Spacerem po Pardubicach

17:00

Gdyby mnie ktoś kilka miesięcy temu zapytał, z czym kojarzą mi się Pardubice, to skojarzenia byłyby wyłącznie dwa (ale przynajmniej jedno piwne). Pierwszym jest oczywiście Wielka Pardubicka, słynna na cały świat gonitwa konna, o której choćby słyszeć musiał każdy. "Jest jedną z najbardziej prestiżowych i najtrudniejszych gonitw przeszkodowych na świecie (m.in. obok angielskiej The Grand National, rozgrywanej od 1839 roku na torze Aintree w Liverpoolu)". Wielka Pardubicka rozgrywana jest od 1874 roku, ma dystans 6,9 kilometra, a na trasie ustawionych jest  około 30 sztucznych przeszkód. Drugie skojarzenie ma nieco starszą tradycję. Oto w 1871 roku rozpoczął swoją działalność Pivovar Pernštejn, obok którego do dziś nie sposób przejść obojętnie. Najsłynniejszym i najciekawszym piwem browaru jest Porter 19°, który zupełnie nie przystaje do tradycji piwowarskich Czeskiej Republiki, a jego receptura sięga końca XIX wieku.


Zapraszam na niewielki spacer po Pardubicach, mieście "wojewódzkim" (kraj pardubicki), mieście uniwersyteckim (Univerzita Pardubice ma około 10 tysięcy studentów), mieście szachów, hokeja i żużla. Mieście, z którego 90 tysięcy mieszkańców czyni je dziesiątym największym w Czechach pod tym względem.

Zaczynam na rynku Starego Miasta, o którym pierwsze wzmianki datuje się na koniec XIII wieku. Największy rozkwit przypada jednak na przełom XV i XVI, kiedy władał nim Wilhelm II z Pernštejnu z synami. Rynek robi niezłe wrażenie, które nieco tonują zaparkowane na nim samochody. Jest szesnastowieczny (choć w międzyczasie niszczony i odnawiany) neorenesansowy ratusz, cała masa zabytkowych kamienic, wspaniała Zielona Brama i - w centralnym miejscu - kolumna maryjna z końca XVII wieku.


Czeskie miasta są w znacznie mniejszym stopniu dotknięte szyldozą i reklamozą, które niczym rak z przerzutami toczą polską przestrzeń publiczną. Przy niewielkim wkładzie pracy spokojnie można kręcić tam historyczne filmy, a duch przeszłości unosi się w powietrzu. Nieopodal rynku znajduje się renesansowy zamek, którego początki sięgają XIV wieku. Uwagę przyciąga jasna elewacja, kamieniarskie zdobienia i malowidła naścienne. 


Zamek można obejść dokoła murami, a spacer ten uprzyjemniają pętające się pod nogami pawie. Skoro uprzyjemniają, to nie mam na myśli efektów nocnych imprez (z tego słynie Kraków, dawna stolica Polaków), ale efektowne ptaki, których samce prezentują samicom swoje ogony i pióra. Jak u ludzi - im dłuższy organ, im bardziej ozdobny, tym większa szansa u samicy, bo gen jest dobry. Mnie się te święte ptaki podobają. Jadłbym nawet.


Rozpoczynając swoją wycieczkę po Pardubicach lub ją kończąc znajdziecie się zapewne na dworcu kolejowym. I bardzo dobrze! Odbudowany w duchu funkcjonalizmu w 1958 roku przenosi nas w najlepsze czasu socrealizmu, a młodszym przypomni zapewne klimatem brutalistyczny katowicki przybytek, który do niedawna udawał dworzec będąc otwartym zakładem nieleczenia narkomanii. Nie wspominałbym jednak o nim, ale w jego wnętrzu od 2016 roku działa minibrowar.


Z uwagi na to, że doskonale oddaje ducha tej samej epoki co dworzec i serwuje przyzwoite piwo, odwiedzenie go jest tzw. must see. Więcej o tym miejscu napisałem tu:


Jak już jednak wspomniałem jest to drugi browar w mieście. Pierwszy to oczywiście Pivovar Pernštejn. Idąc z dworca w kierunku rynku przechodzi się obok niego i żal tam nie zajrzeć, szczególnie że firmowy lokal odpowiada na potrzeby każdego Jiříego i każdej Jany - jest czynny od rana. Czy mogliśmy inaczej rozpocząć naszą przygodę z Pardubicami? 


Restaurace Pivovarka to klasyczna czeska hospudka. Wiadomo, że każdy pije, więc barman tylko pyta, które piwo nalać. Przed 12:00 kilkunastu różnych pracowników je obiad, którego trawienie wspiera kieliszkiem Beherovki. Oczywiście wszyscy piją piwa i nikomu do głowy by nie przyszło, by przerwa w szychcie miała wyglądać inaczej. Można sobie zrobić przegląd tego, co warzy browar, bowiem na kranach jest wszystko ze stałej oferty (nie licząc biedaradlerów) - Pernštejn 10°, Vilem 11°, Pernštejn 10° Polotmava, Pernštejn 12°, Pernštejn Kvasnak 13°, Taxis 14° i oczywiście Porter 19°. Najlepszym piwem jednak jest Cerstve Pivo 10°, czyli klasyczna Desitka niefiltrowana i niepasteryzowana. Doskonałe piwo! (8/10). Porter jest ciekawą odmianą w Czechach (6,5/10), a bardzo ciekawy jeszcze jest Kvasnak (7/10). Klasyczne to i przyjemne miejsce. Żal nie zajrzeć.

