Gdybym chciał być błahy, napisałbym
felieton o tym, jak to fajnie zabrać piwo w góry. Szkoda stawów w
palcach na klepanie w klawisze, by pisać o oczywistych oczywistościach.
Kocham góry i uwielbiam piwo, więc czy mogę sobie wyobrazić lepsze
połączenie? Zwykle trzeba to piwo, w pocie czoła, uwieraniu odcisków i
skrzypieniu kręgosłupa, wtachać na górę. Czasami bywa jednak tak, że nie
trzeba go wnosić, a można się napić. I dziś będzie o tym. Będzie także o
tym, że ile by tego piwa na górze już nie czekało, zawsze warto zabrać
coś dodatkowo. Pojawią się też tajemnicze duchy.
Z wizytą w browarze Pivovar General w Bratysławie
1 tydzień temu