Warszawa da się lubić

18:22

Pierwszy weekend sierpnia miałem ogromną przyjemność spędzić w Warszawie. Nie mogłem sobie oczywiście odmówić wyruszenia na warszawski szlak piwny, który kusi licznymi kranami oraz piwami, których nie można napić się na Śląsku (nie wspominając już o Zagłębiu). Na szczęście nie dane mi było odwiedzić wszystkich knajp szlaku, dzięki czemu mam większą motywację, by wrócić szybciutko do stolicy.


"Na pewno coś piłem i na pewno coś paliłem". A co? A gdzie? O tym w dalszej części. Zapraszam.

Niedziela to wspaniały dzień, by w przemiłym towarzystwie wybrać się do zoo. Szczęśliwie się złożyło, że w niedużej odległości od warszawskiego zwierzyńca, na Pradze, znajduje się od nieco ponad roku Po drugiej stronie lustra. Ostrzeżenie o przedmiotach spadających z okien kamienic oraz możliwości bycia oblanym wodą (oby tylko) spowodowało, iż usiedliśmy wewnątrz, pomimo upału niemiłosiernego. Piwnica w której znajduje się lokal robi niesamowite wrażenie, ze względu na to, że jej większa część (ściany) wyłożona jest kapslami po piwie. Wygląda to cudnie.

czyż nie pysznie?

Do picia jest kilka lanych piw oraz cydry (co ucieszyło część wycieczki). Mnie wybór piwa ucieszył, lecz nie zachwycił, bo spodziewałem się choćby jednego, którego nie piłem, a tu klops. Wybrałem więc Pacific Pale Ale z Artezana, który okazał się smakowitym strzałem w dziesiątkę, na piekielny dzień.

miszcz planu drugiego, przewodnik, gospodarz, a także fan piwa (w jednym)

Piwo wciąż smakuje wybornie, goryczkowo orzeźwia i dobrze chłodzi. Po drugiej stronie lustra ma bardzo fajny klimat, sprawiało przyjemne wrażenie, jest gościnnie, bo dwaj panowie z rowerami weszli i nie było żadnych gorzkich żali.


Knajpa jakich wiele i u nas. Ta ma ten plus, że jej motywem przewodnim jest piwo. Dobre piwo. A takich knajpek wciąż ze świecą szukać.

Poniedziałek to całkiem zaplanowane wyjście do dwóch knajpek, o których usłyszałem, że są hipsterskie. Jako że drwienie z hipsteriady weszło mi w krew, jak wyszydzanie każdej pseudo mody, ucieszyłem się. A obie knajpy dobrze znam z fb, browar.biz i z blogów. Wielokrotny orgazm. Na pierwszy ogień Kufle i kapsle, bo bliżej z tramwaju.


 Miejsce wygląda dosyć niepozornie, ale za barem kryje się większe pomieszczenie. My usiedliśmy na zewnątrz. Miałem wspaniałą możliwość podelektowania się deską piw. Za 16 zł. można zamówić cztery całkiem solidne porcje dowolnych piw, co mnie ucieszyło, bo wszystkie obce mi piwa były cholernie drogie.


Zdjęcie cennika jest powyżej, dzięki czemu widać (numerki na desce), co zamówiłem. Nie skompletowałem 4 obcych mi piw, więc dołożyłem smakowite PUNK IPA, które opisałem tu. Na pierwszy degustacyjny ogień Samurai IPA z czeksiego browaru Kocour z Varnsdorfu. To ponoć amerykańska wariacja ipa, ale nie czuć tego ani w zapachu, ani w smaku. Jest goryczkowe, a nie w jakiś super przyjemny, cytrusowy sposób. Niby ok. ale nic specjalnego. Nie polecam. Bo po co? Numerek 2 to coś, czego u nas nie ma. Koniec. Kropka. Pracownia Piwa i jej Cent US. Przy okazji jeśli ktoś wie, jak to niby się ma wymawiać, to proszę mi powiedzieć. Jest to stout wędzony i jednocześnie bardzo dobre piwo. Aromat bardziej stoutowy: mocna kawa, gorzka czekolada, a wędzonka przychodzi wraz ze smakiem. Dla mnie połączenie jest mega dobre. Jak najbardziej chciałbym takie piwo częściej. Polecam. Punk IPA to klasa sama dla siebie. Bardzo dobra AIPA. Na koniec to, co mnie najbardziej zaskoczyło, bo wlano mi coś, o czym nie słyszałem. Belgijski Chouffe Houblon Dobbelen IPA Tripel, bo taka jest pełna nazwa, to swoiste połączenie mocnego, tradycyjnego piwa belgijskiego oraz solidnie nachmielonego IPA. Czy byłem sceptyczny? Nie. Byłem bardzo ciekawy. Piękny kwiatowo-owocowy zapach, intensywny smak, goryczka złamana przez mocną słodowość. Naprawdę czuć, że to piwo "z jajami"! Nie jest intensywnie goryczkowe, ale ogólnie jest charakterne. Alkohol, pomimo tych 9%, zupełnie niewyczuwalny. Mniam. Muszę spokojnie kiedyś wychylić butelkę. W Kuflach... rozbawiła mnie cena soku do piwa. Podoba mi się knajpa w ogóle. Poziom hipsterstwa bardzo niski. 12 kranów zrobiło wielkie wrażenie na człowieku ze wsi.

Dalsze kroki skierowaliśmy do Cudów na kiju, które są pięknie zlokalizowane w budynku byłego Komitetu Centralnego. Cuda... to przeszklony kwadrat o powierzchni może 36 metrów, z wieloma krzesłami (oraz hipsterskimi leżakami) na zewnątrz. Minimalizm do mnie przemawia. Zresztą nie to jest najistotniejsze, a 16 (!!) kranów. Poza wielością piwnych stylów (zdjęcie poniżej), jest też lane wino, ponoć dobre, ale ja nie pijam.


Najbardziej mi zależało na obcym mi Crack'u z Pracowni Piwa, który jest american stoutem, czyli tym razem stoutem przyprawianym chmielem zza oceanu. Tu chmielowa, cytrusowa goryczka miesza się z kawą. Bardzo fajne połączenie, ale jednak Cent Us ciekawszy. Cuda na kiju także bardzo pozytywne.


We wtorek po wizycie w Muzeum Narodowym bardzo chciałem wejść do pobliskiej Czeskiej Baszty, ale była otwarta dopiero od 16, a poprzedzające tę smutną konstatację poszukiwania samej knajpy były wyczerpujące, po 3 godzinach podziwiana malarstwa. Jest dobrze ukryta. Na szczęście gościnna okazała się być Chmielarnia. Tam podobnie - cała masa kranów z piwem. 16 kranów, surowe wnętrze z miłymi akcentami birofilskimi, dobry duch Masona kręcący się po obejściu, to z pewnością zalety tego miejsca. Poza tym Chmielarnia znajduje się w piwnicy Domu Wędkarza, więc jak w każdej piwnicy jest tam chłodno. Taki chłód to pyszna sprawa w upalny dzień, gdy z nieba leje się płynne złoto. Na pierwszy ogień kolejne obce mi piwo z Pracowni Piwa - Like on neck.


To było piwo dziwne, właściwie nie wiedziałem czego się spodziewać i po wypiciu dalej nie wiem. Trochę słodowe, a z nieprzyjemnymi posmakami, bardzo nijakie. W smaku pełne. Dobrze poradziło sobie z już sporym pragnieniem, ale kompletnie nie wiem o czym to piwo było. Dziś się dowiedziałem, że po kilku warkach Pracownia Piwa je odrzuca, jako źle przyjęte i nie dziwie się. Przy Kraku, Centusiu, Hejnale Plan-Tach i Dwu Smokach wypadło niezmiernie blado. Na kolejny rzut postanowiłem raz jeszcze, tym razem w dużej postaci, wypić Centusia.


Jeszcze raz mi bardzo zasmakowało. W ogóle piwa z PP bardzo mi leżą i żałuję, że po butelczynę muszę wysyłać siostrę (o kulach) do Krakowa. Chmielarnię polecam jako najbardziej undergroundową i najmniej hipsterską;) Pozdrawiam przy okazji Masona, do którego się nie odezwałem, bo nie byłem pewien, czy to on i tym samym zdradziłem swoje sosnowieckie (wiejskie) korzenie.

Jak widać odwiedziłem 4 miejsca z 7-lokalowego szlaku piwnego, co zwiastuje rychły powrót do stolicy. Idea szlaku jest pyszna. Przykry efekt wycieczki, to uświadomienie sobie, iż Katowice nigdy stolicą nie będą...

Zobacz także

8 komentarze

  1. "miszcz planu drugiego"
    No... dobrze wyszedłem na tej focie ;)

    Zapraszam na pozostałe 3!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa wycieczka i będąc na jakimś koncercie w Warszawie na pewno zrobię podobny szlak. Patrząc jednak na wybór piw to taniej i ciekawiej wychodzi z Zagłębia zrobić wypad do Krakowa (Omerta - Strefa - HoB). Cena soku świetna, ale pewnie chętni i tak sie trafiają :P Świetny próbnik w Omercie za 16 zł jest 8 próbek, ale 100 ml. 4 x (200?250?) wydaje się dużo lepszym rozwiązaniem.

    Co do Katowic to Browariat zapowiada się ciekawie (niemieckie nowo falowe piwa regionalne) i liczę na bardziej piwiarniany niż hipsterski klimat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście Kraków bliżej. HoB zrobiło na mnie kiedyś spore wrażenie, Omerta mi się marzy. Tak na oko może po 150 ml wlali w warszawskich KiK. Na dobrą sprawę, tylko po ty by sprawdzić, co jest do głębszej degustacji.

      W Kato Biała@ jest ok, choć dla mnie ciasny ten parter z barem. Browariat zapowaida się pysznie w rzeczy samej.

      Zapraszam ponownie!

      Usuń
  3. Fajne miejsca, koniecznie się wybiorę!

    OdpowiedzUsuń
  4. CENT US wymawia się centuś.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy