Śląski Festiwal Piwa II

08:00

Za nami druga edycja organizowanego przez Jarmarki Śląskie Śląskiego Festiwalu Piwa, który wyjątkowo był także Festiwalem Deszczu, Gradu i Wichury. Imprezy plenerowe, uzależnione w dużym stopniu od pogody, obarczone są ryzykiem niepowodzenia. Można by pomyśleć, że ludzie niechętnie będą brać udział w imprezie, gdy może ich zlać sączące się z nieba mokre zło. Trzeci dzień festiwalu pokazał, że niekoniecznie musi być to tak duży problem. Kilkukrotnie przeganiana ulewą i wichurą tłuszcza, tyle samo razy wracała do radosnej konsumpcji, w międzyczasie racząc się dobrym piwem skryta pod okolicznymi dachami*. Oczywiście gdyby co dziesięć minut nie wychodziło palące słońce, to pewnie większość ludzi zmyła by się do domu, ale ich determinacja została też wsparta od strony organizacyjnej. O tym i o innych zaletach ŚFPII dalej...


Odwiedziłem katowicki rynek dwa razy. W czwartek i sobotę, przy czym za drugim razem spędziłem tam znacznie więcej czasu. Nawet już w czwartek, gdy w oddalonym o 12 kilometrów Jaworznie świeciło słońce, piwowarzy, browarnicy, barmani i wszyscy inni robili co się da, aby ich stoiska nie przeminęły z wiatrem. To chyba właśnie zmienną pogodę zapamiętamy jako wizytówkę ŚFP II. Niemniej jednak organizatorzy poradzili sobie z aurą wyśmienicie - po każdej ulewie do boju ruszali pracownicy obsługi z gumkami do szyb i ekspresowo czyścili ławki. Szacun.

Sobota była wprost urocza

Rynek jako miejsce na takie wydarzenie sprawdza się doskonale. Zmodernizowana lokalizacja łączy w sobie dużą przestrzeń, nowoczesność i modernistyczną (oraz post-) architekturę. Miejsce ma niezaprzeczalny urok. To właśnie tu przez trzy dni swoje piwa prezentowało kilkanaście browarów z całej Polski (w tym Puck, Dukla, Łódź, Warka, Nowe Rochowice, a nawet Bytom). Wbrew uprzednim marudzeniem co poniektórych malkontentów, było sporo ciekawego piwa, a w tym wiele nowości. Wystarczająco, aby od rana do wieczora się nie nudzić.

Ładne widoki na rynku w Kato

Poza tym cydry, piwne kosmetyki, sporo ciekawej szamy, w tym oczywiście wielka bliskość tego, co na co dzień oferują Katowice. Na festiwalu stawiły się licznie najlepsze multitapy - Browariat reprezentował siebie i Minibrowar Reden, Kontynuacja uroczo polewała RockMilla i Cztery Ściany, Absurdalna wpłynęła na wartki nurt Widawy, a Biała Małpa oferowała przegląd kraftowych nowości i powrotów. Sklep Kraftstore ponownie zdecydował się na rewelacyjne rozdanie i akcję "Sztosy na szoty" - czyli niewielkie (100-150 ml) próbki drogich, zagranicznych piw. Marcin nie mógł narzekać na nudę i w ten sposób lokalni miłośnicy "szlojdrów" (jak Ślązacy określają sztosy) osuszyli dużą liczbę butelek. 


Sam dziabnąłem bardzo fajnego quadrupla z The Bruery - 9 ladies dancing, gdzie wyraźne nuty kakao współgrały z delikatniejszą wanilią. Za sprawą powyższych dodatków w aromacie piwo nie przypominało to belgijskiego mocarza, ale już w smaku objawiało bogactwo suszonych owoców. 7,5/10. Drugim, na którego miałem czas, był RIS z kalifornijskiego Cismontane Brewing Company - Black's dawn. Rzeczywiście zdominowany przez czerń kawy i gorzkiej czekolady. Raczej bez większej głębi i historii, a nawet bez lubianej przeze mnie wielkiej pełni. W posmaku palone i popiołowe. 7/10


Festiwal był także okazją, aby w tak dużej skali na światło dzienne wyszedł tajemniczy Projekt (ave!). Życie katowickich multitapów przeniosło się w plener, a członkowie nieformalnego stowarzyszenia mrugali do siebie porozumiewawczo i z delikatnym uśmiechem. Informacje o dobrych piwach szybko się też rozchodziły. W ten sposób dowiedziałem się, że warto spróbować leżakowanego w beczce po rumie Barley Wine'a ze 100 Mostów (7,5/10), ananasowego AIPA z Piwnicy Gawronów (8/10), dwóch rosanke z PiwoWarowni (Moc Kupały oceniam na 6/10, a Ostatni wianek na 8/10 - choć w ciemno strzeliłbym, że posmakują mi odwrotnie). W ten sposób od Martyny dostałem też piwo ze wsadem z jednorożca od Radugi. Nie pomnę już, które to było, bom chyba nawet nie spróbował - wyglądało za to przednio mieniąc w blasku drobinkami mitycznego zwierza. 


CieKawa puKawka od Browaru Brewera dołącza do grupy solidnych piw z kawą (6,5/10), podobnie jak Milk stout z Piwnicy Gawronów do bardziej niż solidnych mlecznych stoutów (7/10). Świetnie pijalnym piwem okazała się Ćwinga od Hajerów, która swoją gładkość zawdzięcza płatkom, a posmak cytrusów amerykańskim chmielom (7,5/10). Browar Śląski Alternatywa pokazał nowe 2#3 Bursztynowe Ale, lekkie i zaskakująco goryczkowe piwo (6/10) oraz wcześniaka (dwa dni przed planowanym porodem) Niemieckiego Pilsa (chyba 4#3), lekkiego, wytrawnego i ziołowego (6/10). 


