Kierunek Hawierzów

09:00

Opatrzność. Zrządzenie losu. W czwartkowy wieczór, poprzedzający wyjazd do Ustronia i wizytę u siostry, przypadkiem natknąłem się na bardzo ciekawą informację na jednym z polubionych fanpage'ów. Otóż w miejscowości Havířov otwarto w tym roku dwa browary restauracyjne. Nie po to studiowałem w Cieszynie by nie zdawać sobie sprawy, że Hawierzów to jeno rzut beretem od podzielonego miasta. Nagła wizyta w Cieszynie (karmienie szczura należącego do rodziny) zmieniła się w pyszną eskapadę - nawet ucieszyłem się, że zabieram samochód, mimo iż chciałem od niego odpocząć. Zapraszam do lektury!

W Hawierzowie chyba nigdy wcześniej nie byłem, a przynajmniej nie pamiętam. Pobieżna lektura Wikipedii ukazała mi zasadność porównań Havířova z Jastrzębiem Zdrój, na co zwróciłem od razu uwagę. Wszędobylski socrealizm, wielka płyta i nikła zabudowa niska są efektem tego, że miasto powstało w latach 50. ubiegłego wieku jako "sypialnia" dla ludu pracującego w Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim. Mieszka tam ponad 80 tys. ludzi i jest to największe w Czechach miasto nie będące stolicą powiatu. To miejscowość wypełniona budynkami, które uchodziły za ultra nowoczesne jeszcze 20-25 lat temu, a dziś rażą topornością i brzydotą.


W takim też miejscu podwoje swoje otworzył Pivovar Venuše. První pivovar s restaurací v Havírove znajduje się w sercu najzwyczajniejszego blokowiska. Z zewnątrz bardziej przypomina market Stonka lub Bar Roma, jaki pamiętam z dzieciństwa. Ot klocek. W środku wrażenie dziwności jest spotęgowane "nietypowym" wystrojem. Tutaj socreal ściera się z typową czeską knajpą... Sam nie wiem, czy ubierać to w słowa, czy też zdjęcia powiedzą wszystko? Powiedzą! Malarz płakał jak malował.



Pozytywnie zaskoczyły mnie firmowe podstawki pod szkło do zabrania (a nie kupienia za 4 złote), firmowe szkło, firmowe obrusiki i ciekawe etykiety piw (medaliony przy nalewakach). To bardzo fajnie jak na miejscówkę gdzie o 11:00 w sobotę lokalsi z wąsem i psem na smyczy piją zielone piwo (do tego wrócę) kopcąc faje. Tak, kiedy byłem studenciakiem zupełnie mi to nie wadziło, ale teraz nie lubię smrodu dymu i nic na to nie poradzę, a w Czechach nie ma zakazu palenia w knajpach. Ot równy lokalny klimat, wspomnienie dzieciństwa...


A czego można się napić? Na 5 kranach cztery piwa i Kofola. Mamy więc 11°, 13°, Total Havr Cool oraz Milver's Porter. Prawda iż super? Jedenastkę sobie odpuściłem z powodu ograniczenia budżetowego - zabrałem 200 koron i musiało mi wystarczyć na oba przybytki.  Ahhh. Koniecznie muszę wspomnieć o jednej rzeczy. Pivovar Venuše nie posiada na stanie butelek, tzn. nie przywykł do lania piwa na wynos. Sympatyczna Pani odesłała nas do pobliskiego marketu, pod którym wylaliśmy wodę mineralną z trzech plastikowych butelek. A co? Jakoś trzeba to zabrać. Piwa wypiłem w warunkach komfortowych w domu.



Total Havr Cool to pivo konopne z dodatkiem konopi przemysłowych. Jest też zielone, przy czym mam wątpliwość, czy oba fakty są ze sobą powiązane. Problem z tym piwem jest taki, że pachnie całkiem nijako i smakuje takowoż. No ale Katarzynie smakował, czego nie można powiedzieć o wielu innych piwach. Ja nie mam nic do dodania. Można spokojnie sobie odpuścić.


