...a na Filipce Grand Prix zagrał Terrence'owi na... (najlepsze zakończenie tego zdania zostanie uhonorowane nagrodą aipaNike).
Tematów do pisania mam nadmiar, pomimo tego że w lipcu odpoczywałem od alkoholu. Zupełnie inaczej mam z górami. Brak wyjazdów i spacerów zaowocował tym, że gdy tylko Daniel, wykańczający mnie akurat w Magię i Miecz, odebrał telefon z zaproszeniem w góry, nie pozostało mi nic innego jak wprosić się kulturalnie na wspólny wypad. Było mi tak bardzo obojętne gdzie pojadę, że nawet wizja zatłoczonych pociągów i dróg do i z Wisły nie odwiodła mnie od tego pomysłu. Jak się okazało trasę szlifowaliśmy pędząc Suzuki - pewne było wdrapanie się na Stożek. Dalej okazało się, że zrobiliśmy bardzo przyjemne i przede wszystkim malownicze kółko czeską stroną Beskidów. Oczywiście nie obyło się bez piwa, ale tytuł wyjaśnia wszystko. Zapraszam!