Raduga czuła się pewnie nie tylko w sferze mody, ale także świetnych piw z dodatkami owoców - ja do szkła zdecydowałem się na najświeższe ze wszystkich Last summer (z mango) i jestem wciąż pod wrażeniem tego piwa. Kolendra i goździk totalnie ukryte pod pulpą mangową (8/10). Kraftwerkowa nowe edycja Flying Circus jest dwa razy lepsza od zeszłorocznej - tym razem a aromacie dzieli skórka cytrynowa, a w smaku wyraźnie przebija się wanilia. Bardzo ciekawe to piwo i zaskakujące (7/10). Podobnie jak długo leżakowany w beczce po rumie Jolly Roger, który zaskakiwał aromatem jabłuszka, a w smaku już kompletnie niszczył rumem i wanilią. Nie mogłem pozbyć się pierwszego wrażenia z aromatu do samego końca. 6,5/10


Warto wspomnieć, że przez piątek i sobotę odbywały się ogłuszające koncerty, a przegląd kapel wygrał zespół z Cieszyna (UŚ rulez!), który gra muzykę określaną przez moją kuzynkę jako rockowe disco-polo. Żebym choć przez chwilę słuchał, co tam dochodzi ze sceny. Z piwnych wspominek jeszcze należy zaznaczyć, że Foundersowy Lizard of Koz jest genialny (8,5/10), Kosmodrom z Redenu też (8/10), podobnie jak ich nowy kwas z czarną porzeczką (8/10). Okrutnikiem festiwalu okazał się RIS z Widawy. Absolutnie omijać, chyba że chcecie tapetować.


Bardzo pozytywne wrażenie zrobiły na mnie piwa z BroWarki, z którymi miałem dopiero pierwszy kontakt. O!dymione to wędzone piwo kwaśne, które zachwyciło mnie pomysłem i wykonaniem - lekkie, pijalne i nieco szykowo-oscypkowe. Czad. 7,5/10. Równie ciekawy był Puszek, czyli pszenica z dodatkiem mniszka lekarskiego - ciekawe, niewodniste, lekko kwaskowe. 7/10. Tylko Troll nie przekonał mnie - nie pierwszy zresztą - do kveików. Niby spoko, ale o co chodzi? Trochę zioła, nieco kwasku, sam nie wiem. 5,5/10.


Świetnym posunięciem była także strefa dla dzieci, dzięki czemu lokalni pracownicy socjalni mieli komu co odbierać (Stop! Nie mieszajmy pracy z przyjemnością)... dzięki czemu rodzice mogli uczyć pociechy kulturalnej zabawy i rozsądnego spożywania napojów alkoholowych. Dzięki wielkim szachom każdy mógł publicznie zbić czarnego konia. Białego też. Co tu więcej mówić. Impreza z pewnością była udana, choć dało się usłyszeć pojawiające się tu i tam głosy, że odwiedzających mogło być więcej. Pewnie mogło.


*Niemniej jednak warto na przyszłość rozważyć możliwość rozstawienia wielkiego namiotu, gdzie można by choćby chwilowo przeczekać opady - szczególnie w lipcu, gdy statystycznie jest ich w Polsce wtedy najwięcej. Poza tym nie od dziś wiadomo, że deszcz pada, gdy... myją okna.


Zobacz także

6 komentarze

  1. super mat. trzeba będzie zaplanować wizytę na 3ciej edycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nam może uda się zajrzeć na Zalew Piwa

      Usuń
  2. Ja bym zmienił tylko jedną rzecz. Wyeliminował mistrza sucharów, tego strasznego "wodzireja". Nic nie wie, totalnie się nie orientuje... Tylko łazi i przeszkadza z tym swoim przerywającym mikrofonem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłbym to lepiej! Na piwie się znam.

      Usuń
  3. Mam wrażenie, że ten festiwal zrobił się sam (demokracja uczestnicząca i anarchia rulez!), siłą wystawców i uczestników, bo organizacja to w większości przeszkadzała. Jedyna zaleta to pomoc organizatorów w osuszaniu ław po deszczu (byli na to przygotowani), wad jest bez liku, z czego wymienię ledwie kilka. Brak fermentorów do płukania szkła, zbyt duże nagłośnienie (w ogóle czy to granie było komuś potrzebne?), strasznie denerwujący wodzirej (rozumiem gadać coś tam w tle, ale takie oderwane od rzeczywistości pierdoły to aż bolą, z czego koronnym było nazywanie Katowic stolicą Górnego Śląska i jakieś odnoszenie polskich mitów narodowych do tego miasta o przecież wybitnie niepolskim rodowodzie - ciekawe czy wodzirej wie, co oryginalnie było napisane na teatrze, na który patrzył, i się odnosił do jakichś niby związków Katowic z Krakowem na tej podstawie).
    Browary dały radę, jak na taką imprezę lista piw bardzo zacna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że po prostu nastały czasy, żeby przestać nazywać stolicami GŚ zapadłe Racibórz czy Opole, z całym szacunkiem dla historii.
      Ja też nie wiem, co było napisane na Teatrze i chętnie się dowiem (w sumie już wiem i też nie wiedziałem, że było coś innego).
      No ale wiesz, musiałbym słuchać tego, co gadał, a nie robiłem tego w ogóle. Wolałem rozmawiać ze znajomymi, których była masa. Generalnie za głośno było, szczególnie w czasie koncertów.
      Braku płuczek w sumie nie zauważyłem, bo zawsze ktoś mi czymś przepłukał, ale racja - można o to zadbać lepiej, skoro Ty w tym zauważyłeś problem.
      Dzięki za komentarz. Pozdrawiam!

      Usuń

Obserwatorzy