Piwo marcowe, piwo zielone i piwo klasztorne - intrygująco?

20:22


Zastanawiałem się od czego zacząć. To nie takie proste. Od najciekawszego (ostatnio) złocistego zagranicznego eksperymentu, który przeniesie czytelnika w zupełnie nieznane rejony geograficzne? Czy może od tego piwa, które zrobiło na mnie ostatnio największe wrażenie? Pozwoli się rozpływać w zaletach smaków, chwalić kolor i aromat i tym samym przykuje uwagę, zachęci do dalszego czytania.

Zacznę od dziś, a właściwie od wczoraj. Po projekcji Elity Zabójców, mimo że film to niezły, pozostał niesmak wywołany marną grą miotającego się w bezsensie swej roli De Niro i fatalnym zakończeniem, przywodzącym na myśl raczej różowy melodramat z happy endem, postanowiłem zakończyć wieczór piwem w domowym zaciszu. Niestety moja Mekka – Delima (reklamy sklepów będą istotnym elementem mojego bloga – to wszak tam można kupić najciekawsze piwa) w sosnowieckiej Plazie już zamknięta. Nastawiłem się na to, że kupię Żywca i nieeksperymentalnie wypłynę na znajome wody. Jakież było moje zdziwienie, gdy sklepik, koło którego się zatrzymałem okazał się być kopalnią piw niezwykłych.

(Jest takie miejsce w Sosnowsi, które mijamy po prawej stronie jadąc z Zagórza w stronę Klimontowa ul. Dobrzańskiego, jakieś 200-300m. od „krzyżówki klimontowskiej”, tak zwany „nocny”)



Na pierwszy ogień poszło piwo marcowe Złoty Smok z Browaru Fortuna. Co oznacza owo tajemnicze piwo marcowe? Mianowicie ta odmiana piwa była tradycyjnie warzona w lutym i marcu z resztek zapasów słodów zgromadzonych przez browarników. Warzeniu sprzyjały niskie temperatury zimowych miesięcy, które pozwalały odpowiednio pracować drożdżom. Piwo musiało mieć nieco większą zawartość ekstraktu, by leżakować niepopsutym do początku jesieni, kiedy to było otwierane na Oktoberfest, czyli znane na całym świecie święto piwa. Można wyczytać, że Märzenbier był warzony w Świdnicy już początkiem XIV wieku, ale któż to może wiedzieć? Chyba tylko Bolek II Mały. Jako że Oktoberfest niedawno się zakończył, to warto to uczcić. Najpierw rzuca się w oczy piękny ciemno-bursztynowy, prawie czerwony kolor. Lubię to. Piwo jest na prawdę pyszne. Uwagę zwróciłem na pianę – brudnożółty kolor i duża gęstość. Nuty goryczy przeplatane ze słodowymi powinny zachęcić do spróbowania szczególnie osoby od których często słyszę: „piwo? Fe, gorzkie”. Otóż, to jest goryczkowe, ale z umiarem.  Moim zdaniem piwko nieco przegazowane, preferuję coś po czym nie musi się obijać 8 razy, ale to ponoć normalne dla marcowych. Jeśli będę miał bogatsze doświadczenia z tym rodzajem to porównam. Na pewno do niego wrócę. Jest to coś, czym można poczęstować wybrednego gościa. Szczególnie, że obecnie piwko to warzy się rok cały. Etykieta może nie jest najpiękniejsza, ale kiedy spojrzy się całościowo na całą linię piw z Fortuny, to nabiera to ciekawego wyrazu.

Kiedy skończyłem rozpływać się nad smakami i aromatami Złotego Smoka sięgnąłem po Piwo Raciborskie Zielone, które reprezentuje Browar Zamkowy (raciborski naturalnie). „Tradycyjne piwo, bla bla bla, naturalny proces, bla bla dla prawdziwych koneserów”. Na to co wypisywane jest na etykietach i opowiadane w reklamach radzę patrzeć przez palce, z przymrużonymi oczami i podejrzliwie. Zielony kolor – tak to nie tylko nazwa – wyklucza tu naturalność, mimo że barwnik oczywiście naturalny. Jeśli ktoś lubi niespodzianki i piwo w kolorze absyntu, to można nalać do kufla. Popatrzeć i... poczęstować kogoś. Nic specjalnego. Powiedziałbym, że słabe jak bicepsy pająka. W smaku nijakie. Niczym - nie przymierzając - pierwsze lepsze piwo z osiedlowego sklepu. Tyle w temacie.

Na koniec zostawiłem to, co najbardziej mnie frapowało. Można powiedzieć trapiło, albowiem było to uwarzone w Manufakturze Piwnej Browaru JabłonowoKlasztorne Piwo na wzór piwa trapistów”. „Że co?” – zapytasz? Otóż piwo takie jest warzone jedynie w kilkunastu klasztorach w Belgii (i ponoć Francji) przez zakonników. Piwo górnej fermentacji (to starsza metoda warzenia piwa, w skrócie chodzi o to, że fermentujące drożdże osadzają się na górze brzeczki fermentującej w wysokich temperaturach; jeszcze gwoli wyjaśnienia: brzeczka – półprodukt w wytwarzaniu piwa, powstaje ze słodu, chmielu i wody), o bardzo nietypowym smaku i zapachu, który przywodzi na myśl ciepłe zimowe wieczory przy choince. Jest jednocześnie bardzo kwaskowate i mocno słodowe, skoro ja wyczułem owoce, to czuć je bardzo. Pojawia się cierpkość. W trakcie picia robi się coraz bardziej niesamowite. Pozostawia ziołowe posmaki. Kolejne łyki znów najpierw kwaśne, potem gorzkawe. I zioła. Piękny ciemny kolor i mętność (piwo nie jest filtrowane) jedynie uzupełniają smak. Słabo gazowane, czy jak powie smakosz – wysycone dwutlenkiem węgla. To lubię w piwie. Dodatkowym plusem tego piwa jest ciekawa etykieta, która tworzy ładną serię wraz z wywodzącymi się z Jabłonowa „Piwem na miodzie gryczanym” (znam) i „Piwem Trzy Zboża” (nie znam). W te rejony piwne powrócę niechybnie i do odwiedzenia ich zachęcam. Mam też ochotę sprawdzić jak smakuje prawdziwe belgijskie piwo trapistów.

Zobacz także

3 komentarze

  1. Bracie...
    liryczny koneser wielkiego formatu jak Ty musi udać się do House of Beer (http://www.houseofbeerkrakow.com/)
    ...ceny krakowskie, choć nie odbiegają wiele od sosnowieckich;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To klasztorne trapistów brzmi rzeczywiście intrygująco. Koniecznie muszę spróbować. Zwłaszcza zaciekawiło mnie że smak się bogaci w miarę picia- co jest na tyle nietypowe, że w piwach na ogół jest na odwrót. A tak na marginesie- w jakieś wolnej chwili mógłbyś opisać ciekawie jakieś ciekawostki piwne- ot choćby co to rzeczona powyżej górna fermentacja, ekstrakt, jak to się robi i tysiące innych procesów które są udziałem piwnego wytwórstwa, itd. Zimowe długie wieczory przed nami a takie rzeczy fajnie wzbogaciłyby piwną stronę mocy.

    Pozdrawiam. Sas

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty zua kobieto!!!
    Fajnie się czyta,super pomysl, ale kurcze busem to mi sie do tego sklepu zapierdalać nie chce za bardzo, chociaż opis kusi fchuj :)
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy