W połowie czerwca, z okazji pewnego ważnego dla mnie wydarzenia, otrzymałem w prezencie dziesięć piw z Browaru Dukla. Mogę więc z czystym sumieniem napisać, że wpis powstał we współpracy. Współpracy z moją ciocią. Jakoś tak się przyjęło, że ludzie pytają mnie o alkohol nader często. Z jednej strony świetnie się czuję uchodząc za specjalistę, ale często pojawia się konstatacja, że to jednak alkohol, a ja postrzegany jestem jako naczelny ochlaptus. Nic to, już dawno zrobiłem z tego swój atut. No więc z pobytu w sanatorium dzwoni do mnie razu pewnego ciocia z pytaniem o to, gdzie w okolicy można kupić dobre piwo. Jako że dużo chodziłem po górach, a na lekcjach geografii nie rysowałem kutasów w zeszytach i nie kimałem na ławce, musiałem tylko odpalić mapy i sprawdzić odległość Iwonicza Zdroju od Dukli, o której od razu pomyślałem, a przez którą przejeżdżałem w ubiegłym roku. Odległość to w zasadzie żadna, w linii prostej kilka kilometrów. Ciocia wskazówkę przyjęła do wiadomości, a mnie w ramach niespodzianki dostarczyła dziesięć piw z Browaru Dukla, zakupionych jak się okazało w sympatycznej Tawernie pod Piratem (przez półtora roku nie doczekała się swego wpisu na blogu).
Dziesięciu piw nie dałbym rady wypić sam, przynajmniej za jednym posiedzeniem, a chciałem butelkami jeszcze kogoś uszczęśliwić. Oczywisty dość wybór padł na Gosię i Daniela. Sprzeciwów nie zauważyłem. Po udanym biforze w katowickich knajpach zaczął się Wielki Test Dukli.