Jeśli komuś mało jest w mieście dwóch browarów, to na piwo może wyskoczyć do jednej z dwóch knajpek serwujących piwo rzemieślnicze. Nie są to może zaskakujące liczbą nalewaków multitapy, ale oferują piwa z małych czeskich browarów i są to piwa bardzo ciekawe. "Zrządzeniem losu" nasze mieszkanko położone było 100 metrów od jednego z nich. To miejsce odwiedziliśmy też jako pierwsze.


Oczojebny niebieski budynek omijałbym w obawie przed możliwym atakiem padaczki, gdybym nie wiedział, co znajduje się na jego parterze. Mieści się tam lokal o przyjemnej dla ucha nazwie U toulavé pípy, co można swobodnie tłumaczyć jako Pod wędrownym kranem. W różnych rozmowach naukowych okazało się, że miejscówka jest powszechnie kojarzona, jako knajpa z dobrym piwem. Od samego początku robi bardzo pozytywne wrażenie za sprawą sympatycznej obsługi.


Wygląda klasycznie. Drewniane stoły, lampy niechętnie rozpraszające mrok, tablica z wypisanymi piwami i lodówka pełna rzeczy mi obcych (bo czeskich). Kranów jest dziesięć, a na dwóch z nich zawsze te same dwa piwa dla miłośników klasyki - Hubertus z browaru Kácov i Ferdinand Max z browaru Benešov. Pozostałe rotują i to - jak się mogliśmy w ciągu kilku dni przekonać - całkiem nieźle. Nie opiszę wszystkiego, co spróbowałem, ale napiszę o dwóch piwach, które polubiłem na tyle, by zamówić kilka razy. Pierwsze to Blitzkreeeg IPA z kontraktowego browaru Černý Potoka, a warzone w Rodinným pivovarze Zichovec. Piwo jest bardzo aromatyczne z dominującymi owocami tropikalnymi i grejpfrutem. Sprawia solidne wrażenie swoją pełnią zawartością alkoholu (7,1%), lekkością, rześkością i pijalnością. Choć wyraźnie goryczkowe i wytrawne, to moc goryczy wychodzi dopiero w posmaku. Super piwo. 8/10. Drugie to też IPA, ale z przeciwnego bieguna. Także kontraktowy browar Holá řiť (Goła dupa) warzy nie gdzie indziej, a w dobrze znanym Konicku (klik!). Ipička 15° to leciuteńka IPA (choć ma aż 5,9% alkoholu, to zupełnie tego nie czuć). Cytrusy, trawa cytrynowa, skórka cytryny, liczi i nuty trawiaste. Pomimo owocowych akcentów zdecydowanie wytrawna i goryczkowa. 7,5/10. Te piwa pokazują, że Czesi potrafią nowofalowo i robią to coraz chętniej. 

Prawie na koniec spotkała nas wspaniała niespodzianka. Otóż okazało się, że Toulava Pipa jest bazą dla browaru kontraktowego Beer Poets i dostaliśmy od właściciela i piwowara do wypicia pierwsze (i jedyne) piwo - Bohemian Rhapsody IPA. To lekka i smaczna 14°. Powiedziałbym, że nic nie urywa, ale muszę odejść od tej słabej tendencji w opisywaniu piwa. Piwo pije się bowiem po prostu dobrze i nic mu nie brakuje. Może ma nieco za dużo nut karmelowych, ale nie na tyle, by zamulać. W porównaniu do poprzednich IPA tu gorycz jest niska. 6/10. Powodzenia z kolejnymi piwami!

Drugim lokalem godnym uwagi beer geeka jest Pivní ambasáda, w której oprócz klasyki dla każdego, ale w wydaniu małych browarów, na ośmiu kranach znajdziemy całkiem ciekawy przegląd kraftu. Pierwsza rzecz, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, był mówiący po Polsku właściciel. Okazuje się, że regularnie odwiedza nasze festiwale i sprzedaje na nich piwo. Druga bardzo fajna rzecz to bogate menu żywieniowe. Na zasadzie dobrej współpracy jadło dostarcza sąsiednia knajpa i jest to bardzo smaczne czeskie żarcie. 



Knajpka jest raczej niewielka i sprawia przesympatyczne wrażenie, choć akurat mi naścienne dzieło przedstawiające z grubsza wnętrze browaru nie do końca przypadło do gustu. Rekompensują to drewniane ławy i przepierzenia. Spośród wypitych piw koniecznie należy wyróżnić dwa. Kotva to wędzone piwo z Minipivovaru Parník z Přerova. Zbożowe akcenty słodu mieszają się tu z tak ładnie wędzoną śliwką i nutami dymnymi, że ciężko się oprzeć temu jasnemu piwu. 7/10. Drugie to w ogóle zaskoczenie, bo znaleźć w czeskiej knajpie double BIPA o ekstrakcie 22° to czyn godny Davida Livingstone'a. Náhlá smrt to piwo z browaru Falkenštejn i jest mocarne. Karmelowe, owocowe, lekko tropikalne z nutami toffi. Intensywnie słodkie, ale też z potężną goryczką. Dla mnie kawał świetnego piwa. 7,5/10. Rzeczywiście nagła śmierć.

Jak widzicie w Pardubicach nie będziecie się nudzić. Warto się tam zatrzymać na dzień, dwa, ale nawet przez pięć nie będziecie znudzeni. Dwa browary i co najmniej dwie solidne knajpy z czeskim kraftem.

Zobacz także

1 komentarze

Obserwatorzy