka pijalności. Picie takiego milkshake to nie potwarz, wyraźna gorycz i moc owocu świetnie się komponują. Prosto z tanka mieliśmy okazję napić się piwa przygotowywanego na urodziny browaru i House of Beer w Krakowie - ryżowe IPA smakuje rewelacyjnie. Podobne odczucia wzbudził w nas Kwasimierz - ekstremum pijalności. Dzięki czteropakowi na wynos nie cierpieliśmy w schronisku na brak piwa. Ale o tym następnym razem...


Po raz kolejny okazało się, że browar rzemieślniczy jest świetnym miejscem do zabawy dla dziecka. Lilianka z radością i uwagą śledziła proces produkcji piwa - wspinała się po drabinkach, zaglądała do kadzi, "jeździła" wózkiem widłowym. Tam będzie odbywała swoje kolejne praktyki zawodowe. Przy okazji był to też pierwszy browar, w którym była Hania. Poza brzuchem mamy oczywiście.


Serdeczne dzięki za ciepłe przyjęcie i kolejne zaproszenie! Wszystkim nam bardzo się podobało i pewnie nie omieszkamy zajrzeć znów. Życzymy powodzenia i dalszego rozwoju!


Zobacz także

1 komentarze

  1. Hej, znalazłem literówkę - Mateusz Jachimczach, nie Jachmiczak :-)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy