W ubiegły łikend po raz drugi w Polsce i po raz pierwszy także poza Warszawą mieliśmy szczęście uczestniczyć w święcie dzikich piw rodem z Belgii. Celebracja lambików, czyli właśnie Zwanze Day, miała miejsce w katowickim Browariacie, który z tej okazji zgromadził całe rzesze miłośników dobrego piwa. Zapraszam na relację z tego wydarzenia!
Jopen to bez dwóch zdań jeden z najlepszych piwowarskich produktów eksportowych Holandii. Po raz pierwszy spotkałem się z nim kilka lat temu przy okazji Gratzera, czyli holenderskiej interpretacji piwa grodziskiego, kiedy jeszcze nie wiedziałem, jak bardzo nie polubię tego stylu. Nazwa browaru odnosi się do 112 litrowych beczek, w których niegdyś było transportowane piwo. Co ciekawe znajdujący się w Haarlemie (koło Amsterdamu, nie w Nowym Jorku) browar siedzibę swoją ma w byłym kościele.
Będąc na którymś z food festów w Galerii Szyb Wilson, zakupiliśmy z Gosią po dwa piwa Jopena - oczywiście na stoisku Browariatu. Dlaczego na powyższym zdjęciu są więc tylko trzy piwa? Czujni czytelnicy pamiętają, Ci którzy lepiej znają się z Niemcem Alojzem dostaną odpowiedź na końcu.
W ubiegły, wyjątkowo długi weekend (10-13. listopada) katowicki Browariat obchodził trzy lata swojej działalności. To już tyle minęło, od kiedy nieco zaskoczony zaproszeniem przemierzałem skryte w jesiennym mroku ulice Katowic, kierując się na ulicę Francuską (klik!). Do tej pory kojarzyła mi się ona z tym, że trzeba przez nią przejechać, by dojechać w jakieś ciekawsze miejsce. Browariat był trzecim (no może czwartym jeśli policzymy C4, które mnie do siebie wciąż nie przekonuje) pubem z dobrym piwem w stolicy Górnego Śląska (po Białej Małpie i Namaste). Dziś jest tych miejsc więcej, a Browariat wpisał się w krajobraz piwny tak mocno, że nie potrafię sobie wyobrazić, że go tam nie ma. Jak było na urodzinach?
W ciszy gdzieś dogorywa (skądinąd udany) Silesia Beer Fest, którego druga edycja miała miejsce w maju (klik!), a tu niespodziewanie wyrósł nam kolejny festiwal w Katowicach. Jarmarki Śląskie postanowiły zorganizować święto piwa pod chmurką w samiutkim centrum miasta - na Rynku. Dosyć odważny krok jak na ostatni weekend września i pierwszy października. Samo miejsce także nie wzbudziło mojego entuzjazmu. Generalnie przez dłuższy czas mało było wiadomo o festiwalu łącznie z najważniejszym - wystawcami. Kiedy już jednak lista pojawiła się w internetach, moje obawy zmalały - zapowiadało się sporo ciekawych piw. A o tym jak się udało poczytacie dalej.
Oto jeszcze dobrze nie powróciliśmy z Mazur, a już udało nam się wybrać na kolejne kranoszlajanie po katowickich multitapach. Wszystko za sprawą wizyty w ojczyźnie Radosława, u którego w Anglii spędziłem niedawno świetne dwa tygodnie. Przesiadka na inny pociąg zaowocowała wizytą w trzech piwiarniach - Absurdalnej (dzięki chłopaki za pomoc!), Upojonych i Browariacie. W pierwszej knajpie dołączyli do nas Słoniu i Magda, był to więc prawdziwy uniwersytecki reunion.
W zestawie znalazły się piwa takich browarów jak: Antybrowar, Roch (razy dwa), Browar Łańcut, Pracownia Piwa, Bazyliszek, Camba (razy dwa) i Schönramer (razy dwa). Dwóch piw też się nie napiłem...
…konkretnie na ul. Francuską, do Browariatu – na jeden dzień. Arletta i Grzegorz Ziemian, pomysłodawcy i właściciele wrocławskiego Browaru 100 Mostów, od początku współpracującego z niemieckim BrauKonem, a więc siłą rzeczy i z właścicielami Browariatu, zorganizowali pierwsze w historii Katowic kranoprzejęcie, na którym oczywiście pojawili się osobiście. Kranoprzejęcie to dziwna konstrukcja słowna, która wzięła się ze zgrabnego tłumaczenia angielskiego tap takeover, tak abyśmy mówili po polsku w naszym własnym kraju. Kranoprzejęcie miało miejsce w ostatni piątek, kiedy to o 20 Państwo Ziemian własnoręcznie nalali pierwsze piwa do szkieł.
