Lwowskie 1715 - badania naukowe na Ukrainie

22:35

Zaczęło się jak filmie. Dzwoni telefon, ja biorę plecak i od razu biegnę na dworzec.

Uwielbiam takie niespodzianki. Wieczór miał się zakończyć smętnie, gdy z słuchawki wylał się miód na uszy. "Za 20 minut będziemy przejeżdżać przez Sosnowiec i wieziemy Ci z Kijowa piwo" - rzekł głos Pani Doktor Barbary G., która wspólnie z Panią Doktor Anną G. wracają tranzytem przez Warszawę z naukowych wojaży.

Niezmiennie cieszy mnie, raduje, uszczęśliwia i wprawia w zachwyt, że ktoś męczy swoje ręce i plecy, by przywieźć mi piwo z drugiego końca świata/Europy/kraju.





Jak smakuje ukraińskie 1715 wprost z Kijowa? Zapraszam i...

Piwo to oczywiście nic wymyślnego, lager jakich pełno, od naszych różniący się zdecydowanie jedną cechą - mniejszą zawartością alkoholu. Przy ekstrakcie na poziomie 11,5%  zawiera minimum 4,2% alkoholu. Celowo napisałem minimum, dlaczego? Otóż prawo Unii Europejskiej nakazuje podawać przeciętną zawartość alkoholu w piwie. Nasze 6% to może być zarówno 7% oraz 5% (tolerancja 1% dla piw mocniejszych niż 5,5% zawartości alkoholu, dla słabszych tolerancja wynosi +/- 0,5%). Ukraińskie piwa podają wartość minimalną zawartości alkoholu. Nie sądzę, by to miało dużo więcej niż podane 4,2%.

Pogańskie znaczki, niezrozumiałe literki, ładny kapsel... Przelewam... Wow, niezła piana!


Piwo to jak przystało na lekkiego lagera ma słomkowy (ciemno-), niezachwycający kolor i zwieńczone jest imponującą białą pianą, która wraz z powiększaniem się pustej przestrzeni w szklance elegancko oblepia jej ścianki. Zapach jest delikatnie słodowy i żaden inny. Cieszę się, że w ogóle jest. Piwo jest bardzo lekkie w smaku i takie ma pewnie aspiracje. Goryczka praktycznie niewyczuwalna, lekka kwaskowatość, baza słodowa, ale też słaba. Im dalej z piciem tym niestety słabiej. Robi się męczące. Mimo to całkiem treściwe, jak na takiego cienkusza. Dla konesera polskich jasnych pełnych, to na pewno nic nowego. Lwowskie 1715 jest o połowę lepsze od zdecydowanej większości z nich, a że styl nie należy do moich faworytów, to już inna sprawa. 

Bardzo lubię takie niespodzianki, tym niemniej że nieopodal czeka na mnie jeszcze jedno niespodziewane piwo z Ukrainy... Miło mi, że czasem może do mnie przyjechać piwo z miejsca, w którym nie byłem, jeszcze nie byłem lub nie planuję być! Oby więcej takich niespodziewajek! Więcej naukowych wyjazdów!!

Zobacz także

4 komentarze

  1. mniam mniam mniam! już się nie mogę doczekać mojej niespodziewajki, którą przywiozła mi mama ;) Czyżby czekało na mnie pół litra? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Karolinko, ale mam dla Ciebie też piwo :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. czekoladę też mam :)

      Usuń

Obserwatorzy