Milver 13° ma barwę jasnopomarańczową, jest przejrzyste acz lekko przymglone i wygląda bardzo  ładnie. Piana się zrobiła niewielka mimo nalania z butelki po wodzie mineralnej. Lekki, przyjemny zbożowy aromat, lekko miodowe. Jest słodkawe w odbiorze, goryczka prawie niewyczuwalna (ale pojawia się z ogrzewaniem). Taka słodowość zupełnie mnie nie męczyła i nie przeszkadzała. Piwo ma bardzo wyraźne posmaki skórki chlebowej przypominające mi viennna lagery. Leciutkie i zajefajne. 


Milver's Porter 17° ma ciemno burgundowy kolor i wieńczy się niewielką pianką, która szybko znika. Pachnie jak wiśnie i czereśnie i tak też smakuje, przy czym w smaku pojawia się jeszcze śliwkowa kwaskowatość. W smaku generalnie przeważa czekolada, ale taka lajtowa, w ogóle to piwo jest lekkie i fajne. Przypomina mi białoruski porter (jedyny jaki piłem). Spoko.







Całkiem nieopodal, gdy przeciąłem dwie arterie komunikacyjne, znajduje się Hostinec u Balona a tam Slezsky Pivovar. To już peryferia i całkiem inny klimat. Niski podłużny budynek otoczony jest przyjaznym ogrodem wypełnionym atrakcjami dla dzieci. Jest to przede wszystkim nowocześnie i gustownie urządzona restauracja, a sprzęt warzelny schowany jest w piwnicy (ale można zajrzeć przez szyby). Tutaj design robi ciekawe wrażenie swoimi kształtami, kolorystyką i dodatkami. Pomimo godziny przedpołudniowej było całkiem sporo ludzi spożywających posiłki. Wąsaczy brak. Z tablicy wynikało, że zjeść można za ok. 20 zł., ale nie po to przyjechałem. Tu - uwaga niespodzianka - mają firmowe PETy z etykietami, ale tylko w pojemności 1,5 litra (chyba 80 korun). Dobrze że Kałland jest tak blisko.



W stałej ofercie Slezskiego Pivovara są trzy piwa: 10° Bulac, 12° Stajgr oraz 12,5° Macek. Ceny jak najbardziej przystępne. Powinniśmy się uczyć od Czechów. Wziąłem wszystkie.


10° Bulac okazał się w tym zestawieniu bezkonkurencyjny. Czesi mają chyba dryg do warzenia lekkich, ale przy tym bardzo smacznych piw. Jasno złoty kolor bardzo ładnie komponuje się ze sporą pianą - to zresztą dziwne, że tworzy się taka duża mimo plastiku po drodze. Piwo jest nadzwyczaj klarowne. Cechuje się delikatnym zbożowym aromatem pomieszanym ze skórką od chleba. Pomimo dużej lekkości gorycz zaznacza swą obecność całkiem wyraźnie, dzięki czemu zwiększa pijalność piwa.


12° Stajgr to drugie jasne piwo dolnej fermentacji. Od poprzedniego różni go zdecydowanie mniej odczuwalne nachmielenie, niższa gorycz, a przez to lekko upierdliwa słodowość, która mi znacznie mniej odpowiada. Wypiłem, się nie skrzywiłem, ale też zupełnie nie zachwyciłem. 

12,5° Macek - za tą nietypową gęstością chowa się piwo polotmave czyli półciemne. Ja bym go raczej nazwał półjasnym. Ma herbaciany kolor z nikłą pianą. Zapach delikatny, o słodowo-karmelowym charakterze. W smaku bardziej słodkawo - pieczony chlebek, znów karmel. Muszę przyznać, że jest to bardzo przyjemne i pijalne połączenie. W posmaku leciutka goryczka... Nice one...

Nie ukrywam, że zazdroszczę Czechom. Ich kultura picia piwa doprowadziła do sytuacji, że w takiej miejscowości jak Hawierzów działąją dwa browary restauracyjne, które warzą przyzwoite piwa i sprzedają je przede wszystkim na miejscu w świetnych cenach. Dla porównania zestawię to z pewnym 230 tysięcznym miastem na S., gdzie nie ma jednej knajpy z dobrym piwem, nie wspomnę już o browarze.

Zobacz także

2 komentarze

  1. Niezła wycieczka. Jak zwykle zazdroszczę i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba to wina ukrytego we mnie rastafari, że mi "zielone" piwo smakowało;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy