Grybowska masakra tulipanem i procentem

08:04

Tym razem zabieram Was tam, gdzie tylko najtwardsi przetrwają. W rejony, gdzie można posłać jedynie niezniszczalne wątroby, zahartowane przełyki i zwyrodniałe kubki smakowe. Z życiem ujdą wyłącznie weterani mózgotrzepów, tanich win, domowych nalewek, sylwestrowych pseudo szampanów i świeżo wymieszanych porterówek. Jeśli nigdy nie urwał Ci się film na początku imprezy tylko dlatego, że koniecznie musiałeś poprzedzić ją biforem, jeśli nigdy nie jechałeś na piwo, poprzedzając eskapadę wypiciem pięciu belgów i porteru, jeśli smak czystego spirytusu jest Ci obcy i nigdy nie miałeś do czynienia z domową węgierską palinką, to ostrzegam - samo dalsze czytanie może spowodować obniżenie poziomu krwi w alkoholu, marskość wątroby, zawroty głowy, womit, nagły porost brody i halucynacje o dobrym piwie. Wpis zawiera słód jęczmienny i śladowe ilości orzeszków. Orzesz... ku...


A byłem bardzo pozytywnie nastawiony do degustacji tych dziesięciu piw, do której zaprosiłem towarzysza górskich wyjazdów i piwnych ekskursji, Daniela. Wspierała nas też Katarzyna, której uwagi były trafne, dlatego że (1) jest kobietą i (2) nie jest fanką piwa. Naprawdę spodziewałem się, że będzie ciekawiej. Po wszystkim zastanawiam się, czy te piwa  to rzeczywiście prezent, czy wysublimowany zamach na moją skromną osobę.

W pierwszym kwartale 2015 roku odwiedziłem, zresztą wspólnie z Danielem, Browar Grybów. Zrobił na mnie dobre wrażenie. Piwo, które Daniel pił na miejscu wzbudzając zazdrość kierowcy, czyli mnie, było dobre, a te piwa które przywieźliśmy stamtąd były może i różne, ale nie zapowiadały takiej masakry.

W ramach wstępu do degustacji wspomnę z kronikarskiego obowiązku, że wśród dziesięciu piw znalazło się tylko dziesięć lagerów, czyli piw dolnej fermentacji. Wskazuje to, że browar ma zamiar ostro konkurować nie z piwną rewolucją, ale z piwami koncernowymi. Kilka piw ma dokładnie takie same parametry, co zrodziło moje podejrzenie, że jest to ten sam płyn. Na wzór jedynego Tropiciela Klonów®, postanowiliśmy to sprawdzić. Aa, piliśmy od najsłabszego do najmocniejszego.

Na początek Pilsweizer Trzcinowe, z którym mieliśmy już do czynienia, więc najwięcej otrzymała Katarzyna (jej kiedyś smakowało "bo nie miało goryczy"). Moim zdaniem nazywanie tego produktu piwem, to poważne nadużycie językowe. Wygląd Trzcinowego kojarzył nam się z żurkiem (D) oraz błotem i breją (T), ale to co było na wierzchu butelki było bardzo klarowne. Zgodziliśmy się, że pachnie nijako - słodko, słodko, słodko i lekko metalicznie. "Zamulające jak legumina starego" - stwierdził Daniel i tylko bogowie wiedzą, czym go rodzice karmili. "Piwo" jest niemiłosiernie słodkie i tak przypomina piwo, jak herbata posłodzona czterema łyżeczkami cukru przypomina herbatę. Zamula ostatecznie nawet w tych niewielkich ilościach. Cukier, metal i <cenzura>. Odradzam.

"Chyba kogoś poj**ało" - rozległo się w kuchni, gdzie rezydowała K., gdy oczom jej ukazała się barwa Pilsweizera Aloes & Curacao. Przypomina bowiem Ludwika lub Tymka - płyny do mycia naczyń albo inny szampon. W aromacie jest lekki aloes, a piwo pachnie słodko. W smaku kojarzy się przede wszystkim z szamponem aloesowym z linii Forever Living Products. Piwo jest słodkie, trochę chemiczne, a trochę mdłe (D), przy czym całkowicie żadne (T). Zamuliło, zniesmaczyło i u mnie wywołało natychmiastowy ból głowy. Daniela zmęczyło nawet bardziej niż Trzcinowe, a przypominam, że piwem jeszcze dzielimy się z K., która po 2 łykach przestała pić. Wypełnione piwem stange znalazłem rano w kuchni.

Barwa "piwa" w całej okazałości.

Jak wam się podoba ten kolor? Czyż nie jest bardzo zachęcający do picia? Mogłem sprawdzić jak sobie radzi z tłuszczem na talerzach...


Czas na pierwsze normalne piwo. Pilsweizer Góralskie to pils o gęstości 10°blg i zawartości alkoholu 4,7%. Oczekiwaliśmy lekkości i pijalności. To jasno złote piwo, klarowne, z bardzo dużą czapą, utrzymującej się i drobnopęcherzykowej (D) piany. Co do aromatu nie zgodziliśmy się, ale tylko początkowo. Oscylowaliśmy między "niajki w ch**" (D), a "lekki i słodowy" (T), co w sumie oznaczało to samo. W smaku jednak zgodziliśmy się, że "metal, metal, metal i ch**" (D), "taki metal, że ja pi****le" (T). Raciborskie Hejwi Metalowe zawierało by mniej metalu. Moje ostatnie rzyganie było przyjemniejsze niż to piwo (T). Na Góralskim nie zostawiliśmy suchej nitki.



