Co może być lepszego po powrocie z wieczornego seansu filmowego w kinie, jeśli nie piwo? Czyż po obejrzeniu najnowszej superprodukcji World War Z najlepszym wyborem nie jest właśnie piwo, którego nazwę tłumaczymy jako "Nagła Śmierć"? Bo to właśnie oznacza Mort Subite. Film okazał się fantastyczną, apokaliptyczną wizją, gdzie ludzkość zostaje w realistyczny sposób zdziesiątkowana przez tajemniczą chorobę, której źródła poszukuje Brad Pitt. Poza mroczną opowieścią film oferuje bardzo wiele mocnych scen. Mocnych, trzymających w napięciu, nie chamsko i okrutnie brutalnych, tandetnych. O realizm w filmach nie dbam, od kiedy w prawdziwym świecie wybitni specjaliści od kilku lat debatują, czy brzoza może strącić samolot. Jest to bezcelowe.
Mój Mort Subite jest kriekiem. Chwalą się, że niby taki original, ale mam przeczucie, że oude kriek, bo jest i takowa wersja, byłby prawdziwie original.
Co to takiego ten kriek, jak smakuje Nagła Śmierć? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziesz w dalszej części tekstu.