Są takie momenty, w których całkiem zapominam o tym, że Sosnowiec jest piwną pustynią. Nie myślę o tym, nie przejmuję się. Cieszę się bliskością Piwnego Dworca w Czeladzi, świetnymi knajpami (Browariat, Kontynuacja, Absurdalna) w Katowicach, które są przecież rzut beretem od mojego siedliska, świecącą nieopodal lampką nadziei pod postacią Starej Pogoni. Czasem jednak nie daje mi spokoju myśl, że brak dostępu do dobrego piwa w dużym mieście to nie jest normalna rzecz. Takim kopniakiem była wizyta w Wodzisławiu Śląskim, o którego istnieniu do 30 roku życia pewnie bym nie wiedział, gdyby nie było tam niegdyś pierwszoligowej Odry. Ot miasto jakich wiele na Śląsku, nie wyróżniające się zupełnie niczym. Mieszka tam pięć (!!!) razy mniej ludzi niż w Sosnowcu, a mają pub, w którym na kranach są piwa kraftowe. Ten lokal to Z innej beczki i tam was dziś zabieram.
Z wizytą w browarze Pivovar General w Bratysławie
1 tydzień temu