Test na obecność klona


Swoistemu testowi na obecność klona, tudzież tego samego piwa nalanego do butelek z różnymi etykietami, poddaliśmy Pilsweizer Exclusive (wow, piwo takie ekskluzywne) i Pilsweizer Grybów. Oba zawierają 5,7% alkoholu przy 12°blg i przyznacie, że wyglądają identycznie (lewy shaker został ściągnięty z półki muzealnej, przepłukany, ale to nie wystarczyło jak widać). Exclusive pachnie (no powiedzmy, że użyliśmy tego właśnie słowa) metalem, a K. stwierdziła, że "wali śledziem". Ja po dłuższej chwili dołożyłem do tego mokrą szmatę. W smaku jest lekko słodowe i tyle. "Im dalej w las, tym bardziej męczące" - rzekł D. Ja sobie zanotowałem, że to najgorsze piwo z zestawu. Dla odmiany metal (obecny, a jakże!) w Grybowie z czasem przeszkadza mniej. Gorycz pojawia się, ale naprawdę na granicy wyczuwalności. Jest słodowo w aromacie i słodowo w smaku. No i metalowo. Z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że to nie jest to samo piwo.

Następne piwo zrodziło dialog, który w ciekawy sposób pokazuje subtelne różnice w podejściu do piwa i w preferencjach.

K.: "Ooo, fuuuuuj!!"
D.: "To znaczy, że będzie dobre". <badum tss>

Femme Fatale to póki co jedyne ciemne piwo w ofercie Pilsweizera. To stanowczo za mało, bo nie dość że mi i Danielowi smakowało, to było bardzo ciekawe! Piwo nie jest tak ciemne jak na zdjęciu, jest brązowe i prezentuje się ładnie. W aromacie pojawia się karmel, ale bez wątpienia najciekawszym elementem jest tytoń (tudzież popielniczka). Jest też kawa, a właściwie grunt po kawie. Piwo jest słodowe, ale w smaku znów pojawia się tytoń i kawa. Jest on dosyć złożony, ciekawy i przyjemny. Całość jest wytrawna i piło nam się Femme Fatale wyśmienicie.

Test na obecność klona 2


Trzy widoczne na zdjęciu piwa - Strong, Lach i Svejkove mają dokładnie takie same parametry. W ogóle zastanawiam się, w jakim celu jeden browar robi trzy piwa, które w założeniu niczym się nie różnią - każde ma 14° blg i 6,8% alkoholu. W założeniu, bo już wygląd zdradza różnice. Strong jest najciemniejszy, ładnie pomarańczowy, Lach sporo jaśniejszy, a Svejkove nieco ciemniejsze i dodatkowo zmętnione. W aromacie Stronga dominuje mocna słodycz słodu i nieco alkoholu. Nie ma w nim metalu, który jest obecny zarówno w Lachu, jak i w Svejkovym. W smaku Strong jest mocno słodowy i wraz z piciem robi się mdły, Lach męczy metalem, a pod koniec także alkoholem, jest przy tym strasznie nijaki, a Svejkove to powtórka z rozrywki, słód i metal powodujące "zamulenie totalne" (D.). Lach i Svejkove w sumie do siebie podobne, podobnie męczące, nijakie, nudne i metalowe.

Na koniec (ufff) zostało Pilsweizer Krzepkie. Z 15,1° blg wyciśnięto 7,6% alkoholu. Kolejne piwo, które koło chmielu nawet nie stało, aczkolwiek w tym przypadku to dziwi chyba najmniej. Piwo jest zdecydowanie słodowe, ale też alkoholowe. Słabo czuć w nim metal, aczkolwiek jest on jednak wyczuwalny. Przed tym piwem byliśmy już dostatecznie zamuleni poprzednikami, więc ono w ładny sposób zamknęło tę epopeję.

Uważam, że podejście do tematu, które proponuje browar z Siołkowej, jest z góry skazane na porażkę. Najlepsze z jasnych piw przypomina Brackie dla ubogich (jakąś wyjątkowo nieudaną warkę). Nikt nie ma szans wygrać z piwem koncernowym, robiąc dokładnie to samo co oni, chyba że jest w stanie wyłożyć grube miliony na wszędobylskie reklamy oraz szeroko rozumiany marketing. Browar Pilsweizer powinien raczej poszukać drogi, którą idą BRJ i Kormoran. Kilka lagerów i sporo piw dla klienta wyrobionego. Zmiana etykiet to dobry przyczynek do wyróżniania się na półce, teraz czas na wyróżnianie się smakiem - in plus oczywiście. Potwierdzona informacja mówi, że na lato ma być przygotowany pierwszy górniak. Trzymam kciuki, bo tych jasnych nie da się pić.

Zobacz także

5 komentarze

  1. "Wypełnione piwem stange znalazłem rano w kuchni." Co to jest stange ? http://pl.wiktionary.org/wiki/Stange - czyżby o to chodziło ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szkło nazywa się stange:
      http://2.bp.blogspot.com/-OnDxpPQZu7U/Tvz1Ep1bT_I/AAAAAAAAA4o/anLVi0alwhc/s1600/IMG_5013.JPG

      Usuń
    2. Dzięki. Człowiek się uczy całe życie :)

      Usuń
  2. nie weim ale białę szkło butelkowe zniechęca mnie pachnię mi tandetą ... jakoś mało apetyczne. Może to tylko dawne wspomnienia oranżady w brudnych butelkach ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się nie podoba. Cóż zrobić.

      Usuń

Obserwatorzy