W poprzedni piątek miało miejsce wydarzenie, które spowodowało u mnie zespół stresu pourazowego. Drażliwość, niemożność zaśnięcia i skoncentrowania się na wykonywanych zadaniach, a przy tym wzmożona czujność towarzyszyły mi z powodu konieczności bycia "trzeźwym i poważnym" w pracy w sobotę do południa. Z tej przyczyny nie mogłem udać się na premierę nowego piwa Lublin to Dublin, które jest owocem współpracy zespołu polskiej Pinty oraz irlandzkiego Carlow. Na otarcie łez wypiłem Grodziskie 2.0 również z Pinty, ale o tym innym razem... Po kręgosłupie spływały mroźne kropelki będące efektem obawy, że gdy pojadę w sobotę po południu do Katowic, to piwa nigdzie już nie będzie.
Sobotnie zajęcia minęły szybko, a my silną ekipą (10 osób) zdecydowaliśmy się na posiedzenie w Namaste, piwo oraz rozgrywkę w grę planszową. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, doskonałym wyborem i wyśmienitym konceptem jednocześnie. Dlaczego? Czytaj dalej.
