Krakowski Twigg, który wystartował w wakacje 2014 roku, od początku nie miał łatwo. Pierwsze warki z Nowej Huty były prawdziwym przeglądem wad piwnych, na których mogły odbywać się szkolenia sensoryczne. Ja miałem (nie)szczęście spróbowania pierwszego stoutu prosto z browaru, którego butelkę Kacper (Piwna Zwrotnica) osobiście wyszarpał i zabrał na Woodstock. To była tragedia. Znacznie później w znanym katowickim sklepie usłyszałem, że mam za swoje, bo rzucam się na każdą nowość jak Reksio na szynkę, a obecnie (wtedy) piwa już były całkiem ok. Muszę przyznać rację Piotrkowi - coś w tym jest. Niemniej jednak miałem ogromne opory, aby wydać swoje pieniądze na piwa z Twigga. Tyle dobrych rzeczy można za nie kupić...
Z wizytą w browarze Pivovar General w Bratysławie
1 tydzień temu