Browar Stu Mostów to najnowszy browar restauracyjny z Wrocławia stworzony przez Arlettę i Grzegorza Ziemian. "Powstał z tęsknoty za slow, satysfakcją z tego co się robi, za prostszym i wolniejszym życiem" - mówią o nim założyciele. Od dłuższego czasu robi wokół siebie niezła zamieszanie posługując się nienagannym PR oraz jednolitą, nowoczesną stylistyką. To wciąż temat traktowany u nas nieco po macoszemu. Nie w Stu Mostach. Tam wszystko wydaje się być dopracowane w najmniejszym szczególe. O tym, że będzie można się ichniejszych piw spodziewać regularnie w katowickim Browariacie widziałem od jakiegoś czasu, choć wciąż owiane było to mgłą tajemnicy porównywalną do tej, która spowija Stare Kiejkuty. Mgła zaczęła się rozpraszać za sprawą samych najbardziej zainteresowanych. Najpierw informacje że sprzęt do warzenia i know-how dostarcza BrauKon ściśle związany z markami Camba Bavaria czy Schönramer, które to przecież serwuje pub na Francuskiej. Listopadowe otwarcie restauracji i browaru uświetniły też właśnie piwa z Camby, bowiem warzenie dopiero się rozpoczynało i na pierwsze piwa trzeba było poczekać. Do teraz!! Oto - tuż po premierze we Wrocławiu - są dostępne w stolicy Górnego Śląska.
...ale w jakże innych okolicznościach przyrody. W sobotę po pracy postanowiłem obejrzeć heroiczny, przegrany (tak wtedy zakładałem) bój z mistrzami świata w piłce nożnej o prawo startu w kolejnych mistrzostwach Europy, w knajpie. Wybór padł na Browariat, bo ciągle coś nowego, a poza tym atmosfera na wydarzeniach sportowych jest tam przednia, a ekipa za barem wyśmienita. Z Danielem, który mi towarzyszył w Katowicach, umówiłem się na kolejny dzień na wypad w Beskid Śląski. Tam też Piwnemu Podróżnikowi nie mogło zabraknąć piwa - uff, dobrze że na Mariackiej, na którą poszedłem w piątek po jedno piwo, kupiłem jednak pięć.
Wpis podzieliłem na dwie części (spokojnie, w jednym poście) - jedna to Piwo w sobotę, druga to Piwo w niedzielę. Prosto. Na koniec łyżka dziegciu w wagonie PKP.
Do Browariatu wybierałem się od dawna. A to kasa się kończyła, gdy miesiąc jeszcze nie miał zamiaru czynić tego samego. A to nie było mi specjalnie po drodze z Katowicami. Czas mijał, a piwo odłożone mi przez Roberta leżakowało sobie tam spokojnie. Po powrocie z wakacji nie dość, że zostały mi jeszcze pieniądze, to czas pozwolił mi na możliwość pokibicowania Polakom zdobywającym mistrzostwo świata w siatkówce. Akurat był półfinał. Półfinał ten był wspaniałą okazją, do przyjrzenia się bliżej zmianom jakie zaszły w portfolio piw dostępnych w Browariacie.
Na początku kwietnia 2014 r. miało miejsce spore wydarzenie na światowej piwnej scenie. W amerykańskim Denver odbył się World Beer Cup, globalny konkurs piwny. Jak każdy konkurs ma swoje słabsze strony, ale (1) docierają tam piwa z CAŁEGO świata, (2) najlepsi na świecie sędziowie mają z czego wybierać, bowiem (3) piwne kategorie są bardzo licznie obsadzone. Licznie i mocno, bo nikt nie wysyła tam Kasztelana do kategorii international lager. Krótko po tym udałem się do Browariatu na małe spotkanie z szychami z Schönram - przedstawicielami tamtejszego browaru, który swoje piętno odciska na mieszkańcach Katowic dzięki działaniom Fantastycznej Piątki. Opiłem się niesamowitego piwa na czele z Bayerische Pale Ale na mandarynkowym chmielu Mandarina Bavaria oraz Black Pale Ale z Meantime. Co łączy te dwa wydarzenia? Mianowicie to, że w Browariacie można spróbować trzech piw, które zostały medalistami w swoich kategoriach i to 10 kilometrów w linii prostej od domu. Czad!
Końcem lutego przez zasyfione wody Rawy do katowickiego Browariatu wprost z Londynu przypłynął Mintaj... tfu Meantime. Nie oznaczało to oczywista, że zaczęły się tam podłe czasy, wręcz przeciwnie nowy browar spod znaku craft, to okazja by rozszerzyć znajomość portfolio tego browaru. Nie mogłem sobie odmówić wizyty, szczególnie że nie wszystko z londyńskiego Meantime piłem, a dotychczasowe doświadczenia pokazują, że warto się nad tymi piwami pochylić.
W Browariacie brytyjskie caski (czyli ichniejsze kegi) gościły po raz pierwszy i właściciele przeżyli popołudniowy szok, gdy tegoż dnia okazało się, że mają one inne gwinty niż nasze i nie da rady ich podłączyć - w sukurs przyszedł ktoś z zaprzyjaźnionej knajpy. Tak czy siak nie udało się podłączyć dwóch beczek, ale ta jedna podłączona rekompensowała wszystko - był to russian imperial stout.
W centrum Katowic, tuż nieopodal skrzyżowania Francuskiej i Mariackiej, powstało miejsce dla piwnych wariatów.
Pięciu pozytywnie zakręconych na punkcie piwa gości stworzyło Strefę Rzemieślniczego Piwa. Od pierwszej chwili spędzonej z nimi poczułem, że jest to miejsce ludzi z pasją. Pasją do warzenia i dzielenia się piwną radością. Filozofia jest prosta - sprzedawać ludziom dobre piwo. A o tym jakie to piwo i jak wygląda sam Browariat w dalszej części tekstu.

