Od wielu lat 6. grudnia nie przychodzi do mnie Mikołaj, ale (kiedyś Bracki) Grand Championa. Po latach świętowania tego wydarzenia pokątnie w pijalniach Warki, udało mi się być na oficjalnej premierze piwa. Nie w Warszawie wśród VIPów, ale u samego źródełka w Browarze Zamkowym w Cieszynie.
Dziś, 6 grudnia 2016 roku, ma miejsce premiera nowego piwa uwarzonego w Browarze Zamkowym w Cieszynie. To oczywiście coroczny Grand Champion, najlepsze piwo Konkursu Piw Domowych 2016, największego konkursu dla domowych piwowarów. Spośród 360 zgłoszonych piw najlepszym zostało wybrane piwo w stylu fruit wheat beer Piotra Machowicza. Lekkie i kwaskowe piwo z dodatkiem truskawek idealnie przypomni nam upalne dni minionego lata.
Ja serdecznie zapraszam na rozmowę z Piotrem Machowiczem, który jest także znany jako Tadzik. Tadzik, który pije i który warzy.
6 grudnia od wielu lat nie kojarzy mi się przychodzącym tego dnia brodatym jegomościem, którym zwykle okazywał się być pachnący tanim alkoholem sąsiad lub wujek, ale z piwem serwowanym nam przez pogardzaną przez wielu Grupą Żywiec. Tego dnia odbywała się bowiem premiera komercyjnie uwarzonego piwa, który wygrywa - zostaje tzw. Grandchampionem - największego konkursu piw domowych w Polsce. Tak było do tego roku. Konkurs nie odbył się w zwykłym terminie, bo działo się to podczas Festiwalu Birofilia, który przestał być przez GŻ wspierany i zwyczajnie go nie było. Zmiany, które nastąpiły między Browarem Zamkowym w Cieszynie i Grupą Żywiec, dające temu pierwszemu znaczną autonomię, wpłynęły także na warzonego tam co roku Grandchampiona. Żywiec robił naszemu piwowarstwu domowemu bardzo dobrą robotę, ale (1) sam nic z tego nie miał, bo nawet promocja własnego piwa to wątpliwa, a także (2) w sumie strzelał sobie w stopę promując piwowarstwo rzemieślnicze. Działało to przez długie lata, działać przestało - smutne to, łzę ronię, ale chyba można się było spodziewać...
Siódmy Grandchampion na szczęście się pojawił i to w stylu, który jest bardzo odważny. Oto za niewielkie pieniądze można spróbować w naszym kraju, wywodzącego się z Belgii piwa flanders red aleRed Roeselare Ale, oczywiście z Cieszyna. Ja postanowiłem go skonfrontować z ikoną stylu, piwem wymiatającym, genialnym i doskonałym. Zakładałem nierówność pojedynku, lecz miałem nadzieję, że Cieszyn nie wypuści po raz kolejny bubla (dubbla).
W piątek 6. grudnia miała miejsce premiera piątego Grand Championa. Nie mogło mnie na niej nie być. Oczywiście nie na VIP Party w Warszawie, bo to ciut za daleko. Udałem się do pobliskiej Warki, w której co roku można GCh wypić.
O co chodzi z tym Grand Championem? Zapraszam dalej!
"Dzisiaj w Cieszynie, dzisiaj w Cieszynie
Wesoła nowina!"
Święta minęły i w czaszy spieniły się tematy i pomysły. Urzekł mnie swą pełnią Bracki Grand Champion. Od czego by zacząć? Może od nazwy.
Dlaczego Grand Champion? Otóż od wielu lat, gdy dobiega końca wiosna, a wielkimi krokami zbliża się lato, na terenie browaru żywieckiego odbywa się, gromadzące tłumy entuzjastów, święto piwa - Festiwal Birofilów. Gwoździem programu jest konkurs na najlepszego piwowara domowego i jego dzieło. jest sporo kategorii odpowiadających piwnym stylom warzenia. Zawsze wybierany jest ten jeden najlepszy smak i - uwaga, uwaga - od 3 lat zwycięzca ma możliwość uwarzyć swojego Grand Championa w brackim browarze zamkowym w Cieszynie (ten browar to temat na osobny wpis) i w specjalnej edycji piwo to wchodzi na rynek w grudniu. Do tej pory mieliśmy więc okazję kosztować tak pysznych piw jak Bracki Koźlak (2009) oraz Brackie Pale Ale belgijskie(2010). O tym dlaczego tegoroczny Grand Champion nazywa się tak, a jego nazwa nie odnosi się - jak w poprzednich latach - do nazwy stylu warzenia w drugim (równie ciekawym akapicie). Dla mnie atrakcją jest aleja piw świata, gdzie można spróbować, degustować ok. 200 piw z całego (nie bez przesady) świata, a następnie kupić najsmaczniejsze na wynos. Spieszyć trzeba się.
Piwo Grand Champion jest piwem kolońskim, a właściwie, by być precyzyjnym, jest uwarzone w stylu kolońskim, ale za takie uważane być nie może. Dlaczego? - zapytasz. Otóż piwo kolońskie ("Kölsch") jest produktem regionalnym chronionym prawnie przez Unię Europejską i jako takie może być warzone jedynie w Kolonii (Dojczland). To tak samo jak z naszym Oscypkiem, który mogą robić nasi górale podhalańscy. Bracki Grand Champion jest więc takim scypkiem, niby oscypek, ale nie oscypek. Piwo kolońskie jest warzone zgodnie z niemieckim prawem czystości (brzmi to trochę jak wymysły Adolfa) - szesnastowiecznej normy browarniczej nakazującej warzyć złocisty trunek używając do tego jedynie wody, chmielu i słodu jęczmiennego (dziś mniej restrykcyjnie dopuszcza się inne słody), tak by dbać o wysoką jakość piwa i nie bełtać go plugawymi dodatkami. Piwo kolońskie pije się ze specjalnych szklaneczek ("Stange", sztangietki) z cieniuteńkiego szkła, o pojemności 200 ml., które to zapobiegają ogrzewaniu się piwa od dłoni.
Bracki "Kölsch" jest więc piwem górnej fermentacji, jasnym i bardzo klarownym. Zwykle tak jasne piwa smakują mi nijak, nieciekawie, bezpłodnie (z wyjątkiem rzecz jasna kuszących kwiatami i owocami Witbier'ów zwanych też Blanche'ami). A tu zaskoczenie!! Piwo jest przepyszne. Smak tak wyraźny, goryczkowy, pełny. Z każdym kolejnym łykiem czuć go tak samo, nawet łyk ostatni przepełniony jest tym samym uniesieniem co łyk pierwszy. Subtelny i przyjemny od początku do końca.
Cześć, nazywam się Tomasz Gebel i cieszę się, że dołączyłeś do Piwnych Podróży! Blog powstał z połączenia dwóch pasji - do szwendania się i picia dobrego piwa. Najpierw zacząłem chodzić po górach, a dopiero później odkryłem bogaty świat piwa. Z czasem rozsiadł się wygodnie on w moim życiu i obecnie zajmuje sporą jego część. Wraz ze mną na Piwnych Podróżach masz okazję odwiedzać browary rzemieślnicze, jeździć na piwne wycieczki, degustować na górskich szlakach i piwnie szczytować. Poznasz też lokale z dobrym piwem, a przede wszystkim ludzi związanych ze światem piwa.